A.D.: 25 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Katarzyna, Erazm, Klemens

Patriota.pl

I znajdę spokój tam, gdzie świerszczy śpiewny gwar, spokój z poranka mgieł powoli spłynie w końcu,
Północ tam zawsze lśni, błyszczy południa żar, a purpurowy zmierzch pełen jest skrzydeł dzwonków.

William Butler Yeats, Wyspa na jeziorze

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Inkwizycja dla opornych - Geneza inkwizycji

Drukuj
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 
Spis treści
Inkwizycja dla opornych
I. Geneza inkwizycji
II. Narodziny inkwizycji papieskiej
III. Inkwizycja na Półwyspie Iberyjskim
VI. Inkwizycja w Polsce
V. Czarna legenda
VI. Nowoczeny wymiar sprawiedliwości
Wszystkie strony

Każda odpowiedzialna za poddanych (obywateli) władza dba o zdrowe fundamenty duchowe i spójność państwa. Dlatego wszelkie działania uderzające w te wartości były surowo karane. Nie mniej, aby wydać sprawiedliwy wyrok, każda władza potrzebuje ekspertów, którzy w tym jej pomogą. Zapotrzebowanie to zapoczątkowało proces, który doprowadził do zaistnienia inkwizycji.

Próbując właściwie ocenić działalność trybunałów stosujących procedurę inkwizycyjną należy poznać mentalność epoki oraz okoliczności w jakich działała. "Potoczna wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez XVIII-wiecznych, fanatycznych antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli historycy, nawet najbardziej stronniczy. Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Oficjum stali się głównie pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności czy obiektywizmu" (R. Ziemkiewicz, Stosy kłamstw o Inkwizycji, "Gazeta Polska" 26 IX 1996). Niestety, przeciętny odbiorca współczesnego przekazu medialnego z reguły nie czyta rzetelnych rozpraw naukowych i zwykle za pewnik przyjmie nawet największe niedorzeczności. A gdy na to nałoży się jeszcze zła wola, zamiast faktu mamy do czynienia z mitem.

Początków inkwizycji należy szukać w starożytności, na wiele stuleci przed pojawieniem się pierwszych papieskich inkwizytorów w XIII w. Kiedy za czasów rządów cesarza Augusta Oktawiana (30 przed Chr.-14 po Chr.) Imperium Rzymskie z Republiki przekształciło się w Cesarstwo, zmianom uległa także procedura prawna. Najważniejszym i w zasadzie jedynym źródłem prawa stał się edykt cesarski. W nowej sytuacji ustrojowej, kiedy doszło do przestępstwa przeciwko państwu, cesarz mógł wyznaczyć urzędnika, który podejmował dochodzenie przeciw komuś z własnej inicjatywy, bez oskarżyciela, np. na podstawie czyjegoś donosu. Ten sam urzędnik, na drodze procedury zwanej inquisitio zbierał dowody oskarżenia, poddawał je ocenie i sam wydawał wyrok. W ściśle określonych przypadkach w śledztwie stosowano tortury, co było w owych czasach było praktyką powszechnie akceptowaną. Ludzi wolnych poddawano torturom tylko w wypadku oskarżenia o zdradę. Taką procedurę odziedziczył po Rzymie pogańskim Rzym chrześcijański wraz ze wszystkimi instytucjami rzymskiego prawa. Cesarze chrześcijańscy, którzy często prowadzili ciężkie wojny o zachowanie jedności państwa, konsekwentnie stosowali tę procedurę w stosunku do wszystkich, którzy tej jedności zagrażali. Do kategorii tej zaliczono również heretyków, jako tych, którzy kwestionując ustalony porządek społeczny, godzą w fundamenty państwa. Jako przejaw działalności wywrotowej herezja uzyskała prawną kwalifikację zbrodni stanu. Na powstanie i ukształtowanie się Inkwizycji miała więc wpływ postawa nie tyle Kościoła, lecz władzy świeckiej wobec innowierców w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

