A.D.: 18 Grudzień 2017    |    Dziś świętego (-ej): Laura, Bogusław, Gracjan

Patriota.pl

Prawda zawsze zwycięża, bowiem zawsze to, co zwycięża jest prawdą.
Gabriel Laub

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Nie, nie będę płacił abonamentu!, czyli ostatnia nadzieja w biurokracji

Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Tags: Hic et nunc | Lewiatan

 

W latach 20. XX w. Polska była jednym z wielu młodych krajów, powstałych po rozpadzie imperiów XIX wieku. Jako jeden z nich aspirowała do miana stolicy kultury i techniki, i pokazywała, na co ją stać – właśnie II Rzeczpospolita wypromowała najbardziej znanych polskich noblistów, a i wtedy nastąpił najszybszy rozwój kraju w jego historii. Bardzo wcześnie, bo już w 1926 r., otwarto pierwszą stację radiową w Polsce, finansowaną z budżetu państwa i abonamentu radiowego.

W 1952 r.  Polska dołączyła do krajów posiadających publiczną platformę telewizyjną – zresztą, jako pierwsza w Europie. TVP było pierwotnie częścią PR, i takie samo było finansowane.

Polskie Radio i TVP zmieniły nieco formę od tamtego czasu, ich profil stał się bardziej komercyjny, i nie utrzymują się już wyłącznie z abonamentu, ale i reklam. Od samego początku nie brakowało też przeciwników takiej opłaty, jednak dopiero niedawno straciła ona faktyczną rację bytu.

Dotychczas było sprawiedliwym, aby za telewizję płacili tylko ci, którzy z niej korzystają, na tej samej zasadzie, na której nie mamy zbiorowych opłat za internet. Jednak Polska chciała dotrzymać kroku państwom zachodnim i telewizję publiczną zaczęto udostępniać na żywo on-line – dzięki temu, można ją legalnie oglądać nie płacąc abonamentu. I utrzymując opłatę, polski rząd pokazuje, że nie nadąża za zmianami społeczno-ekonomicznymi w kraju, którym (podobno) rządzi.

Ostatnio, jak komunikowało Polskie Radio na swoich stronach internetowych, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski poinformował podczas posiedzenia sejmowej komisji kultury i środków przekazu, że ministerstwo kultury będzie postulować wprowadzenie w Polsce opłaty audiowizualnej, która ma zastąpić dotychczasowy abonament radiowo-telewizyjny. - Proponujemy też odejście od rejestracji odbiornika telewizyjnego i radiowego – przypomniał.

Co jednak będzie to oznaczać dla przeciętnego zjadacza chleba? Ano nic.

Aby porównać obydwa rodzaje opłat, musimy najpierw dowiedzieć się,  jak obecnie funkcjonuje abonament. Otóż, każdy radioodbiornik winien być rejestrowany w państwowych księgach. Można to zrobić także przez internet. Następnie, każde gospodarstwo domowe płaci abonament, jeśli posiada radio lub telewizor – niezależnie od ich liczby. Firmy zaś płacą abonament od liczby posiadanych jednostek.

Nowa "opłata audiowizualna" różni się, za Ministrem Zdrojewskim, tym, że będzie minimalnie niższa, i... nie będą jej płaciły firmy. Jest to wielki ukłon w stronę korporacji, posiadających nieraz setki odbiorników (swoją drogą, ciekawe czy TVP uiszcza abonament...). Na małe firmy raczej nie wpłynie, gdyż zazwyczaj ich właściciele korzystają w celach służbowych z odbiorników prywatnych. Jest to więc tylko zmiana dla zmiany, aby udawać, że rząd coś robi.

Trzeba przyznać, że mamy zdolny rząd, jeśli jest w stanie spieprzyć nawet tak dobry pomysł jak opłatę audiowizualną.

Należy się przede wszystkim zastanowić, czy dalsze ciągnięcie abonamentu jest w ogóle potrzebne. Teoretycznie powinien on zapewniać mediom państwowym możliwość pełnienia tzw. misji publicznej. Sprawdza się to w państwach takich jak Wielka Brytania czy Norwegia, gdzie nadawca publiczny nie emituje reklam i zajmuje się produkcją np. filmów dokumentalnych. Musicie się, drodzy Czytelnicy, zgodzić ze mną, że pod tym względem "misję publiczną" dużo lepiej spełnia kanał Discovery, który z abonamentu nie dostaje ani grosza, a jedyną jak na razie polską stacją bez reklam jest TV Trwam.

Dlaczego więc nie ujednolicić finansowania TVP i Polskiego Radia poprzez jedną opłatę, płaconą przez każdego dorosłego Polaka na media publiczne? Ach, zapomniałem – wtedy, jak za PRL, POlscy menadżerowie musieliby sobie odmówić 10-procentowych prowizji za wciśnięte nam reklamy.

Establishment bardzo chce zacząć prace nad nową-starą opłatą jeszcze w tym roku, tj. przed wyborami, które – kto wie – przez nastroje społeczne mogą być rozpisane przedterminowo. Wtedy zabezpieczyliby przynajmniej ciepłe posadki w gigantach reklamowych swoim bratankom i siostrzeńcom. Ja mam jednak nadzieję, że obecna biurokracja pomoże w niepogłębianiu obecnego chaosu na tym polu.

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u