A.D.: 25 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Katarzyna, Erazm, Klemens

Patriota.pl

Nietolerancja polega na uznaniu za aksjomat prawdy politycznej,
rodzinnej, prawdy społecznej i prawdy religijnej – prawd pierwszych i świętych,
które nie podlegają dyskusji.
Juan Donoso Cortés, Cartas de Paris à „El Heraldo”

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Przeciw politycznej impotencji, czyli Carl Schmitt a rewolucyjny konserwatyzm

Drukuj PDF

Tags: Dogma | Fundament

Koncepcja podziału na wroga i związanego z nim konfliktu jest – zdaniem Schmitta – stanem nieuniknionym. Niemiecki prawnik występuje przeciw liberalnym wyobrażeniom konsensusu, który opierać się ma na "odpolitycznieniu, neutralizacji i zdemilitaryzowaniu" i nie wprowadza rozróżnienia między stanem pokoju i wyjątkowym. Wieczne dyskusje (koncentrują się w parlamencie) osłabiają autorytet władzy, a prawo pozytywne związuje jej ręce. Schmitt podzielał poglądy Hobbesa i de Maistre'a na temat złej natury człowieka. Znany jest jednominutowy wykład "koronnego prawnika": "Adam i Ewa mieli dwóch synów Kaina i Abla, Kain zabił Abla i tak zaczęła się historia świata, i ta historia jeszcze się nie skończyła".

Dnia 5 sierpnia 1919 roku niemieckie Zgromadzenie Narodowe uchwaliło w Weimarze konstytucję państwa formalnie nazwanego Rzeszą, a znanego powszechnie jako Republika Weimarska. Ustawa zasadnicza wprowadzała mechanizmy znane francuskiej demokracji parlamentarnej, czerpała też z doświadczeń ustrojowych Stanów Zjednoczonych. Konstytucja ta jest uznawana za jedną z najbardziej demokratycznych w okresie międzywojennym, jest jednocześnie jednym z najbardziej liberalnych aktów ustrojowych w historii narodu niemieckiego.

Praktyka konstytucyjna odbiegała od przewidywań z Weimaru. Do 1923 r. władzę sprawowały rządy oparte na koalicjach większościowych, a prezydent pełnił rolę de facto mediacyjną. Objawiły się jednak pierwsze symptomy kryzysu demokratycznych procedur, formułowane koalicje były bardzo słabe – przez co dochodziło do częstych przesileń rządowych. Lata do 1930 r. były okresem rządów mniejszościowych i tworzenia się negatywnej większości – parlamentarna opozycja złożona przede wszystkim z komunistów i sił skrajnie prawicowych nie była w stanie stworzyć konstruktywnej alternatywy wobec rządu, radykałowie porozumiewali się jednak przeciw opcjom umiarkowanym. Osłabianie faktycznej pozycji rządu szło w parze z równoczesnym wzrostem roli głowy państwa. W latach 1930 – 1933 ciężar prowadzenia polityki został przeniesiony na prezydenta, którym został Paul von Hindenburg, monarchista, przeciwnik rządów parlamentarnych i zwolennik silnej władzy centralnej[1].

System polityczno-prawny będący skutkiem przegranej wojny z lat 1914 - 1918 nie zyskał uznania w szerokim gronie polityków, żołnierzy, publicystów i – co za tym idzie – ogółu społeczeństwa niemieckiego. Niezadowolenie wzmacniały dodatkowo: ciężkie warunki pokojowe narzucone Niemcom w Wersalu i trudna sytuacja ekonomiczna (narastająca od 1923 r. hiperinflacja). Republika osłabiana była przez działanie "radykalnych żywiołów" – środowisk komunistycznych (np. powstanie w Hamburgu w 1923 r.) i nacjonalistycznych (pucz Kappa z 1920 r. i nieudany pucz monachijski trzy lata później), które dążyły do likwidacji systemu demokratycznego[2]. W roku 1929 światowy kryzys gospodarczy dotarł do Niemiec[3].

Poza rozczarowaniem wynikiem wojny, słabością systemu parlamentarnego i załamaniami gospodarczymi jedną z najważniejszych przyczyn ostatecznego upadku Republiki Weimarskiej był stosunek ówczesnych niemieckich elit intelektualnych do demokratycznego państwa ukonstytuowanego w Weimarze. Powiedzieć, że nie udzielili poparcia państwu demokratycznemu – to zbyt mało, przypuszczono bowiem frontalny atak na jego instytucje, zasady i wartości. Początek Republiki (lata 1918 - 1919) uznano za "rewolucję parweniuszy", "rewolucję podłości, głupoty i zdrady", a samo państwo nazywano "bękartem Traktatu Wersalskiego", "politycznym eunuchem" albo "francuskim protektoratem". Dla Oswalda Spenglera system powstały w Weimarze był "fasadą, za którą kryje się dyktatura związków zawodowych" i jednocześnie "zarządcą masy upadłościowej Rzeszy Niemieckiej", Friedrich Georg Jünger postrzegał je jako "społeczeństwo zorganizowane jako państwo, w którym parlament jest organem partyjnej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością"[4].