Podziały wśród chrześcijan i odstępstwa od chrześcijaństwa zaczęły się pojawiać już w czasach apostolskich jako wynik różnic w rozumieniu prawd wiary, spraw dyscyplinarnych i organizacyjnych. Praktycznie już w pierwszym pokoleniu dochodziło wśród chrześcijan do podziałów. W pełni był tego świadom św. Paweł, o czym pisał w liście do Koryntian: "Przede wszystkim słyszę, i po części wierzę, że są wśród was rozłamy" (1 Kor 11, 18). Wielokrotnie interweniował on na rzecz jedności w Kościele, piętnując niezgodę i podziały, wskazując jednocześnie na ich szkodliwość. Przełożonemu gminy chrześcijańskiej na Krecie, św. Tytusowi, św. Paweł radził: "Sekciarza (haereticum hominem – K.W.) po jednym lub po drugim upomnieniu wystrzegaj się, wiedząc, że człowiek taki jest przewrotny i grzeszny, przy czym sam na siebie wydaje wyrok" (Tt 3,10-11). Podobnych zaleceń udzielali inni ojcowie Kościoła (m.in. Klemens Rzymski, Ignacy Antiocheński), którzy nakazywali unikać heretyków i modlić się o ich nawrócenie. Środkiem walki z herezją stała się także polemika literacka. To wszystko mieściło się w ramach wypowiedzianej przez Pana Jezusa zasady upomnienia braterskiego.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy wyznanie to nie miało jeszcze statusu religii państwowej, w stosunku do innowierców najwyższą karą była ekskomunika czyli wyłączenie ze społeczności kościelnej, przy czym nie stosowano wobec nich siły. "Kiedy w II wieku Kościół stanie wobec zwielokrotnionego przez gnozę wyzwania w dziedzinie doktryny, reakcją nie będzie w żadnym przypadku gorączkowe rozglądanie się za pomocą »z zewnątrz«, lecz umocnienie wewnątrz Kościoła autorytetu biskupów, i to nie poprzez przyznanie im »nadzwyczajnych uprawnień« w zakresie dyscypliny, lecz przez podkreślenie ich roli jako nauczycieli – autentycznych stróżów apostolskiej tradycji" (G. Ryś, Inkwizycja, Kraków 1997).

Po wprowadzeniu równouprawnienia chrześcijan na mocy edyktu mediolańskiego w 313 r., chrześcijańscy cesarze, wzorem swoich pogańskich poprzedników, dzierżących godność "najwyższych kapłanów" (pontifex maximus), uznali, że ponoszący odpowiedzialność za losy państwa władca ma prawo ingerować w sferę życia religijnego i kościelnego. Zgodnie z tą logiką nie tylko zabierali głos w sprawach teologicznych, lecz środkami administracyjnymi ingerowali w spory doktrynalne. Uważając się za stróżów czystości wiary, a przede wszystkim za obrońców jedności państwa, przy pomocy ustawodawstwa państwowego zwalczali heretyków, odstępców, schizmatyków a także pogan. Wydany przez cesarza Gracjana edykt zakazywał arianom i donatystom sprawowania kultu pod groźbą kary wywłaszczenia. Cesarz Teodozjusz Wielki, który uznał chrześcijaństwo za religię państwową, groził heretykom karami konfiskaty majątku, banicją, a przywódcom manichejczyków śmiercią na stosie. Surowość kar stosowanych w stosunku do heretyków wynikała z tego, że traktowano ich jako burzycieli porządku społecznego, a herezję przyrównano do, karanej śmiercią, zbrodni obrazy majestatu. Tak zakwalifikował ją wydany w 458 r. Codex Theodosianus. Podobne stanowisko w tej sprawie zajęli juryści w wydanym za panowania Justyniana Wielkiego Corpus iuris civilis (534). Regulacje te wydają się być w pełni racjonalne, jeśli się weźmie pod uwagę specyfikę Imperium Rzymskiego. W ogromnym państwie, sięgającym od Szkocji na północy do Sahary i Etiopii na południu i od Atlantyku na Zachodzie do Eufratu na wschodzie, na którego ludność składała się mozaika niezliczonych plemion, ludów i narodów, wspólna religia była jedyną gwarancją jego jedności i trwałości. Dlatego przestępstwa wobec niej zakwalifikowano jako zdradę stanu. Na takim stanowisku stała władza świecka.

