A.D.: 25 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Katarzyna, Erazm, Klemens

Patriota.pl

Piękna kobieta musi zająć drugie miejsce; pierwsze należy się kobiecie kochanej.
Ona staje się panią naszych serc; nim zdamy sobie z tego sprawę, serce nasze popada w niewolę miłości.

Iwan Bunin

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Inkwizycja dla opornych - Nowoczeny wymiar sprawiedliwości

Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Spis treści
Inkwizycja dla opornych
I. Geneza inkwizycji
II. Narodziny inkwizycji papieskiej
III. Inkwizycja na Półwyspie Iberyjskim
VI. Inkwizycja w Polsce
V. Czarna legenda
VI. Nowoczeny wymiar sprawiedliwości
Wszystkie strony

Mimo nadużyć sądownictwo inkwizycyjne gwarantowało rzetelność postępowania sądowego. Jej gwarantem był nie tylko stały nadzór nad trybunałami inkwizycyjnymi, lecz zapewniała ją także procedura postępowania inkwizycyjnego oraz regulacje dotyczące sposobów powoływania inkwizytorów, jak i wymagań, jakie powinni spełniać kandydaci do tego odpowiedzialnego urzędu.

Inkwizytorzy kierowali się w swoim postępowaniu całkowicie odmienną logiką niż świecki wymiar sprawiedliwości. Inaczej niż w sądownictwie świeckim celem postępowania inkwizycyjnego nie było skłonienie oskarżonego do przyznania się, lecz ustalanie prawdy. W związku z tym Inkwizycja przywróciła wiele instytucji nie znanych w Europie od upadku Imperium Rzymskiego, np. obrońcy z urzędu. Ponadto dodała wiele nowych instytucji, przejętych później przez sądy świeckie, uważane obecnie za nieodłączny warunek wolności obywatelskich.

Inkwizytor działał w imieniu papieża, a powoływany był przez przełożonych zakonu, z którego pochodził. Po negatywnych doświadczeniach z pierwszego okresu funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych ustalono dolną granicę wieku dla inkwizytorów na minimum 40 lat. Osoba taka musiała wyróżniać się wysokim poziomem moralnym, odznaczać się czystością obyczajów, wyrozumiałością, uczciwością a także mieć bardzo dobre przygotowanie fachowe do pełnienia obowiązków inkwizytora. Szczególnie ważna tu była biegła znajomość teologii i prawa kanonicznego.

W skład trybunałów wchodziło dwóch inkwizytorów, lokalny biskup (lub jego przedstawiciel) oraz od kilku do dwudziestu ławników, czyli sędziów przysięgłych, których instrukcje Świętego Oficjum nakazywały wybierać spośród najbardziej szanowanych miejscowych obywateli (tzw. boni viri). Przy podejmowaniu decyzji obowiązywała zasada kolegialności, jednak głos decydujący należał do inkwizytorów. Trybunał zatrudniał też dwóch notariuszy, lekarza, gońców, a od XIV w. tzw. kwalifikatorów. Ci ostatni byli zwykle prawnikami i do ich obowiązków należało sprawdzenie zgodności wydawanych wyroków z obowiązującym na danym terenie prawem świeckim, wydawanie opinii pomocniczych i cenzurowanie zakwestionowanych tekstów. Z trybunałami inkwizycyjnymi współpracowały także grupy tzw. familiares (domownicy), z których rekrutowali się donosiciele, straż więzienna, osobista eskorta i służba inkwizytorów. Cieszyli się oni licznymi przywilejami – podlegali wyłącznej jurysdykcji inkwizycji, mogli nosić broń, a każda wyrządzona im zniewaga była traktowana jako zamach na Inkwizycję.

Oskarżony przed trybunałem inkwizycyjnym nie tylko mógł, ale - na stanowcze polecenie Grzegorza IX - musiał, korzystać z usług obrońcy, którym zwykle był zawodowy prawnik. Oskarżonemu i jego obrońcy sąd miał obowiązek udostępnić wszystkie zebrane dowody winy wraz z podaniem nazwisk zeznających przeciwko oskarżonemu świadków. W wypadku udowodnienia fałszywości oskarżeń, tym ostatnim groziły bardzo surowe kary.

