A.D.: 24 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Flora, Jan, Roman

Patriota.pl

 Nie wolno nam zapomnieć: jeśli nie ma osobowego Boga, wszystko jest dozwolone,
jeśli On istnieje, wszystko jest możliwe.
Erik von Kuehnelt-Leddihn, Deklaracja Portlandzka (3)

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Donald i Jarosław w jednym stali domu, czyli krajobraz po bitwie

Drukuj
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Tags: Hic et nunc | Lewiatan

Stare afrykańskie przysłowie mówi, że nie ma w jednej wsi miejsca dla dwóch lwów. A z taką sytuacją mamy do czynienia, przynajmniej tak sugerują media głównego nurtu, w Platformie Obywatelskiej po ogłoszeniu wyników wyborów na szefa tej partii. Mogłoby się wydawać, że w zasadzie nie ma z czego robić sensacji, bo przecież Donald Tusk, zdobywając niespełna 80 proc. głosów odniósł nad Jarosławem Gowinem (20 proc.) miażdżące zwycięstwo. Jego hegemonia została potwierdzona, zaś skala zwycięstwa świadczy, że jest niezagrożona. Nie można w tej sytuacji mówić o porażce Tuska, jak przekonuje poseł Mariusz Błaszczak z PiS, lecz co najwyżej o sukcesie Jarosława Gowina.

I pewnie można by przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że miało być zupełnie inaczej. Każdy, kto chociaż trochę samodzielnie myśli bez trudu dostrzeże, że PO jest partią o charakterze autorytarnym, zaś „wybory”, podobnie jak kiedyś w ZSRR miały tylko potwierdzić panujące w partii status quo. Gensek Tusk miał zdobyć 99 proc. głosów, zaś jego przeciwnik, o ile w ogóle by się taki znalazł miał zdobyć maksimum 1 procent.

Tymczasem stało się zupełnie inaczej, bo okazało się, że szeregowi członkowie PO, którzy zdecydowali się wziąć udział w wyborach, śmiertelnie potraktowali wielokrotne zapewnienia kierownictwa partii, że w Platformie Obywatelskiej rządzi demokracja. Zamiast figuranta, nalazł się realny rywal w osobie Jarosława Gowina, który nie udawał, że walczy o głosy, lecz walczył i, o zgrozo, aż jedna piąta głosujących zdecydowała się go poprzeć.

Mamy więc do czynienia z nową jakością w Platformie Obywatelskiej, bo ku przerażeniu Donalda Tuska, okazało się, że w tej partii jest jednak demokracja. Jest to o tyle groźne, że takiego Kaczyńskiego jako konkurenta z zewnątrz można wyśmiewać i kompromitować do woli. Zresztą nie jest to trudne, bo prezes PiS po mistrzowsku podkłada się Tuskowi do kopania. Gorzej sytuacja się ma z inteligentnym przeciwnikiem wewnątrzpartyjnym. W tym przypadku nie da się zastosować arsenału dogodnego do zwalczania Jarosława Kaczyńskiego.

No i pojawia się leninowskie pytanie – szto diełat'? Najlepiej byłoby pozbyć się Jarosława Gowina z szeregów Platformy, ale bez posądzenia o dyktatorskie zapędy wyrzucić go nie można, bo mogłoby to mieć nieobliczalne konsekwencje dla partii, a Donald Tusk nie zamierza być liderem malowanym. Dla Tuska najlepiej byłoby, gdyby Jarosław Gowin sam odszedł z Platformy, ale ten jak na złość, pomimo „wypychania” deklaruje, że nie ma zamiaru odejść.

Czy oznacza to, że Platforma mylnie zwana Obywatelską jest – jak stwierdził w Radiu Maryja prof. Andrzej Zybertowicz – w „głębokim w kryzysie”? Może i jest w jakimś kryzysie, ale raczej nie głębokim, bo co to za kryzys, gdy po sześciu latach katastrofalnych rządów poparcie dla partii nadal oscyluje w przedziale 25-30 proc., czyli identycznym jak poparcie dla największej partii opozycyjnej. To nie jest żaden kryzys.