Tymczasem Kościół aż do końca starożytności nie utożsamiał się z prawodawstwem cesarskim w stosunku do heretyków, zawsze pamiętając o ewangelicznej zasadzie poszanowania sumienia i wolności wiary. Wolał pozostawać przy własnej dyscyplinie, która była najlepszym gwarantem zachowania siły i jedności Kościoła, niż odwoływać się do prawodawstwa świeckiego. W związku z tym najwyższą karą dla heretyka ze strony Kościoła było wykluczenie ze wspólnoty.

Wymierzaniu kary śmierci za herezję sprzeciwiali się ówcześni papieże (m.in. Syrycjusz, Galezy I) i inni wybitni przedstawiciele Kościoła (m.in. św. Ambroży, św. Marcin z Tours, św. Atanazy Wielki, św. Jan Chryzostom). Zauważmy, że żaden ze starożytnych soborów, zaostrzając dyscyplinę wobec heretyków ani słowem nie odwoływał się do szerokich możliwości ich karania, jakie oferowało prawodawstwo cesarskie. Sobór nicejski z 325 r. wspomina jedynie, że "każda herezja winna być objęta ekskomuniką". Sankcję tę podtrzymali biskupi Kościoła powszechnego na soborze w Efezie w 431 r., zaś sobór konstantynopolitański II, dyskutując nad sensownością ekskomunikowania osób już zmarłych, przypomina List do Tytusa (3, 10-11), że "heretyk, nawet jeśli nie został formalnie przez kogokolwiek potępiony, w rzeczywistości sam, poprzez sam fakt swojej herezji, odcina się od prawdziwego życia". Na II soborze nicejskim w 787 r. zaostrzono dyscyplinę wobec heretyków, rozszerzając stosowanie ekskomuniki także na tych, którzy posiadają heretyckie książki. Jednak i tym razem ani słowem nie sugerowano, aby odwoływać się do pomocy władzy świeckiej.

Jednak pod wpływem plagi herezji, jaka nastąpiła w późnej starożytności oraz okrucieństwa stosowanego przez heretyków w stosunku do przeciwników, niektórzy pisarze chrześcijańscy zaczęli dopuszczać stosowanie kar cielesnych wobec heretyków. Jako pierwszy interwencję władców w obronie religii dopuszczał Firmicus Maternus. W opublikowanym dziele O niedorzeczności religii pogańskich (346) nie tylko poparł niszczenie przez cesarzy obiektów pogańskich kultów, ale także uświadamiał władców, że ich obowiązkiem jest "ścigać surowo i wszelkimi sposobami zbrodnię bałwochwalstwa". swoją argumentację oparł on na stosownym fragmencie Starego Testamentu: "Jeśli cię będzie pobudzał skrycie twój brat, syn twojej matki, twój syn lub córka albo żona, co na łonie twym spoczywa albo przyjaciel tak ci miły, jak ty sam, mówiąc: »Chodźmy, służmy bogom obcym«, bogom, których nie znałeś ani ty, ani przodkowie twoi – jakiemuś spośród bóstw okolicznych narodów, czy też dalekich od jednego krańca ziemi do drugiego – nie usłuchasz go, nie ulegniesz mu, nie spojrzysz na niego z litością, nie będziesz miał miłosierdzia, nie będziesz taił jego przestępstwa. Winieneś go zabić, pierwszy podniesiesz rękę, aby go zgładzić, a potem cały lud. Ukamienujesz go na śmierć, ponieważ usiłował cię odwieść od Pana, Boga twojego, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli" (Pwt 13, 7-11).

