A.D.: 25 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Katarzyna, Erazm, Klemens

Patriota.pl

Piękna kobieta musi zająć drugie miejsce; pierwsze należy się kobiecie kochanej.
Ona staje się panią naszych serc; nim zdamy sobie z tego sprawę, serce nasze popada w niewolę miłości.

Iwan Bunin

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Inkwizycja dla opornych - Czarna legenda

Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Spis treści
Inkwizycja dla opornych
I. Geneza inkwizycji
II. Narodziny inkwizycji papieskiej
III. Inkwizycja na Półwyspie Iberyjskim
VI. Inkwizycja w Polsce
V. Czarna legenda
VI. Nowoczeny wymiar sprawiedliwości
Wszystkie strony

Wbrew współczesnej propagandzie Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki. Mimo to na przestrzeni wieków pod jej adresem wysuwano liczne oskarżenia. Korzystając z ogólnie panującej ignorancji, tzw. postępowi lewicowi intelektualiści przekonują, że czasy działalności Inkwizycji były najczarniejszym okresem w dziejach Kościoła. Domniemana zbrodnicza działalność Inkwizycji stała się dla nich okazją do obwiniania Kościoła o wszelkie zło, jakie od czasów Cesarstwa Rzymskiego popełniono na ziemi. Aby udowodnić swoje tezy wrogowie Kościoła często uciekają się do kłamstw lub powielania utartych schematów. Inkwizycji zarzucano więc okrucieństwo, fanatyzm, zbrodniczość, stosowanie terroru, nieliczenie się z ludźmi, nietolerancję oraz dziesiątki innych "zbrodni". O Świętej Inkwizycji słyszał więc każdy, ponieważ przy lada okazji media i nierzetelni uczeni przywołują ją jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania, fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni dziennikarze, publicyści ideolodzy i politycy każą nam widzieć w niej historyczny pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu.

W powszechnej świadomości pojęcie Inkwizycji kojarzy się z masowo palonymi przez Kościół katolicki na stosach, oczywiście "ku większej chwale Boga", innowierców i czarownic, a w ogólnym wymiarze ze stosowaniem przemocy przez instytucje władzy wobec światopoglądowych przeciwników. Zgodnie z tymi równie ponurymi, co i nieprawdziwymi skojarzeniami, sprawcami tego średniowiecznego holokaustu są ponurzy, fanatyczni mnisi, którzy swoim sposobem myślenia bliżsi są takim oprawcom, jak Stalin, Hitler czy Pol Pot, niż Jezusowi Chrystusowi. W opinii ks. G. Rysia, autora książki Inkwizycja (Kraków 1997), to nakreślony przez Fiodora Dostojewskiego w powieści Bracia Karamazow wizerunek Wielkiego Inkwizytora wpłynął najmocniej na ukształtowanie się dominującego obecnie w zbiorowej wyobraźni stereotypu Inkwizycji jako "wszechpotężnego, scentralizowanego trybunału-bestii", prześladującego wszelkie przejawy religijnej, intelektualnej czy politycznej wolności: "Pod piórem Dostojewskiego słowo »inkwizycja« stało się jednak czymś znacznie więcej niż tylko straszliwym hasłem wywołującym skojarzenia-upiory. Stało się słowem-syntezą na opisanie wszystkiego, co w Kościele urządzone jest nie na sposób chrystusowy, lecz na sposób ludzki, więcej – diabelski! (...) Wolna myśl, wolna nauka, wolne sumienie. Wolność może być narzędziem świętości, ale tylko dla w y b r a n y c h, inkwizytor zaś (i jest to jeden z przerażających refrenów jego monologu) chce zgromadzić w swoim Kościele w s z y s t k i c h, chce Kościoła t o t a l i t a r n e g o, który mylnie nazywa »powszechnym«. (...) W Kościele totalitarnym wolność musi być zastąpiona posłuszeństwem i podporządkowaniem się »ślepo, nawet na przekór sumieniu«. Inkwizycja jest syntezą takiej logiki" (G. Ryś, Inkwizycja, Kraków 1997). Zgodnie ze stworzonym przez Dostojewskiego stereotypem Inkwizycji, jawi się ona niemal jako instytucja wymyślona przez samego Szatana, a żądni totalnego panowania nad światem inkwizytorzy są jego sługami. Odrywając się od historycznego pierwowzoru ów symbol zaczął żyć własnym życiem, łatwo znajdując drogę do powszechnej świadomości. Obecna w powszechnej świadomości wizja Inkwizycji jest raczej pochodną spreparowanego przez jej wrogów mitu niż historycznych faktów. Co gorsza ten fałszywy obraz Inkwizycji jest konsekwentnie ugruntowywany przez mass media. Na jej wizerunek złożył się dorobek wielu pokoleń oszczerców, dla których inkwizytorzy stanowili silną przeszkodę w krzewieniu ich zgubnych dla społeczeństwa utopii. Najpierw należeli do nich średniowieczni heretycy i ich możni protektorzy, po nich pałeczkę przejęła protestancka propaganda, filozofowie Oświecenia, masoneria, a od XIX w., chociaż Inkwizycja już nie działała, jej czarną legendę kształtują socjaliści, komuniści oraz współcześni liberałowie.

