A.D.: 24 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Flora, Jan, Roman

Patriota.pl

I znajdę spokój tam, gdzie świerszczy śpiewny gwar, spokój z poranka mgieł powoli spłynie w końcu,
Północ tam zawsze lśni, błyszczy południa żar, a purpurowy zmierzch pełen jest skrzydeł dzwonków.

William Butler Yeats, Wyspa na jeziorze

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Dwadzieścia lat później, czyli gehenny Janusza Walusia ciąg dalszy

Drukuj
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

Tags: Hic et nunc | Lewiatan

Po 15 latach samodzielnego rządzenia Afrykański Kongres Narodowy dysponując niebywałymi bogactwami, nie dość, że nie ulżył doli czarnoskórych obywateli, to jeszcze doprowadził do zaniku systemu szkolnictwa w RPA, wywindował bezrobocie na poziom 50 - 70%! Epidemia HIV ogarnęła połowę czarnej populacji, a przestępczość i narkomania osiągnęły zenit. Średnio, turysta, po oddaleniu się od hotelu, po 12 minutach pada ofiarą rabunku! Znalazł się ktoś, kto próbował temu zaradzić, przywrócić chwałę i godność państwu Burów i od 20 lat jest więźniem „czarnego” systemu.

Janusz Jakub Waluś urodził się w 1954 roku w Zakopanem. Po fali strajków na Wybrzeżu, w 1980 roku zaangażował się w działalność Solidarności w Radomiu, gdzie mieszkał. W 1981 roku wraz z rodziną wyemigrował do Republiki Południowej Afryki. Szybko zintegrował się z białymi mieszkańcami tego kraju, Burami, i zaangażował w działalność polityczną, współpracował z Partią Konserwatywną oraz Afrykanerskim Ruchem Oporu (AWB) założonym przez Eugène Terre’Blanche’a. Partie te utworzone zostały jako opozycja w stosunku do Partii Narodowej Frederika de Klerka, która zaczęła współpracować z murzyńskimi komunistami w ramach demontażu apartheidu. AWB pod przywództwem Terre’Blanche’a domagała się oderwania części RPA i utworzenia państwa Burów. W czasie politycznego zaangażowania Waluś poznał działacza Partii Konserwatywnej Clive’a Derby-Lewisa, który miał dostarczyc mu broń i wspólnie z nim zaplanować zabójstwo lidera czarnych komunistów Chrisa Haniego. W założeniu zamach na Haniego miał wywołać wojnę domową i uniemożliwić oddania władzy Afrykańskiemu Kongresowi Narodowemu (ANC), partii czarnej większości, będącej pod mocnym wpływem Komunistycznej Partii Południowej Afryki (SACP), założonej przez litewskiego Żyda Joe Slovo.

Chris Hani od 1957 roku był członkiem terrorystycznej organizacji Włócznia Narodu (Umkhonto we Sizwe), zbrojnego ramienia ANC, której współzałożycielem był późniejszy prezydent Nelson Mandela. Organizacja ta odpowiadała za ataki bombowe i zabójstwa żołnierzy, policjantów oraz cywilów. Jej hymn zawierał słowa Przyrzekamy sobie zabić wszystkich białych.

Wspieranie południowoafrykańskich komunistów oraz ANC leżało w interesie Związku Sowieckiego próbującego opanować RPA ze względu na bogactwa naturalne m.in. złoto, diamenty i minerały. Walka ta firmowana była hasłami równouprawnienia murzynów oraz miazmatami demokracji. Za działalność terrorystyczną Hani został skazany na 18 lat więzienia, lecz udało mu się zbiec do ZSRR, gdzie odbył przeszkolenie wojskowe, a także studiował na Uniwersytecie im. Lumumby, szkole dla afrykańskich komunistów. Nawiązał tam również kontakty na wysokim szczeblu z władzami oraz KGB, był osobiście przyjmowany przez Jurija Andropowa oraz Leonida Breżniewa. Po powrocie do RPA objął przywództwo Włóczni Narodu oraz Partii Komunistycznej, był również członkiem władz ANC. Poprzez swój radykalizm zyskał niebywałą popularność wśród czarnej części społeczeństwa.