***

Pod pojęciem doktryny rozumie się uporządkowany zbiór wartości i celów, który uzasadnia działania polityczne wskazując również praktyczne sposoby realizacji określonych poglądów w oznaczonym czasie i przestrzeni[5]. Zbiór wartości i celów, o którym mowa w poniższej pracy – czyli doktryna konserwatywnej rewolucji (konservative Revolution), powstał w kręgach niemieckich warstw inteligenckich o nastawieniu antydemokratycznym i nacjonalistycznym pod koniec pierwszej wojny światowej[6].

Źródeł tej postawy ideologicznej należy doszukiwać się w ubiegłym stuleciu, kiedy to w opozycji do wydarzeń rewolucji francuskiej i jej konsekwencji, rozwijały się podstawowe założenia myśli konserwatywnej. Stąd właśnie w literaturze rewolucyjny konserwatyzm (dla odróżnienia go od doktryn zachowawczych dziewiętnastego stulecia) bywa zamiennie określany jako neokonserwatyzm[7].

Mówienie o konserwatyzmie jest o tyle trudne, że nie istnieje jedna powszechnie uznana definicja tej postawy ani nawet wyróżniona grupa cech, które powinny być spełnione, by określone postawy polityczne uznać za konserwatywne[8]. W literaturze podkreśla się również odmienne poglądy na konserwatyzm w zależności od kręgu kulturowego i doświadczeń historycznych (jako przykład wskazać można zupełnie różne pojmowanie konserwatyzmu w kulturze anglosaskiej – jako postawy pragmatycznej i zachowawczej, niechętnej gwałtownym zmianom, charakteryzującej się przywiązaniem do tradycji i sprawdzonych już instytucji oraz konserwatyzmu kontynentalnego, uwarunkowanego rewolucją 1789 roku, który utożsamiany jest przede wszystkim z zanegowaniem idei oświeceniowych: liberalnych, egalitarnych, demokratycznych, laickich). Postawa konserwatysty anglosaskiego (nie tylko angielskiego, ale i amerykańskiego) powinna zostać zaklasyfikowana chyba bardziej jako postawa "liberalno-prawicowego dżentelmena" niż np. konserwatysty we francuskim znaczeniu[9]. Twierdzą tak też amerykańscy badacze, np. Robert Nisbet[10] i Irwing Kristol.

Przyjmując pogląd jednego z najbardziej znanych konserwatystów anglosaskich, profesora filozofii w Uniwersytecie Londyńskim Rogera Scrutona, konserwatyzm definiuje się najogólniej jako "światopogląd społeczno-polityczny, który wyrasta z pragnienia zachowania istniejącego stanu rzeczy uznawanego za dobry stan w sam w sobie, lepszy od najbardziej prawdopodobnych alternatyw bądź przynajmniej za bezpieczny, znany, budzący zaufanie i sympatię"[11]. Roger Scruton dodaje jeszcze, że konserwatyzm "ze swej istoty jest pragmatyczny i lokalny, niechętnie podejmuje zakrojone na wielką skalę rozwiązania i często gotów jest przyznać, że istnieją problemy i trudności, którym nie są w stanie zaradzić działania wyłącznie polityczne", preferuje rozwiązywanie konkretnych problemów dzięki tradycyjnym ("odziedziczonym") instytucjom i w ramach państwa prawa. Podkreśla też potrzebę zróżnicowania instytucji rządowych i decyzyjnych[12]. Przy formułowaniu definicji konserwatyzmu, należy też odróżniać idee konserwatywne od tzw. postawy konserwatywnej (czyli postawy niechętnej zmianom – co w sytuacji Europy pooświeceniowej zdaje się być występowaniem w obronie instytucji wrogim konserwatystom np. demokracji).

Biorąc pod uwagę silne zabarwienie ideologiczne europejskiego kontynentalnego konserwatyzmu, jest on czymś innym niż tylko Burke'owska "skłonność do zachowania przy równoczesnej możliwości ulepszenia"[13]. Dla francuskiego, niemieckiego, włoskiego, czy niemieckiego konserwatysty wydarzenie rewolucji francuskiej oraz jej skutki są powodem przez które samo conservare nie wystarczy. Porządek społeczny sprzed 1789 r. nie zostanie przywrócony, a porewolucyjny "ład" nie zginie przez samą zachowawczość...

Jak wskazuje Adam Wielomski, termin "konserwatywna rewolucja" nie był znany w okresie międzywojennym[14]. Do naukowego obiegu wprowadził go Armin Mohler w 1950 roku w książce Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918 - 1932 (Die konservative Revolution in Deutschland 1918-1932). Inny pogląd przedstawia M. Maciejewski twierdząc, że termin pojawił się w XIX wieku, sami przedstawiciele używali tego określenia dla opisu swych postaw[15]. Za drugim stanowiskiem zdaje się przemawiać cytat przedstawiony w końcu niniejszej części[16].