Rzekome okrucieństwo Inkwizycji jest jednym z najważniejszych argumentów podejmowanych w walce z Kościołem. Już w XVIII w. znany z nienawiści do Kościoła katolickiego Wolter w odniesieniu do Inkwizycji używał określenia "krwawy trybunał". Sugerował w ten sposób, a za nim robią to inni, jakoby Inkwizycja znała tylko jeden wyrok – śmierć na stosie, i jakoby szafowała nim bez umiaru. Sugeruje się, że całe postępowanie sądowe Inkwizycji oparte było na wyrafinowanych torturach. twierdzi się wreszcie, że inkwizytorami byli ludzie o sadystycznych skłonnościach, fanatyczni mordercy i ogarnięci manią zabijania psychopaci. Antykatolicka propaganda od początku próbowała poprzeć swoje insynuacje "niezbitymi dowodami". W ten sposób już w XVI w. protestancka propaganda rozpowszechniała ryciny ze scenami tzw. autodafé (hiszp. auto-da-fé - akt wiary), podczas którego osoby poddane badaniu inkwizycyjnemu odczytywały treść artykułów wiary. Miały one ilustrować rzekome okrucieństwo inkwizytorów wobec heretyków, których z czasem nobilitowano nazywając innowiercami.

Jednak najchętniej przeciwnicy Kościoła odwołują się do argumentów "naukowych", w tym do liczby ofiar Inkwizycji. Z "pomocą" przychodzą im tutaj niekompletne archiwa dokumentujące działalność "szczególnie okrutnej i bezwzględnej" Inkwizycji hiszpańskiej, która stała się ulubionym celem ataków inkwizycyjnej literatury. "Ustalenie dokładnych danych dla całej Hiszpanii jest rzeczą sporną, istnieją bowiem źródła dawne, choć o kilkaset lat późniejsze od Torquemady, szacujące liczbę spalonych na stosie przez Inkwizycję – w ciągu całej jej kilkusetletniej działalności – nawet na trzydzieści tysięcy. Jest to największa z kiedykolwiek rzuconych liczb. Wymienia ją Juan Antonio Llorente, historyk zdecydowanie niechętny Kościołowi, nie wskazując jednak żadnych konkretnych źródeł tych danych" (R. Ziemkiewicz, dz, cyt.).

Całkiem in. obraz rzeczywistości wyłania się z fragmentarycznie zachowanych źródeł; "W uważanym za szczególnie »gorący« hiszpańskim okręgu Badajoz w ciągu 106 lat (1493-1599) skazano na stos... 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów. Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na około 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700, wydano mniej niż 500 wyroków śmierci – około jeden na sto. Okres wcześniejszy, od roku 1484 do 1560, budzi więcej rozbieżności. Najbardziej niekorzystne dla Torquemady szacunki historyków mówią o stu tysiącach procesów i około 2 tysiącach wydanych wyroków śmierci (...). Nawet jeśli uznamy te dane za prawdziwe, trzeba pamiętać, iż – znowu – inkwizycja działała tutaj w warunkach podwójnej wojny, bowiem działaniom zbrojnym na granicach towarzyszyły bardzo silne, mające właściwie znamiona wojny domowej, napięcia etniczne" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Bardzo dokładne dane zachowały się w odniesieniu do hiszpańskich posiadłości w Ameryce. Według legendy powstałej na podstawie kłamliwej pracy Bartolomé de Las Casasa Krótka relacja o wyniszczeniu Indian (1956), towarzyszący "okrutnym zdobywcom" inkwizytorzy rzekomo dokonywali na Indianach krwawych masakr, paląc ich bez opamiętania na stosach. Tymczasem źródła przeczą tym insynuacjom. Przykładowo w Meksyku pomiędzy rokiem 1574 a 1715 odbyło się zaledwie 39 egzekucji.

Trzeba także pamiętać, że przed trybunałami wmontowanej w państwowy wymiar sprawiedliwości hiszpańskiej inkwizycji stawiani także byli m.in. świętokradcy, złodzieje koni, sodomici i mordercy. Z pewnością wśród skazanych stanowili oni znaczną grupę.