Podobne poglądy w tym względzie reprezentowali inni pisarze chrześcijańscy (m.in. Optat z Milewy, św. Jan Chryzostom). Jednak decydujące znaczenie w tym względzie odegrały poglądy św. Augustyna. Początkowo był on przeciwny zmuszaniu siłą heretyków do jedności z Kościołem. Jednak pod wpływem brutalności, jaka towarzyszyła schizmie donatystycznej w Afryce Północnej, jego poglądy w sprawie odwoływania się do pomocy państwa w zwalczaniu herezji uległy zasadniczej ewolucji: "Początkowo oczekiwał od władz jedynie zapewnienia bezpieczeństwa ludności katolickiej przed napadami donatystów, wkrótce jednak doszedł do wniosku, że schizma i herezja powinny podlegać sądownictwu państwowemu tak, jak każde inne przestępstwo kryminalne, ponieważ, po pierwsze, burzą porządek społeczny i, po wtóre, można je zaliczyć do występków tej samej kategorii, co porubstwo i trucicielstwo" (G. Ryś, dz. cyt.). Uznano więc, że skoro surowo karze się tych, co zatruwają ciało, to tym surowiej powinno się karać tych, co zatruwają duszę.

W tym miejscu należy pamiętać, że św. Augustyn ani przez chwilę nie dopuszczał stosowania przymusu wobec pogan, zaś dopuszczając przymus wobec heretyków sprzeciwiał się stosowaniu wobec nich kary śmierci. "Zaprawdę, nikt nie może być wbrew swojej woli przymuszony do przyjęcia wiary. Jest jednak powszechnie przyjęte, aby kierując się surowością, lub – lepiej powiedzieć – miłosierdziem Bożym, oczyszczać zdradę rózgą cierpienia (ucisku) (...) Chociaż bowiem nikt nie spełnia we właściwy sposób dobra, którego nie wybrał i nie pokochał w swej wolnej woli, to jednak lęk przed karą powstrzymuje złe dążenia przed przekraczaniem granic, wyznaczonych im przez rozum" (Contra epistolam Parmeniani, cyt. za G. Ryś, dz. cyt.).

Argumentu teologicznego na stosowanie "zbawiennego przymusu" wobec heretyków dostarczyła mu Ewangelia w postaci przypowieści Chrystusa o uczcie. "Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe. Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. (...) Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: »Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych!« Sługa oznajmił: »Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce«. Na to pan rzekł do sługi: »Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty«" (14, 15-24). Zlekceważony przez zaproszonych gospodarz każe więc słudze "zmuszać" ich "do wejścia". W liście do namiestnika Afryki Bonifacjusza, św. Augustyn pisał, że "z pewnością lepszym jest przyprowadzać ludzi do Boga poprzez nauczanie". Jednakowoż uważał, że także ci, którzy nie są kaznodziejami i nauczycielami, dostępnymi sobie środkami powinni przyprowadzać ludzi do Boga nawet poprzez przymuszanie ich bólem czy lękiem przed karą.

Dodatkowych argumentów Augustynowi dostarczyły przykłady praw stanowionych przez starotestamentowych królów. "Nabuchodonozor, kiedy nakazywał w całym swoim państwie oddawać cześć odlanemu na swój rozkaz posągowi, był bluźniercą, wydane przez niego prawo – świętokradztwem, a śmierć za odmowę jego wykonania – męczeństwem. Nawrócony Bożym cudem (...), ustanowił w obronie prawdy »pobożne i godne najwyższej pochwały prawo«, karające śmiercią każdego, kto by zbluźnił względem »Boga Szadraka, Meszaka i Abed-Nega«" (G. Ryś, dz. cyt.). Podobnie przemocy stosowanej przez donatystów Augustyn przeciwstawiał stosowany przez Kościół przymus wobec odstępców od wiary, analogiczny do tego, jaki stosują rodzice wobec dzieci: "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, jakie bezbożni wyrządzają Kościołowi Chrystusa; i jest sprawiedliwe prześladowanie dotykające bezbożnych ze strony Kościołów Chrystusowych" (cyt. za G. Ryś, dz. cyt.); Doktor Kościoła podkreśla, że pierwszy rodzaj prześladowania "jest owocem okrutnego szaleństwa", zaś drugi rodzaj "prześladowania" jest przejawem miłości wobec tymczasowych przeciwników, a jego celem jest doprowadzenie ich do zbawienia.

Pod wpływem św. Augustyna i św. Jana Chryzostoma za całkiem naturalne uznano odwoływanie się do pomocy władzy świeckiej w walce z heretykami. Poglądy św. Augustyna znalazły swoje odzwierciedlenie w późniejszym antykacerskim ustawodawstwie.