Co ciekawe, upowszechniło się sądzić, że mianem konserwatywnej rewolucji opisywać można ruchy i postawy osób tylko w ówczesnej Republice Weimarskiej. Mohler tymczasem wyraźnie stwierdzał, że nie jest ona jedynie przypadkiem niemieckim, a można stosować go do innych gwałtownych i agresywnych nurtów kontrrewolucyjnych o zabarwieniu nacjonalistycznym lub socjalnym. Podobne zjawiska wystąpiły w dwudziestoleciu międzywojennym we Francji, Hiszpanii, Włoszech i Rumunii (nazywano je mianem "wywrotowego konserwatyzmu" albo "restauracji rewolucyjnej")[17].

Jedną z najważniejszych kwestii, która winna być podkreślona poruszając kwestię rewolucyjnego konserwatyzmu, jest niejednorodność ruchu. Nauka wyróżniła kilka grup: ruch nacjonalistyczno-rasistowski (Volkische), młodokonserwatyzm (Jungkonservatismus), kierunek narodowo-rewolucyjny (Nationalrevolutionare), nurt "związkowy" (Bundische) i radykalny ruch chłopski (Landvolkbewegung)[18]. Wrocławski germanista W. Kunicki wprowadza nieco inną klasyfikację, dzieli rewolucyjnych konserwatystów na: narodowych rewolucjonistów, rewolucyjnych reformatorów, młodokonserwatystów oraz ruch młodzieżowy[19].

Do rewolucyjnych konserwatystów zalicza się kilkudziesięciu pisarzy, publicystów, poetów, naukowców. Prezentowali odmienne poglądy na konkretne rozwiązania, ich postulaty nie stanowiły jednej zwartej koncepcji ideologicznej. Założenia były jednak wspólne. Podstawowym stała się negacja "rzeczywistości zastanej" (będącej zaprzeczeniem "rzeczywistości prawdziwej" hierarchicznego świata feudalnego)[20]. Mówiąc o neokonserwatyzmie, należy wskazać na wspólne elementy ideologiczne nie pozytywne, ale negatywne. Jak wskazuje polski badacz: "niemiecki neokonserwatyzm po I wojnie światowej nie stanowił bowiem w pełni jednorodnego prądu doktrynalnego, mimo że poglądy wszystkich niemal jego przedstawicieli opierały się na kilku wspólnych założeniach (...) można wskazać na takie znamienne dla całej ideologii rewolucji konserwatywnej elementy, jak antymodernizm, antyliberalizm, antyparlamentaryzm, kult siły i walki, koncepcja rządów autorytarnych, solidaryzm społeczny. W poszczególnych kwestiach politycznych i ustrojowo - prawnych występowały jednak między twórcami omawianej doktryny różnice stanowisk"[21]. Neokonserwatystów łączyła niechęć do demokratycznego systemu Republiki Weimarskiej i chodziło tu o łączność nie tyle organizacyjną, tylko ideologiczną[22].

Warto podkreślić tu, iż stosunek niemieckich konserwatywnych rewolucjonistów do narodowego socjalizmu jest kwestią złożoną i będącą przedmiotem wielu publikacji o charakterze naukowym i publicystycznym. Franciszek Ryszka określa twórczość neokonseratystów "literaturą prefaszystowską"[23]. Faktem jest, że stanowisko negacji Weimaru było zjawiskiem szeroko spotykanym w niemieckim społeczeństwie, niezależnie od grupy – czy byli to intelektualiści, wojskowi, czy też drobnomieszczaństwo. Stosunek neokonserwatystów do Hitlera jest raczej kwestią indywidualnych wyborów danego myśliciela. Carl Schmitt znalazł się w grupie współpracujących z reżimem, inni (w tym wielu wybitnych przedstawicieli ruchu – np. Ernst Niekisch albo bracia Ernst i Friedrich Georg Jünger) odmówili poparcia Hitlera.

Cechą charakteryzującą rewolucyjny konserwatyzm stała się nie tylko ideologia anty-Weimaru, ale i forma głoszonych teorii. Neokonserwatyści szokowali, ostentacyjnie podkreślali skrajność, ich radykalizm miał przytłoczyć adresata haseł. Badacze zwracają uwagę na trudności w badaniu doktryny rewolucji konserwatywnej wywoływane dynamiką i ekspresją, łączeniem wulgaryzmów z napaściami słownymi i z poetyckimi obrazami i odwołaniami filozoficznymi[24]. Język neokonserwatystów stał się bronią skierowaną w otaczający świat masowego humanitaryzmu (jak określił to Ernst Jünger: "humanitarne nieludzkie zakłamanie, obciążające naszą epokę bardziej niż użycie gazów bojowych"[25]) i liberalizmu. Demokracja, w której przyszło im głosić polityczne hasła pozostawiała przestrzeń, która nie wystarcza – podejmując walkę na warunkach demokratycznych "adwokatów, gazetowych pismaków, mówców, szarlatanów i gromad ćwierćinteligentów" neokonserwatyści skazywaliby się na porażkę lub – co gorsza – kolaborację. Dawny wojownik nadał już sobie wyrazisty profil polityczny przez ciągły kontakt z niebezpieczeństwem, a współcześnie musi szykować się do działań poza liberalno-demokratycznym porządkiem, którym gardzi nie widząc w nim miejsca dla siebie. Jak wykrzyknie w końcu autor W stalowych burzach: "Lepiej być przestępcą niż wykonawcą przestępczych praw!"[26]. Język i agresja słowna były wyrazem protestu wobec demokratycznej propozycji prowadzenia walki politycznej w ustalonych granicach. Przyjęcie warunków systemu byłoby wyrazem nie tylko bezsilności, ale zdrady myślenia w kategoriach albo - albo. A konserwatysta rewolucyjny nie zwykł chodzić na kompromisy.