Pisząc o liczbie ofiar Inkwizycji hiszpańskiej wielu badaczy dopuszcza się manipulacji, nie rozróżniając między skazanymi, a faktycznie straconymi, na co zwrócił uwagę hr. J. Tyszkiewicz: "Biorę więc najbardziej może wrogie względem Kościoła, ale rzeczowo opracowane dzieło, bo historię Inkwizycji, pisaną przez zdeklarowanego wroga Kościoła, księdza renegata i masona – Lloriente. Znajduję tam takie zdanie: »Inkwizycja hiszpańska straciła (dosł. immola) 234 526 ofiar«. Kilka wierszy niżej wyjaśnia on: »z których (to ofiar) 9600 było spalonych >in efige< (tzn. w wizerunku, bo winowajcy umknęli, a palono przedstawiające ich lalki), zaś 206 546 było skazanych na pokuty kościelne«. (...) istnieje lekka różnica między »straceniem« a »pokutą kościelną«! Pan Lloriente wszystko to jednak zalicza do »ofiar« (...) wertując całe wielkie cztery tomy tego dzieła znajdujemy zaledwie 216 faktycznie straconych w ciągu całych trzech wieków trwania Inkwizycji w Hiszpanii" (J. Tyszkiewicz, Inkwizycja Hiszpańska, Lublin 1997). Ten sam Lloriente informuje o wielkim autodafe 12 lutego 1486 r. w Toledo, kiedy na liczbę 750 podsądnych ani jeden nie został skazany na śmierć. Podobnie było podczas późniejszych procesów – 2 kwietnia (950 osądzonych osób), 1 maja (750 osądzonych osób) i 10 grudnia (950 osądzonych osób) – kiedy nikt nie został ukarany śmiercią. W tym okresie karą śmierci ukarano ogółem 27 osób, z których znaczną część, o ile nie większość, stanowili zwykli kryminaliści. Jak więc widzimy "dowody" rzekomej winy Inkwizycji, przy bliższym zapoznaniu się z nimi, przemawiają właśnie na korzyść "oskarżonej".

Jeśli ukażemy te liczby na tle epoki, w której działało Święte Officjum, to widzimy niespotykany wówczas umiar w szafowaniu wyroków. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 r. władze świeckie skazały na stos 134 kobiet oskarżonych o czary, czyli 2 razy więcej niż wynosi zsumowana liczba ofiar 5 największych auto da fé w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. Z kolei w Genewie w 1545 r. Kalwin kazał spalić za czary, bez żadnego sądu, 31 osób. Autor dzieła Social England, Robert Steel, oszacował, że "w Anglii liczba powieszonych za herezję [trwanie przy katolicyzmie – K.W.] przewyższa trzydzieści do czterdziestu razy analogiczne dane dla działalności Inkwizycji Hiszpańskiej". Nie może być mowy o jakimkolwiek porównaniu działalności Inkwizycji ze zbrodniami Rewolucji Francuskiej. "Tylko w ciągu dwóch lat (1792-94) zamordowano 36 000 ludzi, w tym 12 000 bez żadnego w ogóle wyroku sądowego. Trudno znaleźć jakiekolwiek proporcje pomiędzy działalnością Inkwizycji a krwawą pacyfikacją katolickiej Wandei, czy ze zbrodniami Komuny Paryskiej, nie mówiąc już o stu kilkudziesięciu milionach ofiar dwudziestowiecznego komunizmu" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.). Republikańskie władze Hiszpanii w 1936-39 zdążyły zgładzić ponad 60 tys. obywateli za takie zbrodnie, jak arystokratyczne urodzenie, zbyt duży majątek, zbyt wysokie wykształcenie bądź śluby zakonne.

Poza stosunkowo rzadko orzekaną, a jeszcze rzadziej wykonywaną, karą śmierci średniowieczni inkwizytorzy stosowali dwa rodzaje kary więzienia. Pierwszy polegał na skazaniu winnego na pobyt w klasztorze z bardzo rygorystycznie ograniczonym prawem do poruszania się, drugi zaś na ścisłym zamknięciu w celi klasztornej. W jednym i drugim przypadku więzień miał zakaz kontaktowania się ze światem zewnętrznym. Dopuszczalne były jedynie odwiedziny współmałżonka. Wydawane wyroki były z reguły dożywotnie, na ogół jednak w trakcie odbywania kary skracano je. Zachowane z 2 poł. XIII w. archiwalia z dochodzeń inkwizycyjnych w Tuluzie wskazują, że będące ich wynikiem orzeczenia kary śmierci stanowiły w tym czasie 1 proc. ogólnej liczby wyroków, zaś wyroki dożywotniego więzienia stanowiły 15 proc. Najczęściej jednak orzekane były kary pokutne, np. noszenie piętnujących szat czy odbycie pielgrzymki do świętego miejsca.