Po fali herezji w końcu X i w XI-XII w., w podobnym duchu co do sposobu traktowania heretyków wypowiedział się także św. Tomasz z Akwinu. Mając na względzie ówczesne prawodawstwo uznał on za logiczne karanie heretyków śmiercią. Akwinata argumentował, że heretycy popełniają grzech, poprzez który "zasłużyli sobie nie tylko na to, by zostali karą klątwy wyłączeni z Kościoła, lecz także usunięci ze świata karą śmierci. O wiele bowiem cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu. Skoro więc świeccy władcy z miejsca sprawiedliwie karzą fałszerzy pieniędzy i innych złoczyńców karą śmierci, tym bardziej heretyków można z miejsca, skoro tylko udowodni im się winę herezji, nie tylko ukarać śmiercią, ale także sprawiedliwie uśmiercić" (Suma Teologiczna A. 2-2, 11.3, cyt. za "Zawsze Wierni" 4/2000).

Św. Tomasz podkreśla, że życie duchowe więcej znaczy niż życie doczesne i dlatego, skoro śmiercią karze się zabójców, którzy odbierają życie doczesne, tym bardziej na śmierć zasługują heretycy, którzy odbierają ludziom życie wieczne. Ponadto heretycy, wyznając fałszywą wiarę, bluźnią Bogu, w związku z czym powinni być o wiele ciężej ukarani niż zwykli przestępcy. "Ze strony zaś Kościoła jest miłosierdzie troszczące się o nawrócenie błądzących; stosownie do nauki Apostoła nie potępia ich od razu, lecz dopiero: »po pierwszym i drugim napomnieniu«; po tym zaś, skoro heretyk nadal trwa w uporze, straciwszy nadzieję w jego nawrócenie, mając na uwadze zbawienie innych, Kościół karą klątwy wyklucza go z swojego łona i następnie zostawia go sądownictwu świeckiemu, by przezeń był usunięty ze świata karą śmierci. Mówi przecież Hieronim: »Trzeba odciąć zgangrenowane członki i usunąć z trzody parszywą owcę, aby cały dom nie spłonął, nie popsuła się cała masa, nie zaraziło się całe ciało, nie zginęła cała trzoda (...)«.

Korzyść wypływająca z herezji nie jest przez heretyków zamierzona, a jest nią, według Apostoła, wypróbowanie stałości wiernych, oraz, co podaje Augustyn: »Abyśmy otrząsnąwszy się z lenistwa, zabrali się skrzętnie do badania Pisma świętego«. W zamierzeniu zaś swoim mają (heretycy – K.W.) psuć wiarę, co przecież jest największą szkodą. I dlatego należy więcej brać pod uwagę to, co wprost mają w swoich zamiarach, co też usprawiedliwia ich wykluczenie, niż to, czego nie zamierzali, a co dawałoby podstawę do ich tolerowania. (...) Jak twierdzi Apostoł, wyklina się heretyka, by »duch jego był uratowany na dzień Pana«. Nie jest też sprzeczne z zakazem Pańskim tępienie doszczętnie heretyków karą śmierci; zakaz ten przecież dotyczy tylko wypadku, gdy nie można wyrwać kąkolu bez wyrywania pszenicy" (tamże). Głęboko wierzący ludzie Średniowiecza byli przekonani, że grzesznicy, a w szczególności grzesznicy tak zuchwali jak heretycy, stanowią ogromne niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie ale także dla całej społeczności w której żyli, ponieważ swym odrażającym postępkiem pozbawiali ją bożego błogosławieństwa.