Prawicowi intelektualiści niemieccy uważali zaostrzenie konfliktu (w tym i konfliktu na płaszczyźnie słowa) nie tylko za usprawiedliwione, ale naturalne – zgodne ze Schmittowskim pojęciem polityczności. Oto garść przykładów na radykalizm haseł "bojowników biwakujących w mieszczańskich pokojach" (jak określił siebie i swoich przyjaciół E. Jünger) – Friedrich Georg Jünger (z dumą przyjmujący określenie "Hunowie", którym angielska prasa okrzyknęła niemieckich żołnierzy podczas I wojny światowej) zapowiadał: "Wysadzimy Europę w powietrze, Scytów nazwiemy przyjaciółmi i z Tatarami wypijemy bruderszaft. Będziemy tańczyć na bożku porządku, bezczelnie z niego szydząc, a jego kapłanów Baal zaszlachtujemy nożem Daniela..."[27], "Naszym prawdziwym sojusznikiem nie jest świat pokojowej harmonii, ale świat dynamiki konfliktów. Rosja, kolorowe ludy, mniejszości, wielki kryzys – to są prawdziwi sojusznicy Niemiec. (...) Niemcy są organizatorem walki powszechnej, centrum irredenty oplatającej świat. Są silniejsze od Rosji, gdyż ich broń jest twardsza, ostrzejsza, bardziej tnąca. Pochwalony niech będzie mąż stanu, który jako pierwszy zrobi z niej użytek"[28]. Jego brat doda, że "demokracja jest systemem, w którym grabarze kopią sobie groby", a "kanalie piszą w gazetach, których styl dopasowany jest do smaku zarządców burdeli"[29]. Z kolei "ten, kto w przyszłości jeszcze raz użyje w odniesieniu do nas śmiesznego i pożałowania godnego kosmopolitycznego filistra określenia 'naród poetów i myślicieli', ten winien zostać skazany za zdradę ojczyzny"[30].

Agresja i radykalizm konserwatystów rewolucyjnych związany był z określeniem wroga. Dla Spenglera, Jüngerów, Niekischa i Schmitta głównymi wrogami nie byli (jak mogłoby się wydawać po przeanalizowaniu osi politycznego podziału na lewicę – prawicę) komuniści, anarchiści, czy socjaliści. Totalnym wrogiem był wróg de facto pozapolityczny – mieszczanin niezaangażowany, pozbawiony wyraźnych poglądów, który nie przejawia zainteresowania wielkimi ideami. Niechęć do bezideowej masowości, której wyrazicielem był ówczesny mieszczanin, będzie później jedną z głównych przyczyn pozostawania wielu neokonserwatystów poza ruchem nazistowskim. Hitler oceniany był przez nich, jako "przedstawiciel demokratyczno-liberalnego dekadentyzmu"[31], a faszyzm jako "bez wątpienia nic innego jak późne stadium liberalizmu, uproszczona i skrócona procedura, niejako brutalna stenografia liberalistycznej konstrukcji państwowej"[32] (F. G. Jünger).

Negacja miała też charakter w pewnym stopniu irracjonalny, na neokonserwatystów silne wpływy miała filozofia życia (szczególnie jej Nietsche'ański nurt). Niepotrzebne były naukowe teorie i analizy, dosadne tezy stawiano a priori. "Rozwój intelektu dokonuje się kosztem ogólnoludzkiej substancji", co prowadzi do "powszechnej niwelacji i wulgaryzacji stylu"[33]. Najlepiej stosunek rewolucjonistów konserwatywnych do otaczającego świata wyraża maksyma Hansa Zehrera: "System niech sobie nawet będzie dobry, ale my go wcale i tak nie chcemy. Żaden argument nie jest w stanie nas przekonać"[34].