Opisując "zbrodnie" Inkwizycji antykatolicka propaganda ze szczególnym upodobaniem pastwi się nad ich rzekomymi inspiratorami. W związku z tym inkwizytorów przedstawia się jako ogarniętych manią mordowania potworów w ludzkich skórach, czego odzwierciedleniem jest charakterystyka Wielkiego Inkwizytora z Braci Karamazow Fiodora Dostojewskiego. Jednym z najbardziej znienawidzonych był inkwizytor Tuluzy (1307-23) Bernard Gui. Tymczasem spośród prowadzonych przez niego postępowań inkwizycyjnych tylko jedno na sto kończyło się decyzją o przekazaniu oskarżonego sądowi świeckiemu (wówczas Inkwizycja nie miała prawa ferować wyroków śmierci), co w praktyce oznaczało dla podsądnego karę śmierci. Jeśli weźmie się pod uwagę to, że działo się to w samym sercu nieformalnego "państwa" Albigensów, to można stwierdzić, że Bernard Gui w swojej pracy wykazywał się wręcz niezwykłą łagodnością i wyrozumiałością. W rzeczywistości więc postać ta w niczym nie przypomina sadystycznego psychopaty, jak przedstawił go w powieści Imię Róży Umberto Eco.

Z kolei działający w okolicach Lauragais i Lavour w Langwedocji Bernard de Caux w latach 1245-46 prowadził wraz ze swoimi pomocnikami dochodzenie inkwizycyjne, które objęło 39 miejscowości. Przesłuchano łącznie 5471 osób, z których 23 zostało skazane na więzienie, 184 natomiast otrzymało kary typowo pokutne.

Jednak do rangi symbolu okrucieństwa Inkwizycji urosła postać pierwszego Wielkiego Inkwizytora Hiszpanii, Tomasza de Torquemady (1420-1498). W Polsce w jak najgorszym świetle postać tę rozpropagował autor beletrystycznej biografii Wielkiego Inkwizytora Hiszpanii, Jerzy Cepik: "Tomasz de Torquemada stworzył system (...) grozy, którego Europa nie podejmie, owej furii śmierci i ognia. Furii władzy. Torquemadyzm był systemem walki o świat (...) był jak »upiór zbudzony wyciem swego wilka«. Przerażające w nim było wszystko, zwłaszcza jednak skala działania" (Torquemada, Poznań 1986). Autor tej nad wyraz tendencyjnej biografii odmawia Wielkiemu Inkwizytorowi wszelkich ludzkich uczuć z wyjątkiem żądzy władzy.

Zupełnie inną charakterystykę tej postaci nakreślił autor monografii o Inkwizycji W. Th. Walsh: "Bardzo surowy dla innych, a szczególnie w stosunku do siebie samego (...) Pozostał nieprzekupny, zamknięty na wszelkie pokusy i obietnice (...) Pieniądz miał w jego oczach tak małą wartość, że wydawał na cele świątobliwe i charytatywne spore sumy, którymi nagradzała go Izabela. Z tych środków zbudował piękny monaster św. Tomasza z Akwinu w Ávila, powiększył swój klasztor Santa Cruz i dotował budowle użyteczności publicznej w rodzinnym mieście (...) Przystępując do dzieła z zimną energią, Torquemada zaczął od reorganizowania trybunałów Św. Oficjum. Odwołał inkwizytorów, którzy dali dowód stronniczości, zbędnej surowości lub niewłaściwych dla pełnienia tych funkcji cech charakteru. Złagodził procedurę i zdawał się czynić wysiłki, aby wszelkimi sposobami uniknąć błędów i nadużyć popełnianych przez pierwszych inkwizytorów. Baczną uwagę zwracał na przyjmowanie odwołań, nawet od skazańców ubogich i prostych, wydał liczne rozkazy znoszące nadużycia przy konfiskatach, a także wspierał dzieci oskarżonych" (Character of Inquisition, cyt. za "Zawsze Wierni", 4/2000). Fakty te w niczym nie przystają do ponurej legendy stworzonej wokół tego wielkiego człowieka. Wręcz przeciwnie, świadczą o jego wielkim poczuciu sprawiedliwości, jak też i wyrozumiałości.