Jeśli mamy tutaj do czynienia z jakimś kryzysem, to jest to kryzys lidera partii Donalda Tuska, czy raczej jego przywództwa w partii i dopiero ten kryzys może przekształcić się w kryzys partii. Przyzwyczajony do barku wewnątrzpartyjnej konkurencji Donald Tusk ma z pewnością poważny problem. Nie byłoby problemu, gdyby był on w stanie pogodzić się z nową sytuacją. Może i by tak było, gdyby był suwerenny w swojej politycznej działalności, ale tak nie jest i dlatego tak nie będzie.

Donald Tusk ma poważne zadania zlecone przez lewacką międzynarodówkę. Trzeba przecież Polsce narzucić in vitro, zalegalizować tzw. aborcję na żądanie, wprowadzić kary za tzw. mowę nienawiści, poprzez seksualizację dzieci wychować klientelę dla przemysłu aborcyjnego, pornobiznesu i producentów związanych z tym akcesoriów, zakwestionować tradycyjną rolę i kryteria płci oraz w konsekwencji zmienić definicję małżeństwa obejmując nią związki zawierane przez zboczeńców seksualnych. Demontaż suwerenności Polski przy tych priorytetach to drobnostka.

Mimo całej niekonsekwencji Jarosława Gowina jako polityka i katolika nie ma w tych planach dla niego miejsca. Co więcej, jego poprzednie głosowania pokazały, że jest on dla ich realizacji poważnym zagrożeniem. Obecność frakcji Gowina w PO ogranicza też zdolność koalicyjną mocno dryfującej na lewo Platformy Obywatelskiej. Dlatego jego los w PO wydaje się być już przesądzony, a wynik wyborów tylko postawił kropkę nad „i”.

Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że – jak trafnie zauważył to prof. Zybertowicz – jeśli w mało inteligentny sposób i w niekorzystnym dla siebie momencie wyrzuci Gowina, to partia może mu się rozpaść. Dlatego Donald Tusk „wspaniałomyślnie” zaapelował o niewykluczenie Gowina z PO, warunkując to jednak dochowaniem przez niego partii lojalności. – Jeśli Jarosław Gowin, a dotyczy to każdego członka Platformy, będzie gotów szanować reguły i taką lojalność wobec całej wspólnoty, to nie widzę powodu, aby nie uczestniczył dalej w naszych pracach – powiedział Tusk.

Jednak „lojalne” realizowanie wymienionych wyżej priorytetów, zmierzających do systemowej deprawacji Polaków może być dla Jarosława Gowina nie do przyjęcia. W tej sytuacji powyższa wypowiedź Donalda Tuska jest zwykłym ultimatum pod adresem niedawnego konkurenta w wewnętrznych wyborach: „albo się całkowicie podporządkujesz albo wylecisz”.

Oczywiście po tym wszystkim, co zaszło w relacjach z Tuskiem, nieprawdopodobne jest, aby Jarosław Gowin stał się powolnym wykonawcą woli Donalda Tuska, zwłaszcza w obszarze obyczajowości. Jest wielce prawdopodobne, że w tej sytuacji Donald Tusk będzie dążyć do marginalizacji Jarosława Gowina wykorzystując do tego harcowników w rodzaju Andrzeja Biernata. Jednak nie będzie to łatwe, bo Jarosław Gowin, powiększając swój elektorat 20-krotnie, udowodnił, że potrafi skutecznie walczyć.

Zapowiada się więc nie tylko ciekawa, ale bardzo ważna rozgrywka wewnątrzpartyjna, która może poważnie rzutować na losy Polaków. Miejmy wszak świadomość, że naciski lewackiej międzynarodówki na Platformę Obywatelską są ogromne, a Jarosław Gowin, mimo poważnych zastrzeżeń, jednak przeszkadza urabiać umysły Polaków, aby chętnie zaakceptowali narzucane dewiacje i obyczajowe patologie.

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u