Zwrócić uwagę należy na różnice występujące między radykalnym konserwatyzmem a rewolucyjnym. Dla dziewiętnastowiecznych konserwatystów radykalnych rewolucja francuska również wydawała się złem, które zniszczyło stary dobry świat oparty na porządku symbolizowanym przez hierarchię, autorytet władzy państwowej symbolizowany przez monarchę i religii katolickiej spajającej wszystkie grupy społeczne. Oświeceniowa zmiana byłą dla nich "dziełem szatana", "grzechem", "zstąpieniem Antychrysta"[35], "czystą nieczystością"[36]. Konserwatyzm radykalny jest ruchem skrajnego pesymizmu i smutku wywołanego przewrotem roku 1789. Powoduje wycofanie się z polityki jego najwybitniejszych przedstawicieli (jak sugestywnie przedstawia to Wielomski: "de Maistre popada w millenarystyczny mistycyzm, wierząc w zbliżającą się paruzję Chrystusa, który zstąpi ponownie na ziemię, aby uratować porządek prawdziwy za pomocą bezpośredniej interwencji sił nadprzyrodzonych. La Mennais, kierując się odrazą i nienawiścią do świata liberalnego, a będąc świadomym fiaska restauracji, postanawia znaleźć przeciwko triumfującemu liberalizmowi nowego sojusznika, (...) przeciwstawia rewolucji liberalnej rewolucję antyliberalną, czyli socjalizm. Bonald zaś, na widok triumfującej rewolucji lipcowej, wycofuje się z polityki, zamyka w bibliotece i z nostalgią wspomina czasy, gdy na ziemi panowała prawdziwa rzeczywistość"[37].

W przypadku neokonserwatystów, pozytywny stosunek do dawnego ustroju nie powodował bezsilnej apatii i bierności. Rewolucyjny konserwatysta wcale nie chciał działać lub zaniechać w celu konserwowania. On rzucał wyzwanie współczesnemu światu liberalnemu, chciał go zniszczyć i poniżyć. Jednak, gdy to już nastąpi, nie zamierzał przywracać dawnego porządku z monarchami, dworami i szlacheckimi balami. Neokonserwatyści zdawali sobie sprawę, że świat ten już minął i nieskuteczna byłaby próba odbudowania go w dawnym kształcie. Konserwatywny rewolucjonista nie głosił panegiryków na cześć świata przedrewolucyjnego, on przede wszystkim poddawał totalnej krytyce demokrację polityczną z wszystkimi jej instytucjami i zasadami. Interesowała go nie  przeszłość, ale teraźniejszość i przyszłość. "Konserwatysta nie tylko żyje w przyszłości jak ktoś, kto wierzy w postęp i nie tylko w przeszłości jak reakcjonista – żyje w teraźniejszości, w której, na ile stanowi spełnioną teraźniejszość, jednoczą się przeszłość i przyszłość"[38]. Pragnie gwałtownym przewrotem poddać delegitymizacji system. Przewrót ten nazywa "rewolucją przeciwko rewolucji", "destrukcją destrukcji", "rewolucją narodową", "rewolucją ładu", "rewolucją tradycjonalistyczną", lub "insurekcją ładu", "rewolucją z prawa"[39].

Mówiąc o konserwatywnej rewolucji niezbędne wydaje się wspomnienie o swoistym "klimacie epoki", którego symbolem stała się wizja przedstawiona przez Oswalda Spenglera[40], guru skrajnej prawicy niemieckiego dwudziestolecia wojennego. Jego, napisana w 1917 r., książka Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii uniwersalnej, utrzymana w tonie katastroficznym, była obrazem umierającej – zdaniem autora – kultury zachodniej (europejsko-amerykańskiej), do czego doprowadziły m.in. nowe idee (demokracja, egalitaryzm, tolerancja i humanitaryzm). Idee te, będące przejawem cywilizacji (którą Spengler przeciwstawiał kulturze) powodują egoizm, lenistwo, słabość. Człowiek kultury był jednostką stale kontemplującą swój byt, w której centrum zainteresowania leżały prawdziwie wielkie idee. Człowiek cywilizacji nie jest tym zainteresowany, prowadzi działania w celu podporządkowania sobie przyrody (człowiek kultury był nią zafascynowany i żył z nią w zgodzie), czerpania zysków doczesnych. Gardzi dobrami duchowymi i nie podejmuje rozmyślań nad wartościami. Jest racjonalny i pragmatyczny, odrzuca religię. Spengler polemizował z dominującą wówczas teorią, iż dzieje są postępem prowadzącym do polepszenia warunków bytowania i rozwoju kultury. Zdaniem autora Zmierzchu Zachodu... historia udowodniła, iż kultury rodziły się, rozwijały i ostatecznie upadały, a wydarzenia współczesne nie są niczym nowym. To wszystko już było – Europa weszła w fazę schyłku i jest to proces nieodwracalny. Systemem politycznym sankcjonującym triumf "barbarzyńców" jest demokracja liberalna oparta na permisywizmie prawnym i moralnym.

Książka niemieckiego filozofa stała się jedną z najbardziej wpływowych książek XX wieku, jednocześnie – jedną z najbardziej pesymistycznych. Chociaż piszący w pierwszych dekadach wieku dwudziestego o kryzysie Spengler nie był jedynym autorem wywołującym katastroficzne wizje (innymi byli np. Ortega y Gasset w Hiszpanii, Arnold Toynbee w Anglii, Mikołaj Bierdiajew i Pitirim Sorokin w Rosji, czy polscy autorzy: Florian Znaniecki i Marian Zdziechowski), Zmierzch zachodu... przedstawiał najbardziej mroczne wyobrażenie przyszłości. Upadek (który co prawda – może trwać setki lat – do momentu aż inna, młoda kultura zada "cios łaski"[41]) według Spenglera jest procesem, który się już rozpoczął, nie ma od niego odwrotu.