Owocem jego pracy było nie tylko umocnienie Królestwa Hiszpanii, lecz zatrzymaniem się fali protestantyzmu na jej granicach. Mimom to "Liczba przypisywanych mu zbrodni waha się w zależności od fantazji autora, zawsze jednak w granicach 100 000 ofiar. Ten wrażliwy i ascetyczny starzec (...), który całe swoje życie spędził na wyrywaniu dusz biednych heretyków piekłu, był człowiekiem samotnym. Z racji swego stanowiska nie chciał zbliżać się do nikogo, gdyż mogłoby to zakłócić bezstronność wyroków. Bliższe kontakty utrzymywał jedynie z rodziną Alvero del Rafel, (...) traktując ich jak własnych krewnych" (J. C. Dupuis, W obronie Czystości Wiary, "Zawsze Wierni" 4/2000). Do obrazu "okrutnego" inkwizytora opanowanego żądzą zamiany Hiszpanii w zarządzany przez siebie wielki obóz zagłady innowierców nie przystają również zredagowane przez Torquemadę zapiski z instrukcjami dla inkwizytorów. Są one pełne napomnień, aby sędziowie nie popadali w gniew, ani nie poddawali się łatwym uproszczeniom oraz aby pamiętali o miłosierdziu i o tym, że ich celem jest zwalczanie grzechu, a nie grzeszników. "Niechętni religii historycy zazwyczaj wszystkie te wskazania odsuwają na bok, z lekceważącą kwalifikacją »hipokryzja«. Po cóż jednak miałby Torquemada udawać w swoich prywatnych, w ogóle nie przeznaczonych dla niczyich oczu zapiskach, które pełne są podobnych myśli? Przed kim odgrywałby komedię, żyjąc w ascezie i przeznaczając cały majątek na wsparcie dla ubogich – w tym często dla rodzin osób skazanych przez jego trybunały? Przed swymi współczesnymi na pewno niczego odgrywać nie musiał, a trudno podejrzewać, by przewidział encyklopedystów, oświeceniowy antyklerykalizm i dzisiejszą antykatolicką propagandę" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Zapiski Tomasza de Torquemady nie są jedynymi, z których ujawnia się obraz inkwizytorów nie zbrodniarzy, ale sędziów pragnących przede wszystkim ustalić prawdę. W swoim podręczniku dla inkwizytorów Bernard Gui uczy, że inkwizytor powinien "zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu (...) powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności (...) W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy" (cyt. za R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Do budowy czarnej legendy Inkwizycji przyczynił się również uznawany za wybitnego znawcę Średniowiecza francuski uczony Jacques Le Goff. W swojej pracy La civilta dell' Occidente mediewale (Cywilizacja średniowiecznego Zachodu) na przykładzie zabójstwa inkwizytora Piotra z Werony usiłuje on zaszczepić mit o tym, jakoby Inkwizycja i jej funkcjonariusze byli znienawidzeni przez ludność zamieszkałą na terenach, na których działali. W swojej pracy Le Goff bez najmniejszych skrupułów zbudował całkowicie fałszywy wizerunek dominikanów i franciszkanów, z których rekrutowali się inkwizytorzy. W szczególności dominikanom przypisuje on hipokryzję i określił ich jako tych, którzy inspirują najbardziej nienawistne formy walki z herezją. Wypowiedzi Le Goffa zawierają kłamliwe aluzje do rzekomej "nienawiści", która podobno miała towarzyszyć dominikanom z racji zajmowania czołowego miejsca w represjach skierowanych przeciwko wyznawcom herezji i roli, jaką odegrali w Inkwizycji. Natrząsa się on z pochodzącego z tego zakonu inkwizytora, św. Piotra z Werony, który poniósł męczeńską śmierć z rąk heretyków. Le Goff całkowicie zafałszował zwłaszcza okoliczności jego śmierci, stwierdzając wyraźnie, że dominikański męczennik padł ofiarą sprowokowanej przez niego samego "rewolucji ludowej w Weronie". Tymczasem sprawy miały się całkiem odmiennie, ponieważ św. Piotra zabito 6 IV 1252 r. w lesie Farga koło miejscowości Brianza, kiedy zmierzał z Como do Mediolanu. "Wspomniane »powstanie ludowe« nie ma żadnego związku z jego śmiercią. Piotr został mianowany przez papieża inkwizytorem, aby walczyć z herezją »patarenów« i »katarów«. Został zamordowany w lesie przez dwóch heretyków longa manus z sekretnego sprzysiężenia zawiązanego przeciwko niemu. Obaj zabójcy spontanicznie uznali swoją winę i wstąpili do zakonu... dominikanów!

Ich nawrócenie spowodowane było m.in., reakcją ludu na zabójstwo. Ten właśnie lud, który według Le Goffa, chciał kategorycznie skończyć ze »złym inkwizytorem«, natychmiast okazuje mu najwyższy szacunek i cześć, jakie może pamiętać historia świętych. Mieszkańcy Mediolanu, którzy masowo przychodzili słuchać jego kazań, dowiedziawszy się, że przywożone jest jego ciało, wyszli na ulice, oddając mu taką cześć, że same świeckie władze miasta wysłały delegację do papieża, aby Piotra uznał za świętego. (...) Uznanie mieszkańców Mediolanu dla Piotra jest tak wielkie, że dzięki powszechnej zbiórce, w Sant’Eustorgio zostaje zbudowany pomnik nagrobkowy, który jest jednym z największych dzieł włoskiego gotyku" (V. Messori, dz. cyt.). Św. Piotra męczennika określa się mianem "inkwizytor", co jak widać samo w sobie wystarczyło, aby cenionemu przez wielu historykowi ograniczyło pole widzenia na prawdę.