Ostatecznie sposób, w jaki traktowano heretyków zależał od wielu czynników. Zależało to od postawy samych heretyków, częstotliwości występowania herezji i skali, jakie przybierała, jak też od relacji panujących pomiędzy państwem a Kościołem. Generalnie prawem Kościoła stało się prawo rzymskie i w oparciu o to prawo rozstrzygano również problemy wewnątrzkościelne. Z drugiej jednak strony wydane w wiekach V-XI penitencjały (księgi pokutne będące wykazami grzechów i pokut, jakie się za nie należały) nie traktowały herezji w kategoriach kryminalnych. W penitencjałach w żaden sposób nie odwoływano się do rzymskiego prawa, za to konsekwentnie odwołują się one do dyscypliny starożytnych soborów i synodów. Na przykład Św. Kolumban (VI/VII w.) w swojej Księdze pokutnej potraktował herezję prawie marginalnie, o wiele wyżej w hierarchii grzechów stawiając zabójstwo, kradzież, krzywoprzysięstwo, potwarz, nieczystość czy nawet obżarstwo i pijaństwo. Można przypuszczać, że niedocenienie przez niego herezji było wynikiem faktu, że w czasach, w których żył, na jego terenie stanowiła ona rzadkość. W związku z tym Św. Kolumban zalecał jedynie, aby winny popełnienia herezji został zaliczony do katechumenów, "to znaczy przez czterdzieści dni odłączony od pozostałych chrześcijan; przez dwie następne czterdziestnice niech przebywa w ostatniej grupie chrześcijan, to znaczy pośród czyniących pokutę, i niech obmyje winę tego występnego związku. Jeśli natomiast postąpił tak powodowany lekceważeniem, niechaj przez cały rok i trzy czterdziestnice czyni pokutę, przez dwa następne lata niechaj powstrzymuje się od wina i pokarmów mięsnych i tak potem po nałożeniu rąk katolickiego biskupa niech zostanie przyłączony do wspólnoty ołtarza" (cyt. za G. Ryś, dz. cyt.).

Z kolei arcybiskup Canterbury, Teodor z Tarsu w swoim Penitencjale z drugiej połowy VII w. nawiązał do praktyki pokutnej soboru nicejskiego (325). Przewidywał on za herezję pokutę rozłożoną na 12 lat (3 lata poza Kościołem, 7 lat w Kościele między pokutnikami oraz 2 lata bez komunii). Była to kara o tyle dotkliwa, że w żaden sposób nie można było jej skrócić. Wynikało to z faktu, że herezję uznano za jeden z najcięższych grzechów i tylko Bóg mógł skrócić należną za nią pokutę poprzez śmierć lub chorobę.

Sytuacja zmieniła się w chwili odbudowy struktur władzy państwowej na terenach dawnego cesarstwa rzymskiego, szczególnie w okresie cesarstwa karolińskiego. Ukształtowana w późnej starożytności kultura charakteryzowała się jednością państwa i Kościoła. Fundamentem ówczesnego porządku społecznego była jedność wiary i przywództwa. Każdy ochrzczony, który zaprzeczał Prawdziwej wierze, stawiał się poza społeczną i religijną jednością. W konsekwencji wykluczany był nie tylko ze wspólnoty wierzących, ale też i ze wspólnoty obywatelskiej. Jako że jedność wiary gwarantowała siłę i stabilność państwa, kompetentne władze były zobowiązane do karania tych, którzy przeciwko tej jedności występowali. Na kilka stuleci, jako skutek upadku cesarstwa zachodnio-rzymskiego, ta jedność została zerwana. Jednak w chwili koronacji Karola Wielkiego na cesarza rzymskiego w Boże Narodzenie 800 r. powstały warunki, aby ją przywrócić. W tej sytuacji herezja przestała być jedynie ciężkim grzechem i ponownie uzyskała status zbrodni stanu. Problem herezji ponownie przeszedł z wokandy prawa wewnątrzkościelnego na obszar prawa państwowego. Jednak stało się coś więcej – w wyniku sakralizacji władzy monarchy religia przestała być domeną biskupów. Także monarcha został zobowiązany do krzewienia wiary i obyczajów chrześcijańskich oraz do walki z herezją, która stała się taranem rozbijającym nie tylko jedność wewnątrzkościelną, lecz także cały porządek społeczny.

Od czasów panowania Karola Wielkiego władcy chrześcijańscy, którzy czuli się odpowiedzialni za zbawienie swoich poddanych, wydają leges ecclesiasticae. Na ich mocy karano m.in. za wielożeństwo, nierząd, pracę w niedzielę i dni świąteczne, niezachowywanie postu. Wydaje się jednak, że do końca X w., kiedy herezje nie były zjawiskiem masowym, z heretykami rozprawiano się raczej na drodze wewnątrzkościelnej dyscypliny.