Od połowu 1252 r., kiedy heretyków zaczęto traktować na równi ze zwykłymi kryminalistami, inkwizytorom wolno było posyłać skazańców na tortury. Rodzaje, czas trwania i okoliczności stosowania tortur ujęto z czasem w ścisłe przepisy. "Tortury, powszechnie używane w ówczesnej procedurze świeckiej, zakazane były w sprawach kanonicznych (...) skutkiem specjalnie groźnych wypadków i jako wyjątkowe ustępstwo wobec władz świeckich zaczęto przy procesach inkwizycyjnych w niezmiernie rzadkich okolicznościach stosować torturę (...) pod następującymi warunkami:

Primo: nigdy na żądanie Inkwizytora i nigdy w jego obecności. Wszelkie powieści, obrazy, sztuki teatralne i filmy kinowe, przedstawiające torturowanych w obecności inkwizytorów są tylko wierutnym kłamstwem, umyślnym i podstępnym fałszem historii. Jest to niezbity dowód oszczerczej zajadłości wrogów Kościoła, starających się w ten sposób wpływać na uczuciowość młodzieży i nieświadomych mas.
Secundo: torturę wolno było zastosować tylko w ostateczności, za zgodą miejscowego biskupa i jedynie przez władze świeckie.
Tertio: stosować ją tak, aby nie pociągała za sobą utraty zdrowia lub jakiegokolwiek kalectwa (...) tortury stanowiły normalny, powszechnie w całym świecie używany środek, przy otrzymywaniu zeznań we wszystkich sądach świeckich i zadawali je nie jacyś sadyści i maniacy, a właśnie przedstawiciele prawa i rozsądku" (J. Tyszkiewicz, dz. cyt.).

Instrukcje wyraźnie zabraniały uwzględniania wydobytego na torturach zeznania jako materiału dowodowego, jeśli nie zostały one później dobrowolnie potwierdzone. W praktyce więc nie korzystano z tej możliwości zbyt często. "W całej południowej Francji, gdzie przecież w ciągu dwóch wieków trwała walka z ohydną sektą albigensów, znane są tylko trzy przypadki zastosowania przez Inkwizycję tortury. Nie ma wątpliwości, że gdyby ich było więcej, nie omieszkaliby tego podać historycy obozu liberalnego (J. Tyszkiewicz, dz. cyt.). Papież Klemens V pozwolił na poddanie torturom za zgodą biskupa i kolegium boni viri tylko jeden raz i nie dłużej niż pół godziny. Torturom nie można było poddawać dzieci, starców ani kobiet w ciąży.

Zupełną nowością w historii była przyjęta właśnie przez Inkwizycję zasada, iż człowiek niepoczytalny nie może być sądzony ani karany. Stąd wymogiem sądu była rozpoczynająca przewód obdukcja lekarska. Dokonujący jej medyk mógł, stwierdziwszy zły stan zdrowia, zabronić stosowania tortur, a stwierdzenie choroby psychicznej podsądnego automatycznie uwalniało go od wszelkiej odpowiedzialności.