A tymczasem "Inkwizycja nie powstała jako instytucja przeciwna ludowi, lecz miała odpowiedzieć na jego wątpliwości. W społeczeństwie, dbającym przede wszystkim o zbawienie wieczne, herezja postrzegana była (począwszy od ludzi światłych, a na niepiśmiennych skończywszy) jako zagrożenie. Podobnie jak w naszej kulturze ten, kto nie myśli o niczym więcej tylko o zdrowiu fizycznym, będzie widział niebezpieczeństwo w każdym, kto może być nosicielem zakaźnych, śmiertelnych chorób lub przyczyną zatruwania środowiska.

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana, towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie między biednych – czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.

Dla ludzi średniowiecza heretyk był »wielkim zakazicielem«, nieprzyjacielem zbawienia duszy, osobą, która ściągała boską karę na całe społeczeństwo. Dlatego dominikanin (...), który przybywał, aby heretyka odłączyć od społeczeństwa i unieszkodliwić, wcale nie był kimś »znienawidzonym«, lecz przyjmowany był z ulgą i przy powszechnym poparciu.

Pośród innych deformacji tejże historiografii, najbardziej rzuca się w oczy obraz »narodu« jęczącego pod jarzmem inkwizycji, z upragnieniem oczekującego okazji do uwolnienia się spod niego. Tymczasem dzieje się coś zupełnie innego: jeśli w niektórych przypadkach ludzie okazują wrogość wobec trybunału, to nie czynią tego z powodu jego surowości, lecz dlatego, że uważają go za zbyt tolerancyjny wobec heretyków, którzy – według vox populi – nie zasługują na miłosierdzie okazywane im przez dominikanów. W rzeczywistości ludzie chcieli jak najszybciej skończyć z tym problemem i bez ceregieli uwolnić się od tych, dla których sędziowie w dominikańskich habitach byli gwarancją sprawiedliwości" (V. Messori, Czarne karty Kościoła, Katowice 2001).

Znamiennym przykładem z jednej strony próby skalania dobrego imienia Inkwizycji, z drugiej zaś jej niekwestionowanej uczciwości jest "sprawa templariuszy". Po upadku państw krzyżowych na Wschodzie templariusze przekształcili się z zakonu rycerskiego w zakon bankierski. Wśród chrześcijan byli monopolistami, a dla trudniących się lichwą Żydów, z powodu o wiele niższego oprocentowania, byli bardzo skuteczną konkurencją. Ich sukces jako bankierów budził powszechną zazdrość i wrogość. Atmosferę nagonki, która szczyt osiągnęła w 1305 r. postanowił wykorzystać wiecznie potrzebujący pieniędzy król Francji Filip Piękny. Pomimo wierności, jaką okazywali mu templariusze, podsycał on oskarżenia przeciwko nim. W tej sytuacji wielki mistrz zakonu Jakub de Molay, będąc pewnym bezpodstawności zarzutów, w 1307 r. zwrócił się z prośbą do papieża Klemensa V o przeprowadzenie dochodzenia inkwizycyjnego w ich sprawie. Już ten fakt sam w sobie świadczy jak wielkim zaufaniem cieszyła się Inkwizycja. Wyniki wszczętego 24 VIII 1307 r. dochodzenia trafnie przewidywał również król Filip. Nie czekając na jego zakończenie, w październiku 1307 r. aresztował w swoim królestwie wszystkich templariuszy, ogłaszając jednocześnie, że działa z ramienia Generalnego Inkwizytora Francji. Cel króla był wyraźny – natychmiast po aresztowaniu templariuszy zaczął zbierać dochody z ich posiadłości. Francuski monarcha nie tylko nie przejął się protestami papieża, ale ponadto przekazał mu wyniki własnego "dochodzenia". Według zebranej dokumentacji wielu oskarżonych przyznawało się do zarzucanych im zbrodni (wypieranie się Chrystusa i profanacja krzyża podczas ceremonii przyjmowania do zakonu, sodomia, bałwochwalstwo, omijanie słów konsekracji podczas Mszy Św., itp.). Wkrótce po aresztowaniu templariuszy papież przesłał królowi ostry w tonie list, protestujący przeciw temu, co się stało, oraz nakazał zbadanie sprawy w całej Europie. W 1309 r. dwa sądy kościelne w Anglii (w Londynie i w Yorku) orzekły brak dowodów winy. W 1311 r. taki sam wyrok zapadł w Irlandii i Szkocji. Po dochodzeniach w latach 1310-1312 hiszpańskie trybunały inkwizycyjne w Tarragonie i Salamance uznały templariuszy za niewinnych. Takim samym orzeczeniem zakończyły się dochodzenia inkwizycyjne w Niemczech. Również francuscy templariusze po przekazaniu ich w ręce kościelne w 1308 r. odwołali swoje zeznania, tłumacząc że były wymuszone na torturach. Ostateczne stanowisko w sprawie templariuszy zajął papież na soborze w Vienne w 1312 r. Mimo obecności króla, papież pod karą ekskomuniki zakazał jakiejkolwiek dalszej dyskusji na temat templariuszy. W konstytucji soborowej stwierdzono, że nie ma podstaw, aby potępić templariuszy jako heretyków, nie mniej uznano, że poprzez wszystkie oskarżenia zakon został "na wiele sposobów zniesławiony". W tej sytuacji 3 IV 1312 r. papież rozwiązał zakon, uważając, że tak wielkie zniesławienie czyniło go nieużytecznym dla Kościoła. wszystkie jego dobra miały być przekazane Joannitom. Ten wyważony wyrok, który prawdopodobnie miał nie tyle uczynić zadość sprawiedliwości, co raczej ocalić życie templariuszom, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Król Filip potrzebował w tej sprawie wyroku skazującego, bo tylko taki wyrok pozwalał mu zachować autorytet w oczach poddanych. Przy bezsilności papieża, decyzją Rady Królewskiej wielki mistrz i 53 jego współbraci zostali skazani na śmierć i spaleni na stosie w marcu 1314 roku.