Z końcem X i początkiem XI w. sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać. "Wielkie spory dogmatyczne pierwszych wieków rozgrywały się z reguły na Wschodzie (...) wczesnośredniowieczne problemy doktrynalne (...) angażowały na zachodzie jedynie wąskie grono teologów. Tym większe było zaskoczenie i przerażenie, kiedy pod koniec X stulecia niemal równocześnie z różnych zakątków Europy posypały się wieści o pojawieniu się całych grup heretyków. Około 970 roku wykryto herezję w Rawennie, około 1000 roku w diecezji Châlons-sur-Marne we Francji, niemal w tym samym czasie – w Akwitanii, w 1022 w Orleanie, w 1025 w Arras, trzy lata później ponownie we Włoszech, w miejscowości Monforte koło Mediolanu, około 1050 roku ponownie w Châlons oraz na terenie Niemiec (Goslar)" (G. Ryś, dz. cyt.). Po 1143 r. na Zachód przedostają się członkowie powstałej w Bułgarii sekty bogomilów, którzy zasilili liczebnie i doktrynalnie sektę Katarów.

W połowie XII stulecia sytuacja stała się bardzo groźna. Największy w owym czasie autorytet Kościoła, Bernard z Clairvaux, alarmował: "kościoły są bez zgromadzeń, zgromadzenia są bez duchownych, duchowni są pozbawieni należnej czci, i w końcu, Chrześcijanie są bez Chrystusa. Kościoły wyglądają jak synagogi; odrzuca się świętość Bożego sanktuarium i sakramentów; wyśmiewa się uroczyste święta. Ludzie umierają w swoich grzechach (...) nie pojednani z Bogiem przez pokutę, nie wzmocnieni przez Świętą Komunię; dzieci nie zbliżają się do zbawienia tak długo, jak długo odmawiana jest im łaska chrztu" (cyt. za G. Ryś, dz. cyt.).

Często heretycy nie ograniczali się tylko do odstępstwa od wiary. Ok. 1150 r. w Bretanii niejaki Eudo de Stella przez 3 lata pustoszył razem ze swoimi zwolennikami kościoły i klasztory, dopuszczając się aktów świętokradztwa. "W połowie XII wieku wydawać się już mogło, że cały Kościół zachodni ogarnięty jest herezją. Działalność pojedynczych charyzmatycznych kaznodziejów przemieniła się w masowe ruchy heretyckie, prawdziwe heterodoksyjne Kościoły (...) o własnej hierarchii i własnej obrzędowości. W Anglii, na terenie Niemiec, Nadrenii, Flandrii, a zwłaszcza w południowej Francji, swą działalność prowadzili katarzy; w miastach włoskich, szczególnie w Lombardii, pojawili się Humiliati, a w okolicach Lyonu – waldensi. W 1184 roku, obok tych najpoważniejszych heretyckich ruchów ludowych, działały jeszcze inne sekty: patareni, passagianie, józefini i arnoldyści" (G. Ryś, dz. cyt.).

Cały chrześcijański Zachód stanął przed zadaniem poskromienia tego, pod wieloma względami groźnego, zjawiska. W samym Kościele rozpoczęła się dyskusja nad środkami, jakie należałoby przedsięwziąć względem heretyków. Jedni duchowni zalecali pokorę i cierpliwość (bp Liege, Wason), inni wojnę na argumenty (Bernard z Clairvaux). W każdym razie w XI-XII w. Kościół nie miał wypracowanej jednolitej strategii postępowania wobec heretyków. W praktyce kary śmierci dla heretyków domagał się lud i władcy krajów, na terenie których występowała herezja, podczas gdy biskupi, do których należała troska o czystość wiary, z reguły się jej sprzeciwiali. Heretycy byli więc represjonowani nie z woli autorytetów kościelnych, lecz z woli władców, rycerstwa czy po prostu tłumu. Powodem tej determinacji była świadomość, że herezje uderzają nie tylko w autorytet Kościoła, lecz w strukturę państwową. Ponadto ze względu na dużą skalę herezji podejmowane przez Kościół misje, dysputy oraz stosowane środki dyscyplinarne (ekskomuniki) okazywały się całkowicie nieskuteczne. W związku z tym coraz częściej brano pod uwagę odwoływanie się do pomocy władzy świeckiej w zwalczaniu odstępców.