Instrukcje Inkwizycji przewidywały różnorakie formy łagodzenia wyroków i amnestii. Jeszcze w ostatniej chwili przed egzekucją skazany mógł publicznie ukorzyć się i uniknąć stosu. Tę ostatnią karę stosowano jednak rzadko. Trybunały wymierzały głównie rozmaite kary kanoniczne, nakładały grzywny, nakazywały noszenie znaków hańby, wreszcie udział w specjalnej ceremonii zw. sermo fidei – "akt wiary" (w Hiszpanii – auto da fé). Dopiero pod wpływem propagandowych ataków wymierzonych w Inkwizycję Hiszpańską obrzęd ten zaczęto mylnie utożsamiać ze spaleniem na stosie. "Ceremonię rozpoczynały nabożeństwa, następnie wygłaszane były raz jeszcze kazania misyjne, po których następował publiczny akt wyznania błędów przez nawróconych harazjarchów i pojednanie z Kościołem. Na tych wszystkich obrzędach musieli być skazańcy i jeszcze raz wzywano ich do uznania błędów, a dopiero po odmowie czytano na placu akta spraw i wyroki. Wtedy następował akt ekskomuniki tych wszystkich, których miano przekazać sądom świeckim. Władze świeckie przejąwszy publicznie skazańców, sądziły ich po raz wtóry; tu do sprawy dochodziły wszystkie momenty polityczne i społeczne, a egzekucja następowała nie wcześniej, jak dnia następnego (...). Z przekazaniem skazańca władzy świeckiej nigdy się nie spieszono, zwłaszcza w Hiszpanii odbywało się to dwa do trzech razy w roku" (J. Tyszkiewicz, dz. cyt.). Auto da fé było więc obrzędem całkowicie bezkrwawym. "Wystarczyło jednak, dzięki prymitywnej manipulacji słownikowej, utożsamić zapisane w dokumentach liczby uczestników auto da fé z liczbą spalonych na stosie, a już liczba rzekomych ofiar »inkwizycyjnego terroru« została w potocznej świadomości pomnożona kilkunastokrotnie" (R. Ziemkiewich, dz. cyt.). W zdecydowanej większości przypadków proces nie kończył się wydaniem podsądnego w ręce władz świeckich. "Naprawdę wystawiali się na niebezpieczeństwo ci, którzy niezadowoleni z wyroku krzyczeli: »Precz z czarownicami!« lub »Precz z heretykami!« (...) polowanie na heretyków inicjowały i podtrzymywały władze świeckie, zaś rola Kościoła w tym względzie była co najmniej umiarkowana, jeśli nie sceptyczna" (V. Messori, dz. cyt.).

Pamiętajmy jednak, że poza ustaleniem Prawdy celem Inkwizycji było wykorzenienie herezji przez nawrócenie, tj. nakłonienie kacerzy do dobrowolnego wyrzeczenia się błędów i powrotu do jedności z Kościołem. Odbywało się to w prosty sposób. Najpierw inkwizytorzy wybierali ważne na danym obszarze miejsce, z racji położenia lub funkcji (np. dlatego, że odbywały się tam targi). Przybywszy na miejsce zwoływali kler i lud całej okolicy i wygłaszali pierwsze kazania, w których wyjaśniali prawdziwą naukę Kościoła i zapoznawali z konsekwencjami trwania w błędzie. Powołując się na posiadane uprawnienia, zobowiązywali wszystkich do wskazania znanych im heretyków oraz tych, których czyniła podejrzanymi otaczająca ich mala fama (zła sława). Jednocześnie ogłaszano, trwający od 15 do 40 dni (często dłużej), "czas łaski" (tempus gratiae). Do końca tego terminu udzielano rozgrzeszenia, a na dobrowolnie zgłaszających się heretyków nakładano tylko kary kościelne. Nie groziły im jakiekolwiek konsekwencje prawne, o ile nawróceni zobowiązywali się do trwania w wierze, a także do jej obrony. W tym samym czasie kompletowano listę podejrzanych. Uparci heretycy podczas trwania czasu łaski mieli wszelką możność ucieczki, mogli też skryć się na miejscu u bardzo nieraz możnych protektorów, podobnie jak uczynił to Luter i jak czyniło wielu Katarów.

Po upływie "czasu łaski" wszczynano postępowanie inkwizycyjne wobec ukrywających się heretyków. Areszt prewencyjny stosowano tylko w przypadku tych podejrzanych, którzy odmówili dobrowolnego stawienia się przed trybunał. "Po zamknięciu opornego kacerza w odosobnionym wiezieniu, które nawiasem mówiąc – było raczej domem rekolekcyjnym (...) pozostawiano mu długi czas do namysłu i rozwagi. Przez cały czas dostarczano mu odpowiednie książki, odwiedzali go księża, znani kaznodzieje, doświadczeni ludzie świeccy, wpływowi katolicy spośród gorliwych znajomych, często w celu dyskusji główny inkwizytor lub nawet sam biskup. Dyskusjami, tłumaczeniem prawd wiary, wykrywaniem błędów herezji starano się go nawrócić" (J. Tyszkiewicz, dz. cyt.).