Polityczną manipulacją był również proces św. Joanny d’Arc. Za jej sprawą okupujący znaczne obszary Francji Anglicy zaczęli ponosić porażki. W konsekwencji Joanna szybko stała się dla Francuzów żywym symbolem skutecznego oporu przeciwko najeźdźcom. Z tego powodu stała się ona głównym celem Anglików, którzy uważali, że likwidując ją, złamią ducha walki Francuzów. Jednak oprócz fizycznej likwidacji bohaterskiej dziewczyny należało także zniszczyć jej moralny autorytet. Schwytana i uwięziona przez Anglików w 1431 r., została oskarżona o czary i postawiona przed sądem, któremu przewodził biskup Beauvais, a zarazem angielski sojusznik, Pierre Cauchon. Sterowany przez Anglików proces, mimo wszelkich prób nadania mu wszystkich znamion kanoniczności, był jednym wielkim nadużyciem. Prawdziwie kanoniczny proces inkwizycyjny w sprawie Joanny d’Arc odbył się w 1456 r. i doprowadził do jej pośmiertnej rehabilitacji.

Te dwa przypadki pokazują, jak władza świecka potrafiła czysto instrumentalnie i bezwzględnie traktować instytucje kościelne. Tym było właśnie odwoływanie się króla Filipa do autorytetu Generalnego Inkwizytora Francji, czy próby zaangażowania papieskich inkwizytorów do politycznego morderstwa, jakim był proces Joanny d’Arc. W jej przypadku tak król Francji, jak i Anglicy nie liczyli się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, lecz mieli na względzie jedynie własne korzyści. W przypadku templariuszy mamy z jednej strony do czynienia z odrażającym nadużyciem popełnionym przez władzę świecką, z drugiej zaś z rzetelnym i na wskroś uczciwym dochodzeniem przeprowadzonym przez papieskich inkwizytorów. Uwzględniwszy obyczaje panujące w ówczesnym świeckim wymiarze sprawiedliwości, nie należy się dziwić, że każdy chciał być sądzony przez niezależny od feudałów wymiar sprawiedliwości.

Przypadki te pokazują, że jednak pewna grupa inkwizytorów ulegała bardzo silnej presji władz świeckich, sprzeniewierzając się obowiązującym ich zasadom. Nadużycia rodziły się zwykle tam, gdzie kończyły się bezpośrednie wpływy Stolicy Apostolskiej, a inkwizytorzy wikłali się w sieci lokalnych powiązań. Mając świadomość popełnianych nadużyć, Stolica Apostolska zawsze usiłowała temu przeciwdziałać. Dobitnym tego świadectwem są dekrety wspomnianego już soboru w Vienne: "Nie chcemy, aby blask wiary został przysłonięty niby ciemną chmurą przez niedyskretne i niegodziwe czyny inkwizytorów (...) Należy odsunąć od siebie wszelką cielesną miłość, nienawiść i strach, jak również jakiekolwiek szukanie doczesnego panowania (...) Pod świętym posłuszeństwem i pod groźbą wiecznego potępienia nakazujemy biskupom, inkwizytorom oraz ich pełnomocnikom, aby dyskretnie i z gotowością postępowali wobec wszystkich podejrzanych o herezję, ale także aby złośliwie nie wmawiali tak ohydnej zbrodni ludziom niewinnym, ani ich nie oskarżali (...) Jeśli, powodowani nienawiścią, dobrodziejstwami, uczuciem, chęcią zdobycia pieniędzy lub ziemskiego znaczenia, sprzeniewierzą się w swym postępowaniu sprawiedliwości i osądowi sumienia, podlegną karze (zarówno biskup, jak i inkwizytor) suspensy na okres trzech lat (...) zastrzeżonej jedynie Biskupowi rzymskiemu" (cytat za: G. Ryś, dz. cyt.). Ojcowie soborowi słusznie zauważyli, że zwyrodniały czy choćby niesumienny inkwizytor stanowi takie samo zagrożenie dla wiary, Kościoła i społeczeństwa, jak heretyk.