Przeżyciem inicjującym dla rewolucjonistów konserwatywnych była wojna. Dzięki niej uświadomili sobie postęp techniki, która uniemożliwia już powrót do mentalności i świata przedindustrialnego. Z drugiej strony, wojna stanowiła chwilę próby dla narodu. Mobilizacja zastąpiła umowę, dyscyplina mieszczańskie rozprężenie, a hierarchia stopni wojskowych demoliberalny egalitaryzm. Zagrożenie uzasadniało odejście od demokratycznego procesu decyzyjnego na rzecz autorytarnego decyzjonizmu, a sama walka wymagała ofiar. Na froncie ukazała się w pełni hipokryzja świata współczesnego – racjonalizm i humanitaryzm stały się pustymi frazesami. Wojna była dla nich krwawym, bolesnym, strasznym, pełnym emocji, ale właśnie dlatego (zgodnie z filozofią życia) życiem prawdziwym. Polityka odzyskała postać najczystszą – w jednym okopie "my", naprzeciw – "oni".

Zdecydowana negacja demokracji wymagała od ideologów rewolucji konserwatywnej przedstawienia koncepcji ustroju politycznego, który mógłby być dla niej alternatywą. Chcąc być konsekwentnymi, neokonserwatyści wskazać musieli wizję lepszych rządów – w ich mniemaniu – od ludowładztwa. Popularnością cieszyły się teorie autorytarne. Mówiąc o rewolucyjnych i radykalnych konserwatystach, należy poddać krytyce sensowność wprowadzania dodatkowego wyróżniania tzw. decyzjonistów wśród przedstawicieli ruchu konserwatywnego w historii[42]. Przyjmując jedną z zasad logicznego podziału – jego rozłączność – wyróżnienie dodatkowo decyzjonistów powodowałoby trudność przypisania do któregoś z ruchów konserwatywnych Carla Schmitta, którego koncepcje są typowymi dla decyzjonizmu, a jego postawa mieści się jednocześnie w kategoriach niemieckiej rewolucji konserwatywnej[43]. Carl Schmitt, którego zachowawczość i negatywny stosunek do Republiki Weimarskiej i demokracji w ogóle nie mogą budzić wątpliwości (co już pozwala zakwalifikować niemieckiego profesora do rewolucjonistów konserwatywnych), był jednocześnie wybitnym kontynuatorem Juana Donoso Cortesa. Sam Wielomski (który wprowadza rozróżnienie na rewolucję konserwatywną i decyzjonizm zaliczając niemieckiego prawnika do drugiego nurtu) zauważa, że wołanie o wodza jest jedną z cech rewolucji konserwatywnej[44]. Decyzjonizm jest doktryną prawno-polityczną postulującą rządy suwerena, która zostanie przyjęta przez wielu neokonserwatystów. Te dwa sposoby myślenia nie wykluczają się, co więcej – nie są konkurencyjne wobec siebie. Carl Schmitt był z jednej strony – neokonserwatystą, z drugiej natomiast – propagatorem decyzjonizmu. Pogląd taki jest zresztą zgodny z opiniami prezentowanymi m.in. przez M. Maciejewskiego, W. Kunickiego, M. Cichockiego, R. Wolina[45] i innych autorów polskich i zagranicznych[46]. W taki też sposób zaklasyfikowany zostanie Carl Schmitt w poniższej pracy – jako decyzjonista w środowisku rewolucyjnych konserwatystów[47].

Kim byli rewolucyjni konserwatyści? A. Wolff-Powęska widzi w nich "intelektualistów pokolenia frontowego urodzonych na przełomie XIX i XX wieku, którzy mieli jednego wspólnego wroga – liberalną demokrację". Zwraca uwagę na głoszoną przez nich "anarchię serc", ich tęsknotę za trwałymi więziami oraz krzyk przeciw gwałtownej modernizacji i bunt przed nieznanym[48]. Historyk wskazuje, że: "idee usprawiedliwiające najwyższe poświęcenie dla ojczyzny nie miały nic wspólnego z szowinizmem, a ich twórcy należeli do przegranych "rewolucji" 1933 roku, to jednak ich myśli wykorzystywane były w programie nazistów"[49].

Podsumowując rozważania o zjawisku rewolucyjnego konserwatyzmu, należy oddać głos jednemu z jego przedstawicieli (E. J. Jung): "Konserwatywną rewolucją nazywamy ponowne przywrócenie szacunku dla wszystkich elementarnych praw i wartości, bez których człowiek gubi więź z Bogiem i naturą i nie jest w stanie zbudować prawdziwego ładu. Miejsce równości zajmuje wewnętrzne wartościowanie, miejsce instynktu społecznego sprawiedliwe włączenie się w zhierarchizowane społeczeństwo, miejsce biurokratycznego przymusu wewnętrzna odpowiedzialność prawdziwego samozarządzania, miejsce masowego szczęścia prawo osobowości narodu"[50].