W dniu 10 kwietnia 1993 roku Waluś zastrzelił Haniego przed jego domem. Gdy lider komunistów wysiadł z samochodu Waluś zawołał „Mister Hani!”, po czym strzelił do niego trafiając w głowę i brzuch. Leżącego Haniego dobił dwoma strzałami w głowę. Waluś nie zamierzał i nie próbował uciekać. Śmierć Haniego wywołała zamieszki, w których życie straciło 70 osób, jednak nie zaważyły one na przebiegu procesu demontażu apartheidu, wspieranego przez Zachód. Zniesione zostały sankcje wobec RPA, a Nelson Mandela i de Klerk zostali laureatami Pokojowej Nagrody Nobla.

W 1994 roku Mandela zostaje prezydentem, a władze od tamtego czasu dzierży Afrykański Kongres Narodowy, który przyczynił się do rychłego upadku RPA jako cywilizacyjnej ostoi Afryki. Pod rządami ANC kraj z roku na rok pogrążał się w ubóstwie, był nękany epidemiami AIDS oraz zdobył pozycje lidera w przestępczości. Od tamtego czasu rozpoczął się również okres krwawych mordów na Burach, których przez 16 lat zginęło ponad trzy tysiące. Rządzący ANC nie starał się zapewnić bezpieczeństwa dla białych, nie mogli oni liczyć na pomoc policji. „Antybiała” retoryka ANC jest do dziś wprowadzana w życie za pomocą maczet.

Janusz Waluś oraz Clive Derby-Lewis odmówili składania zeznań, w sądzie próbowano oskarżyć ich o spisek, jednak zarzut ten upadł. Ostatecznie zostali skazani za morderstwo i nielegalne posiadanie broni na karę śmierci, jednak po zniesieniu jej w RPA zamieniono im wyroki na dożywocie. W 1996 roku powołano w RPA Komisję Prawdy i Pojednania, której zadaniem było rozliczenie się z przeszłością. Komisja miała prawo ułaskawiać więźniów skazanych za przestępstwa polityczne. Warunkiem było ujawnienie wszystkich okoliczności danych przestępstw. Waluś i Derby-Lewis wystąpili o amnestie, ale Komisja odrzuciła ich wnioski tłumacząc to tym, że skazani nie ujawnili wszystkich szczegółów zabójstwa Haniego.

Obecnie Janusz Waluś przebywa w więzieniu w Pretorii, możliwość wyjścia na wolność uzyska właśnie w obecnym, 2013 roku, po odbyciu dokładnie 20 lat kary. Czy jednak tak się stanie? Toczy zresztą o to batalię z władzami więzienia i sądem. Wydaje się jednak, że mogło by to być wielce kłopotliwe dla światowych liberalnych elit. Do tej pory żaden z polskich rządów, nawet tych odwołujących się tak często do antykomunistycznych tradycji, nie wystąpił na drogę dyplomatyczną, by doprowadzić do uwolnienia Walusia. Media wydały na niego wyrok, określając go mianem „rasisty” i terrorysty. Polska opinia publiczna rzadko ma okazje usłyszeć o Walusiu, a jeśli już pojawiają się artykuły na jego temat są to zwykle schematyczne teksty opisujące go jako bezwzględnego rasistowskiego mordercę, którego należy się wstydzić. Ostrożność i polityczna poprawność partii i polityków głównego nurtu w podejmowaniu tematu uwolnienia Walusia zdaje się być oczywista. Występowanie o uwolnienie znienawidzonego przez demoliberalne elity antykomunisty byłoby dla nich kłopotliwe. Postawa Janusza Walusia i czyn, którego dokonał nakazują nam pamiętać o nim, gdy nie chcą pamiętać ci „antykomuniści”, którzy mogliby mu pomóc.

 


 Zobacz także:

https://www.facebook.com/events/440154796044646/permalink/506605429399582/

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u