A.D.: 24 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Flora, Jan, Roman

Patriota.pl

Jest rzeczą oczywistą, że ten niezwykle złożony wszechświat
nie może być rezultatem bilionów przypadków i szczęśliwych zbiegów okoliczności. Musi on posiadać swego Stwórcę.
Erik von Kuehnelt-Leddihn, Deklaracja Portlandzka (1)

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Resident Evil 15, czyli koniec opery mydlanej

Drukuj
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Tags: Komentarze | Sapienti sat!

Od czasu tzw. lądowania człowieka na Księżycu nie było prawdopodobnie równie hucpiarskiej medialnej ściemy, jak ta dotycząca gwałtownego zejścia z tego świata niejakiego Osamy bin Ladena. Pomijając już wirtualność samej postaci, jak również kierowanej przez niego domniemanej Al-Kaidy, należy jednak skonstatować, że przywódcy światowi, od lat, czy nawet wieków, pracujący nad ogłupieniem sterowanych przez siebie mas, widać uznali, że mają już w całym świcie do czynienia z takimi idiotami, że można im wcisnąć każdy, nawet rodem z najbanalniejszej gry komputerowej, scenariusz. I wszyscy to kupią – byle było głośno, byle głupio…

Naprawdę wystarczy trochę pożyć, mieć chociażby doświadczenia z PRL-owska nowomową, czy z tzw. wolnymi mediami z epoki ciut późniejszej, albo nawet obejrzeć takie produkcje jak Teoria spisku czy Truman Show, aby nawet intuicyjnie pojąć na czym ta praktyka (bo już nie teoria) spisku polega. Wydarzenia nie toczą się autentycznie, ale tak jak je wykreują ich inspiratorzy, pretendujący do roli demiurgicznych kreatorów reżyserzy jednej wielkiej gry multimedialnej, którą dla własnych potrzeb można by nazwać np. WTC Resident Evil ileś tam lub WTC Mortal Combat. Do wyboru, do koloru, byleby nie wyjść z roli w tym rozpisanym Matrixie.  Chyba nawet sami animatorzy tego wirtualnego piekieła zapomnieli już jak to jest w realu.

Swoje role na głosy mają więc rozpisane media, rządy ustami swoich szefów czy rzeczników, elity i zwykli obywatele miłujący wolność i demokrację. Przedstawienie jest zresztą umiejętnie podtrzymywane przekazywaniem kolejnych, głownie szczątkowych informacji z przesławnej akcji amerykańskich komandosów, z ostatnich chwil arcyterrorysty, z reakcji towarzyszy walki Osamy, czy ze spekulacji na temat jego ewentualnych następców. Szczegóły, jak zwykle, są dopięte na ostatni guzik, porażają logiką, autentyzmem i wnioskami niczym raport MAKK z katastrofy smoleńskiej. Dla speców od alternatywnej rzeczywistości, w dobie obecnych zdobyczy technologicznych wyprodukowanie takiego tasiemcowego serialu jest żadnym wysiłkiem. Zwłaszcza, że jeżeli wziąć pod uwagę co ważniejsze dokonania ubiegłego stulecia, to manipulacje dokumentami drukowanymi, fotograficznymi czy filmowymi dotyczącymi np. życia politycznego w Związku Sowieckim czy wirtualnego zjawiska zwanego holokaustem same w sobie stanowiły informacyjne majstersztyki.

Nigdy się zapewne nie dowiemy kogo zabito w willi pod Islamabadem i czyje zwłoki wrzucono do Morza Arabskiego (jeżeli w ogóle tak uczyniono) – jakiegoś religijnego fanatyka przeszkadzającego w demokratyzacji Afganistanu czy pierwszego lepszego pastucha kóz. Wirtualnemu Osamie najlepsze w świecie służby pozwoliły żyć w jego Matrixie prawie piętnaście lat i kiedy decydenci zorientowali się, że serial zdecydowanie się ograł, a biednemu prezydentowi Obamie (zwanemu popularnie Berkiem Onaną) na gwałt, przed wyborami w 2012 r., potrzebne są punkty procentowe, postanowiono nie rywalizować dłużej z Modą na sukces czy Dynastią i zakończyć raz na zawsze tę operę mydlaną. A cały „wolny” świat wstrzymał oddech, amerykański mistrz wrestlingu się wzruszył, anonimowy i dlatego odważy internauta z Alabamy się wkurzył, Obama skupiał się całe czterdzieści minut przed telewizorem, Hilary Clinton spadł kamień z serca, szef rządu pakistańskiego zapytał sam siebie o niezawisłość, fachowcy i analitycy już się obawiają reakcji świata arabskiego, a wszyscy dziennikarze od lewa do prawa płodza tysiące nic nie wartych komentarzy. Równie dobrze jak w istnienie i działalność Osamy świat mógłby wierzyć w reelekcję Obamy, a Polacy na ten przykład, w Chochoła z Wesela Wyspiańskiego jako siłę sprawczą wszystkich naszych nieszczęść narodowych.

Tak, mały krok na księżycu był wielkim, chciałoby się rzec – siedmiomilowym, krokiem ludzkości. Tyle tylko, że w kierunku nowego, wspaniałego świata. No bo po co nam brutalna, ciężka do strawienia planeta, na której osadził nas Bóg wyganiając z Edenu. Od kiedy zaakceptowaliśmy tekturowe dekoracje w studiu imitującym lunarny krajobraz, staliśmy się bezwiednie aktorami telenoweli pod tytułem Wiedza o Polsce i świecie współczesnym.

 


Czytaj także:
Grupa, Loża czy Komisja, czyli wytrych do praktyki spisku
Irrelewantny Ragnarök, czyli pastuch za sterami Boeinga
"Zanim Bóg się zdecyduje wcisnąć enter..." - 11 września 2001 r.

 

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u