***

Nie sposób zrozumieć filozofii politycznej Carla Schmitta bez podkreślenia jego głębokiego katolicyzmu i wychowania w rodzinie o konserwatywnych przekonaniach. Carl Schmitt urodził się 11 lipca 1888 roku w Plattenbergu. Po dziewięćdziesięciu sześciu latach, po opuszczeniu kościoła[51], umrze tam zgorzkniały, „skompromitowany” politycznie i wykluczony ze środowiska akademickiego. Pozostawił kilku uczniów (którzy – w przeciwieństwie do swego mistrza – nie mieli problemu z pracą uniwersytecką po 1945 r. pomimo zaangażowania politycznego w okresie hitlerowskiej dyktatury) oraz wielką rzeszę badaczy analizujących i rozwijających jego koncepcje prawne i politologiczne. Do końca życia tłumaczył swoje wsparcie udzielone narodowosocjalistycznej dyktaturze. Przyjmował też gości, którzy zainteresowani rozmową z "koronnym prawnikiem" odwiedzali posiadłość San Casciano[52] Carla Schmitta[53]. Podkreśla się wpływ niemieckiego teoretyka na poglądy takich myślicieli jak: Leo Strauss (któremu prawdopodobnie uratował życie rekomendując go na wyjazd na zagraniczne stypendium Rockefellera kilka lat przed antysemickimi prześladowaniami[54]), Jacob Taubes, Jacques Derrida, co ciekawe – szczególne zainteresowanie myślą Schmitta obserwuje się wśród współczesnych myślicieli lewicowych (Alain Badiou, Slavoj Zizek, Chantal Mouffe, Alexandre Kojeve, Joachim Schickel)[55].

Schmitt studiował prawo w Berlinie, Monachium i Strasburgu (wówczas niemieckim), interesował się teologią, filozofią, pisał artykuły z zakresu historii, krytyki literackiej, socjologii. Błyskotliwe teksty dały mu katedrę Uniwersytetu w Greifsweldzie, później Bonn, Wyższej Szkoły Handlowej w Berlinie[56], Kolonii. Podczas wojny światowej przebywał w wojsku krótko (wstąpił jako ochotnik w 1915 r.), wskutek wypadku wrócił na tyły. W latach dwudziestych Schmitt zbliżył się do kręgów radykalnej prawicy – nacjonalistycznej i konserwatywnej.

Carl Schmitt, jako profesor prawa Uniwersytetu w Kolonii, przystąpił do NSDAP pierwszego maja 1933 r. Otrzymał legitymację partyjną z numerem 2098860, co – zdaniem M. Lilla – symbolicznie świadczy, że nie został uznany za członka awangardy ruchu nazistowskiego[57]. Z drugiej strony, angażował się w politykę, jako nie tylko – uznany autorytet naukowy w dziedzinie prawa i nauk o polityce, ale i obrońca decyzji niemieckiego rządu przed Trybunałem Stanu[58]. Po kilkunastu tygodniach gazety obwołały niemieckiego profesora "koronnym prawnikiem" Trzeciej Rzeszy. Kariera Schmitta kwitła do 1936 r., gdy artykuły w organie SS "Schwarzes Korps" przedstawiły go jako nieautentycznie wyznającego ideologię narodowosocjalistyczną, przypominając działalność profesora przed przejęciem władzy przez Hitlera. Faktycznie, Schmitt w latach dwudziestych domagał się delegalizacji sił politycznych skrajnych, które – w jego przekonaniu – stanowiły zagrożenie dla stabilności państwa (chodziło o komunistów i narodowych socjalistów). Co więcej, jeszcze w 1932 r. Schmitt współpracował ze znienawidzonym przez nazistów Kurtem von Schleicherem (ostatnim kanclerzem Republiki) nad tajnym projektem delegalizacji NSDAP[59]. Po 1936 r. prawnik utracił stanowisko w pruskiej Radzie Państwa (która podobno cieszyła go "bardziej niż Nagroda Nobla")[60], członka Narodowosocjalistycznego Związku Niemieckich Prawników, przestał wydawać "Deutsche Juristen Zeitung".