Do otwarcia procesu wystarczały zgodne zeznania dwóch świadków. Nazwisk denuncjatorów nie ujawniano, co chroniło ich przed zemstą, ale stwarzało możliwość nadużyć; dlatego sąd inkwizycyjny oceniał najpierw stopień zasadności podejrzenia o herezję. W przypadku wątpliwości (suspicio levis), gdy podejrzany nie przyznawał się do wyznawania błędnej nauki i złożył wyznanie wiary katolickiej, był uwalniany. W wypadku poważnych i uzasadnionych podejrzeń (suspicio violenta) wymagano wyrzeczenia się błędu (obiuratio), a odmowę uważano za przyznanie się do winy. Najsurowiej karano uporczywe trwanie w błędzie i powtórne popadnięcie w herezję. "Kary były bardzo zróżnicowane, i tak w kategorii zadośćuczynienia zaczynały się od ofiarowania jednej świecy dla ołtarza, a kończyły się na bardzo kosztownym i uciążliwym udziale w krucjacie; zaś w kategorii karnej - zaczynały się od drobnej kary pieniężnej (zazwyczaj na utrzymanie wyżej wspomnianych więzień), dalej szła chłosta, pręgierz, piętnowanie, więzienie karne (świeckie), konfiskata dóbr na rzecz rządu. Ta ostatnia kara zależną była poniekąd od władzy świeckiej, to też w tej kategorii nadużycia zdarzały się często i dużą rolę grały intrygi władców i ministrów. Dalej szła banicja (dość często stosowana w Polsce) i wreszcie przekazanie winowajcy w ręce władzy świeckiej, pociągające za sobą niemal bez wyjątku karę śmierci. (...) w Hiszpanii każdy tego rodzaju skazaniec musiał być jeszcze raz sądzony przez najwyższy trybunał państwowy. Tylko faktycznie zatwardziali renegaci i heretycy, kierownicy innych, podpadali pod tę ostateczność, ale nawet już po wyroku, dawano im jeszcze dużo czasu do namysłu i odwołania błędu" (J. Tyszkiewicz, dz. cyt.).

Inkwizycja stosowała odpowiednik istniejącej we współczesnym prawie instytucji świadka koronnego. Często z obawy przed zemstą wpływowego heretyka imiona świadków zatajano przed oskarżonymi. Inkwizycja nie posługiwała się instytucją anonimowego donosu, ponieważ imiona świadków wpisywano do protokołów, sporządzanych skrupulatnie dla każdej sprawy. Aby wykluczyć złośliwe donosy, oskarżonemu na początku dochodzenia pozwalano sporządzić listę swoich wrogów, których wykluczano z grona potencjalnych świadków.

Cała procedura inkwizycyjna miała uczynić z Inkwizycji system obiektywnych sądów, władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie. W jednym z dekretów, określających zasady funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, papież Grzegorz IX stwierdził, że podstawowym celem postępowania inkwizycyjnego jest niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.