Do wypracowania jednolitej strategii postępowania względem heretyków przyczynili się profesorowie uniwersytetu bolońskiego, którzy odkryli dla współczesnych prawo rzymskie. Jednocześnie, przy okazji badań prowadzonych nad prawem rzymskim, wydobyto na światło dzienne wypracowaną w IV-VI w. dyscyplinę dotyczącą zwalczania herezji. Boloński uczony Gracjan (zm. 1179), autor dzieła Concordia discordantium canonum, które w późniejszym czasie stało się znane jako Kodeks Gracjana, opierając się na materiale, który zebrał (orzeczenia Doktorów Kościoła, soborów, papieży i cesarzy), przewidywał za herezję, obok ekskomuniki, także kary fizyczne. "Starożytne prawo dotyczące heretyków, które dla Gracjana było raczej jedynie przedmiotem studiów, niespełna 40 lat później, gdy herezja stała się na niektórych obszarach Kościoła palącym problemem, przeobraziło się w praktyczne, »opatrznościowo« wręcz i »na czasie« podarowane, narzędzie. Dwa potężne fakty zbiegły się więc ze sobą w czasie. Z jednej strony, pojawienie się herezji w zachodnim Kościele, i to z siłą i w wymiarze dotychczas nieznanym; z drugiej – ponowne odkrycie litery i procedur rzymskiego prawa, karzącego herezję jako jedno z najpoważniejszych przestępstw kryminalnych" (G. Ryś, dz. cyt.).

Przez następne kilkadziesiąt lat dopracowywano zasady i sposoby postępowania wobec heretyków, które w między czasie stały się oficjalnym prawem Kościoła. Na synodzie w Tours w 1164 r. biskupi zaapelowali do władców świeckich, by podejmowali aktywne działania przeciwko podejrzanym, nie oglądając się na formalne wniesienie oskarżenia o herezję. Przełomowy pod tym względem był Sobór Laterański III (1179). W kanonie 27., powołując się na autorytet papieża Leona Wielkiego, biskupi stwierdzają, że "chociaż wypada, aby dyscyplina kościelna zaspokoiła się osądem kapłańskim, nie powodując przelewu krwi, to jednak wspomagana jest ona prawami katolickich książąt" (cyt. za G. Ryś, dz. cyt.). Sprowokowany agresywną postawą kacerzy, którzy najeżdżali zbrojnie kościoły i klasztory oraz pustoszyli tereny zamieszkałe przez katolików, Sobór wezwał katolickich władców do użycia siły. Biskupi nie tylko nałożyli ekskomunikę na katarów, ale pozwolili karać ich konfiskatą dóbr, a walczącym z nimi rycerzom zapewniono opiekę Kościoła.

Do wspólnego zwalczania herezji zobowiązali się w 1184 r. na spotkaniu w Weronie papież Lucjusz III i cesarz Fryderyk I Barbarossa. W wydanej po rozmowach bulli Ad abolendam diversarum haeresium pravitatem papież zlecił biskupom wizytowanie parafii i wyszukiwanie w nich osób podejrzanych o herezję. Bulla nie wspomina nic o fizycznym prześladowaniu heretyków, czy o karze śmierci. Nie mniej od tego czasu w praktyce postępowania względem heretyków doszło do wyraźnego podziału kompetencji pomiędzy władzą kościelną a władzą świecką. W sytuacji, gdyby podejrzenia o herezję się potwierdziły, biskupi mieli obowiązek przeprowadzenia stosownego śledztwa. Po przeprowadzeniu dochodzenia i potwierdzeniu się zarzutów, heretyk miał być przekazany sądowi świeckiemu, który ustalał stosowny wymiar kary. Oznaczało to, że wymiar kary i jej wykonanie należały do władzy świeckiej. Władcom, którzy ociągaliby się w zwalczaniu herezji groziła ekskomunika, zaś na ich posiadłości miałby być nałożony interdykt, a ich poddani zwolnieni byliby z przysięgi posłuszeństwa względem nich.



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u