W związku z tym podjęto odpowiednie środki zaradcze. "Sobór zabraniał powierzania funkcji inkwizytora osobie, która nie ukończyła jeszcze 40 roku życia. Przede wszystkim zaś zobowiązywał inkwizytorów do ścisłej współpracy z biskupami miejsca. Poddanie kogoś torturom wymagało zgody biskupa – jeśli dochodzenie prowadził inkwizytor, i inkwizytora – jeśli przeprowadzał je biskup. Podobnie od zgody obydwu zależało »zamknięcie kogoś w mur«. W przypadku ścisłej izolacji (murus strictus) heretyk miał pozostawać pod podwójną strażą (wyznaczaną z jednej strony przez biskupa, z drugiej – przez inkwizytora). Inkwizytorów stanowczo przestrzeżono zarówno przed przekraczaniem swoich kompetencji, jak też przed noszeniem broni i powiększaniem liczby towarzyszących sobie ludzi ponad grono koniecznych urzędników" (G. Ryś, dz. cyt.).

Niektórzy autorzy do tej samej kategorii, co zorganizowany przez króla Francji Filipa IV Pięknego proces templariuszy czy proces Joanny d’Arc, przyrównują działalność Inkwizycji hiszpańskiej, przypisując jej wiele nadużyć, a nawet zbrodnie. Wprawdzie została ona wmontowana w ogólnopaństwowy system wymiaru sprawiedliwości, jednak zachowała charakter instytucji kościelnej. "Był to trybunał kościelny pod bezpośrednim zwierzchnictwa Papieża, ponieważ nie jest możliwe, by trybunał cywilny mógł sądzić w sprawach dotyczących religii" (U. Giugni, Św. Piotr d’Arbues, "Zawsze Wierni" 4/2000).

Inkwizycja hiszpańska w żadnym stopniu nie sprzeniewierzyła się zasadom sprawiedliwości i pod względem skali nadużyć, które trzeba raczej zapisać na rachunek władz cywilnych, nie wyróżniała się na tle trybunałów inkwizycyjnych działających w innych państwach. Większa surowość Inkwizycji hiszpańskiej spowodowana była tym, że działała ona realiach wielkiego wewnętrznego i zewnętrznego zagrożenia. "Jeśli szuka się w historii prawdy, a nie amunicji do kampanii propagandowych, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Inkwizycja w większości wypadków działała w atmosferze antykatolickiego terroru, wojny, broniąc tradycyjnego porządku przed ewidentnie zbrodniczymi rewolucjami. Nie od rzeczy jest pamiętać, że wielu inkwizytorów poniosło męczeńską śmierć, niektórzy z rąk heretyckich powstańców, inni z polecenia władców, dla których ci nieprzekupni i niezależni sędziowie byli często przeszkodą" (R. Ziemkiewicz, dz. cyt.).

Nie ulega wątpliwości, że - jak w każdej powołanej przez człowieka instytucji - w działalności trybunałów inkwizycyjnych dochodziło do nadużyć. Miało to miejsce szczególnie wówczas, gdy Inkwizycja popadała w zależność od władzy świeckiej. Często oskarżenie o herezję było dobrym sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu suwerenowi. Stało się ono powszechnie nadużywanym orężem w politycznych rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Wyrokowanie o herezji leżało w kompetencjach biskupów, jednak byli oni bardzo często zastraszani lub przekupywani przez feudałów. Przyczyną niedoskonałości Inkwizycji, jak każdej instytucji była po prostu ułomność natury ludzkiej. Jednak biorąc pod uwagę stosunkowo dużą liczbę prowadzonych przez Inkwizycję postępowań, trzeba przyznać, że do nadużyć dochodziło stosunkowo rzadko. Co więcej, inkwizytorzy w swoim postępowaniu wykazywali się niespotykaną w ówczesnym świecie rzetelnością. To właśnie z tego powodu budzili postrach wśród heretyków. Inkwizycja potrafiła skutecznie uchylić chroniące ich lokalne protekcje, często paraliżujące działalność lokalnych sądów świeckich, gdyż sądy inkwizycyjne były niezależne w stosunku do lokalnych nacisków. Inkwizycja okazała się także hamulcem powstrzymującym samosądy oraz arbitralne wyroki lokalnych władz niepoprzedzone rzeczowym dochodzeniem.



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u