Prowadzonej już od stuleci nagonce na trybunały inkwizycyjne towarzyszy wybielanie przeciwników Kościoła katolickiego. "Człowiekowi dzisiejszemu posuwa się prostacki , czarno-biały obraz historii. Wszyscy, którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia przez fanatyczny, żądny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej pozycji kler" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.). Tak przedstawia się zwłaszcza sektę Katarów, których doktryna zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego; "Sekciarze dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw, które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych – złożonych głównie z od pokoleń śmiertelnie z południowcami skłóconych Normanów – to robienie z Albigensów niewinnych owieczek jest doprawdy absurdem" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.). Niezgodnie z prawdą przedstawia się również charakter ruchów reformacyjnych i ich przywódców. "Nie wspomina się o chorobliwej nienawiści Lutra do Żydów, o jego licznych wezwaniach do pogromów oraz pismach, w których snuł plany całkowitego wyniszczenia i wypędzenia z Europy wyznawców judaizmu. Nie wspomina się o charakterystycznej i dla niego, i Jana Kalwina obsesji ścigania czarownic" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Za to z wyjątkową perfidią przypisuje się Inkwizycji, oprócz niejako programowej walki z wolnością myśli, rozpętanie, mającego charakter ludobójstwa tzw. polowania na czarownice. Prawdą jest oczywiście, że przed sądami inkwizycyjnymi stawali ludzie oskarżeni o czary. Kilkakrotnie nawet, zwłaszcza już w epoce nowożytnej, zapadały w takich sprawach wyroki skazujące. Najczęściej jednak Inkwizycja uniewinniała podejrzanych, niejednokrotnie odważnie broniąc obwinionych przed samosądem ze strony tłumu. "W jednym z procesów w Hiszpanii trybunał inkwizycyjny przyjął nawet wykładnię, na mocy której złożenie oskarżenia o czary mogło zostać uznane za herezję – co na długie lata zlikwidowało tam problem czarownic" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Papież Aleksander IV dwukrotnie w 1258 i 1260 r. zabronił inkwizytorom przeprowadzania procesów osób podejrzanych o uprawianie czarów, chyba że jednocześnie były one oskarżone o jawną herezję. Sytuacja uległa zmianie po wydanym w 1398 r. orzeczeniu paryskiego wydziału teologii, w którym uznano wszelki rodzaj magii za przejaw herezji, ponieważ zakładano w tym przypadku istnienia paktu z diabłem. "Mimo tej »jasnej« definicji teologów, dopiero 90 lat później (w 1484 r.) papież Innocenty VIII ostatecznie unieważnił decyzje Aleksandra IV, zobowiązując inkwizytorów do podjęcia zdecydowanych kroków przeciw wszystkim, którzy wzywają diabła" (G. Ryś, dz. cyt.). Zobowiązanie to jest nadal wykonywane przez wymiary sprawiedliwości współczesnych państw, które zdecydowanie zwalczają wszelkie przejawy satanizmu.

Innocenty VIII nie udzielał swoistej carte blanche, jak chcą to widzieć wrogowie Kościoła, "sadystom w habitach" do eksterminacji setek tysięcy niewinnych kobiet. W rzeczywistości powierzenie trybunałom inkwizycyjnym takich spraw zapobiegło w krajach katolickich masowej rzezi niewinnych ludzi, choć tak się właśnie działo w krajach protestanckich. Brian B. Levack w swojej książce Polowanie na czarownice w Europie ocenia, że w XVI w. w całej Europie spalono za czary około 300 tys. osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tys. w oderwanej od Kościoła Anglii. Świadczy to o wysokiej jakości sądownictwa inkwizycyjnego, które przede wszystkim potrafiło odróżnić herezję od oskarżenia spowodowanego prywatnymi animozjami.

Atakując działalność trybunałów inkwizycyjnych wrogowie Kościoła katolickiego zazwyczaj podkreślają rzekomą niepohamowaną represyjność inkwizycyjnych działań. Nie uwzględniając specyfiki czasów, w jakich działała, powołując się na zasady tolerancji i prawa człowieka, próbują sprowadzić do absurdu racjonalne przesłanki, według których Inkwizycja działała. Ponadto podają wyolbrzymioną liczbę ofiar Świętego Oficjum, wszystkich inkwizytorów uznając za sadystów lub psychopatów. Inkwizycję przedstawia się też jako instytucję całkowicie wsteczną, blokującą jakikolwiek postęp, zwłaszcza naukowy. Na potwierdzenie przytacza się przypadek spalenia na stosie w 1600 r. "wybitnego", ich zdaniem, czy też "oryginalnego" według niektórych, filozofa Giordano Bruno. Przedstawiany jest jako wzór niezależnego naukowca i filozofa, podczas gdy w rzeczywistości był siermiężnym panteistą, który, co ciekawe, nie odwoływał się do przesłanek naukowych, lecz raczej do myślenia magicznego, żeby nie powiedzieć zabobonów. Ten protoplasta dzisiejszych modernistów z powodu głoszonych przez siebie poglądów był dla ówczesnych ludzi jawnym i krnąbrnym heretykiem, a więc burzycielem tak ważnego dla prawidłowego rozwoju człowieka, zbudowanego na wierze katolickiej porządku społecznego.

Ciężkim oskarżeniem przeciwko Inkwizycji o prześladowanie nauki i wolności myśli jest również proces Galileusza, który odbył się w 1633 r. Według przeprowadzonych kilka lat temu badań prawie jedna trzecia studentów uniwersytetów europejskich jest przekonana, że Galileusz został spalony na stosie, zaś 97 proc. z nich uważa, że był torturowany. W rzeczywistości był on sądzony przez trybunał Inkwizycji za opublikowanie, i to ze sfałszowanym pozwoleniem Kościoła, książki, której treść zawierała rzeczy sprzeciwiające się katolickiej wierze. "Galileusz zaprezentował zaledwie jeden argument dla poparcia swojej teorii, głoszącej, że Ziemia krąży dookoła słońca. I był to argument błędny. Galileusz mówił, że przypływy i odpływy morza powodowane są »wstrząsami« wód powstającymi w wyniku ruchu ziemi. Była to ryzykowna teza, której sprzeciwiali się sędziowie-koledzy, uważani przez Galileusza za »imbecyli«. Ci jednak umieli przedstawić swoją własną wizję, która była prawdziwa" (V. Messori, dz. cyt.). Galileusz opublikował nie udowodnioną teorię jako pewnik. Pomimo fałszerstwa, błędnych tez i arogancji wobec sędziów Galileusz nie spędził w więzieniu ani jednego dnia i nigdy nie był torturowany. W czasie procesu mieszkał na koszt Stolicy Apostolskiej w luksusowym apartamencie. "Nie zabroniono mu prowadzenia dalszych badań (...) Nie zabroniono mu także przyjmowania wizyt (...) Szybko uchylono mu także zakaz opuszczania willi. Miał tylko jeden obowiązek: raz w tygodniu odmówić siedem psalmów pokutnych. I ta »kara« skończyła się po trzech latach, chociaż on sam, uważając się za człowieka wierzącego (...) kontynuował ją dobrowolnie" (V. Messori, dz. cyt.). Podobnie wyglądało wiele procesów inkwizycyjnych.

Spór o inkwizycję został całkowicie przez środowiska lewicowo-ateistyczne zideologizowany. Dla wielu polityków i będących na ich usługach publicystów Inkwizycja jest swego rodzaju ideologicznym straszakiem przed "niebezpieczeństwem nietolerancyjnego państwa wyznaniowego". Nie będzie też chyba pozbawione podstaw stwierdzenie, że przypisywanie Kościołowi katolickiemu rzekomych zbrodniczych praktyk popełnionych jakoby za sprawą Inkwizycji, ma pomniejszyć, a nawet wyprzeć ze zbiorowej świadomości rzeczywiste zbrodnie popełniane przez nowożytnych i współczesnych kacerzy, którzy w ciągu minionych ponad 200 lat zgotowali krwawą łaźnię Francuzom, Meksykanom, Hiszpanom, narodom Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej, Chin, Kambodży i wielu innym narodom świata. Tymczasem na tle swojej epoki był to najbardziej obiektywny system wymiaru sprawiedliwości, pod wieloma względami przewyższający standardy przyjęte przez obecne wymiary sprawiedliwości. Dlaczego więc wokół tej szacownej instytucji narosło tyle kłamstwa? Cóż, czynią to ci, którzy na tym korzystają.

 

Pod wpływem Inkwizycji hiszpańskiej ukształtowała się Inkwizycja portugalska. W średniowieczu na terenie Portugalii Inkwizycja nie działała. W połowie XV w. znalazło tutaj schronienie około 30 tys. Żydów, a w 1492 r. przybyli także Żydzi wydaleni z Hiszpanii. Po utworzeniu, w wyniku portugalskich odkryć geograficznych, imperium kolonialnego król Jan II starał się zatrzymać w kraju imigrantów, widząc w nich siłę mogącą służyć pomocą w rządzeniu królestwem. W 1496 r. nakazał Żydom przyjąć chrzest; w 1499 r. zabronił im opuszczać kraj, ale w zamian obiecał wolność wiary przez 20 lat. W 1507 r. zagwarantował im całkowitą wolność wyznaniową. Jednak w 1515 r. król Manuel I Wielki zwrócił się do papieża z prośbą o ustanowienie Inkwizycji w Portugalii, a w 1531 r. prośbę ponowił Jan III. Zgoda papieża zawierała warunek przyznający papieżowi prawo nominacji wielkiego inkwizytora, co doprowadziło do sporu, rozwiązanego dzięki interwencji cesarza Karola V, popierającego portugalskie żądania. Zawarty w tej sprawie układ stanowił, iż na czterech inkwizytorów trzech mianował papież, a jednego król. Portugalska Inkwizycja rozpoczęła działalność w 1547 r. Ustanowiono cztery trybunały: w Lizbonie, Evorze, Coimbrze i Goa (Indie). Trybunałowi w Lizbonie podporządkowano Brazylię i Angolę. Granice jurysdykcji, organizacja i procedury określone zostały w wydawanych kolejno w latach 1552, 1613 i 1640 regulaminach. W latach unii personalnej pomiędzy Hiszpanią a Portugalią (1580-1640) Inkwizycja portugalska organizacyjnie była podobna do Inkwizycji hiszpańskiej, lecz od niej niezależna. Cechowała się szczególną surowością wobec "nowych chrześcijan". Po uniezależnieniu się w 1640 r. Portugalii od Hiszpanii król Jan IV, licząc na finansowe wsparcie ze strony m.in. "nowych chrześcijan", zaproponował ograniczenie uprawnień Inkwizycji, co doprowadziło do konfliktu z Kościołem. W XVIII w. po uzyskaniu przez masonerię wpływu na rządy w kraju, Inkwizycja utraciła poparcie kręgów rządowych i dworu, a po przeprowadzeniu w 1769 r. jej reformy przez ministra S. J. Pombala obowiązywał zakaz ścigania marranów. Inkwizycję w Portugalii rozwiązano w 1821 roku.

***

Od XVI w. aktywność trybunałów inkwizycyjnych systematycznie malała. Papież Paweł III bullą Licet ab initio z 21 VII 1542 r. powołał Kongregację Świętej Inkwizycji (od 1588 r. Kongregacja Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji), której zadaniem było wyszukiwanie ludzi podejrzanych o jakąkolwiek herezję i poglądy sprzeczne z wiarą katolicką. Inkwizycja rzymska przeprowadziła procesy m.in. G. Bruno, Galileusza, L. Vaniniego. Od połowy XVI w. w wyniku protestantyzacji wielu krajów zmniejszył się znacznie zakres oddziaływania Inkwizycji. Jednak w wielu krajach protestanckich tworzono instytucje wzorowane na Inkwizycji Rzymskiej. Kongregację Inkwizycji rozwiązano w 1908 r., a na jej miejsce powołano Kongregację Świętego Oficjum (od 1965 r. Kongregację Doktryny Wiary). Pod tą więc gruntownie zmienioną postacią Inkwizycja przetrwała do dnia dzisiejszego. Chociaż pozbawiona instytucjonalnego wsparcia ze strony Państwa nadal czuwa nad czystością wiary i obyczajów, ściągając na siebie na razie skrywany gniew licznie okupujących media i struktury społeczne współczesnych kacerzy.


J.A. Ferrer Benimeli, Iglesia e Ilustración I-IV, Madrid 1976-77; J. Dumont, L’Eglise au risque de l’Histoire, bm 1984; H. Rahner, Kościół i państwo we wczesnym chrześcijaństwie, Warszawa 1986; E. Peters, Inquisition, New York 1988; L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, Warszawa 1989; J. Kracik, Tolerancja i nietolerancja w dziejach Kościoła. Starożytność i Średniowiecze, "Znak" 1993, nr 6; G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, Warszawa 1994; R. Ziemkiewicz, Stosy kłamstw o Inkwizycji, "Gazeta Polska", 26 IX 1996; J.C. Dupuis, W obronie czystości wiary, "Zawsze Wierni" 4(2000);V. Messori, Czarne karty Kościoła, Katowice 2001

 



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u