Czy Carl Schmitt był zwolennikiem i orędownikiem budowy państwa totalitarnego? Czy był w ogóle nazistą, a jego poglądy na władzę państwową i politykę miały charakter faszystowski? Wydaje się, że bliższe prawdzie jest uznanie Schmitta za antyliberała i zwolennika autorytaryzmu[61]. Jeśli chodzi o postawę polityczną – Schmitt oceniany bywa jako koniunkturalista. Współpracował z władzą Republiki Weimarskiej przeciw Hitlerowi, by w kilka lat później stać się apologetą nazistowskiego programu i metod działania. Wymownymi przykładami moralnego upadku stały się, napisany w czerwcu 1934 r., artykuł Hitler broni prawa, w którym Schmitt dowodził, że noc długich noży była "w swojej istocie aktem najwyższej sprawiedliwości"[62] oraz antysemickie wystąpienia. Co ciekawe, częste są głosy w doktrynie wskazujące iż nawet skrajna antyżydowska postawa[63] była dowodem oportunizmu niemieckiego naukowca, ponieważ we wcześniejszych pracach Schmitta (sprzed 1933 r.) wątek antysemicki się nie przewijał[64]. Z drugiej strony, niektórzy znawcy twórczości Schmitta twierdzą, że jego życiowe wybory (intelektualna postawa i zaangażowanie polityczne) świadczą o wyjątkowej konsekwencji i jednoczesnym zagubieniu intelektualisty[65].  Może wydawać się to absurdalne – Schmitt domagający się delegalizacji NSDAP na gruncie prawa Republiki Weimarskiej, a później uzasadniający legitymację Adolfa Hitlera... R. Skarżyński wskazuje np., że w Der Huter der Verfassung Schmitt ocenia możliwości konstytucji z 1919 r. w kwestii wzmocnienia władzy Prezydenta. Schmitt powołuje się na art. 48 ust. 2 ustawy zasadniczej. Mogłoby dziwić, że prawnik czujący niechęć do myślenia w kategoriach pozytywistycznych (musi istnieć podstawa prawna dla decyzji politycznej) raz szuka uzasadnienia działania suwerena, innym razem – uważa, że suweren nie potrzebuje podstawy prawnej dla swych poczynań. W przypadku Der Huter der Verfassung Schmitt jest legalistą, ponieważ suweren działać ma w wytworzonym już ładzie politycznym (ładem politycznym jest tu Republika Weimarska). W przypadku natomiast Politische Theologie Schmitt formułuje teorię suwerena działającego w warunkach stanu natury, kiedy to decyzją trzeba wytworzyć dopiero ład polityczny. Rok 1933 przyniósł bowiem zmianę sytuacji faktycznej i nie można opierać się na dawnym porządku Weimaru. W takim rozumieniu, nawet późniejsze publikacje o wodzu broniącym prawa będą miały oparcie we wcześniejszych koncepcjach Schmitta o suwerenie jako twórcy nowego państwa i ładu. Takie ujęcie przemawia za tezą, iż decyzjonizm Schmitta był koncepcją zwartą, która "uzasadnia (legitymizuje) dyktaturę, ale i demokrację"[66].

Po wojnie Schmitta aresztowali najpierw Rosjanie, później Amerykanie, którzy próbowali postawić go przed norymberskim Trybunałem. Przez osiemnaście miesięcy przebywał w obozie dla internowanych, gdzie przesłuchiwano go – Rosjanom oświadczył, że "połknął bakcyla nazizmu, ale się nim nie zaraził", a amerykańskim śledczym, że "czuł nad Hitlerem intelektualną przewagę" i próbował narzucić mu inną interpretację narodowosocjalistycznych haseł[67]. Pytany o holokaust, stwierdził: "chrześcijaństwo ostatecznie też skończyło się wymordowaniem milionów ludzi"[68]. Odmówił też poddania się procesowi denazyfikacyjnemu i uzyskania certyfikatu poświadczającego odejście od poglądów nazistowskich. Jedną z ostatnich ważnych publikacji była praca z 1959 r. Tyrania wartości (Die Tyrannei der Werte), w której Schmitt konstatował, że wszelkie wartości są wymysłem "teologów, filozofów i prawników", którzy powołują się na nie, by uprawomocnić swoje istnienie[69]. Żadna z europejskich uczelni nie odważyła się zatrudnić niemieckiego profesora. Jego postawa polityczna i życiowe wybory oceniane są, przez określone środowiska, jednoznacznie negatywne, ponieważ wskazuje się także, iż były one efektem świadomego opowiedzenia się przeciw współczesnemu grzechowi – według Schmitta – demokracji liberalnej. M. Lilla wskazuje, że "to, że Carl Schmitt nigdy nie uważał swojej decyzji poparcia nazistów za coś więcej niż błąd taktyczny, w zupełności się zgadza z jego teologią polityczną. Jego uromantycznienie instytucji katolickich, pochwała Mussoliniego, próby ocalenia demokratycznej legitymizacji przed legalizmem systemu Republiki Weimarskiej i jego praca na rzecz Hitlera – mimo że niespójne, odzwierciedlają gotowość popierania wszelkich sił, które mogły walczyć z zeświecczoną, liberalną epoką. Raz po raz opisuje siebie jako katechona – używając greckiego określenia, które święty Paweł stosował wobec siły powstrzymującej Antychrysta aż do powtórnego przyjścia"[70].

Podstawą prawnych koncepcji Schmitta jest rozróżnienie Konstytucji, jako Verfassung, oraz prawa konstytucyjnego czyli Verfassunggesetz. Konstytucja jest, zdaniem niemieckiego jurysty, tradycyjnym, prawdziwym porządkiem prawno-politycznym danego państwa (w przypadku Niemiec jest to niedemokratyczny system cesarski), utrwalonym przez wieki doświadczeń, charakter wspólnoty narodowej i religię. Przy takim założeniu, prawo konstytucyjne (czyli konstytucja i ustawy Republiki Weimarskiej) jest zaledwie zespołem przepisów, których doniosłość jest zdecydowanie mniejsza niż Konstytucji. Prawo konstytucyjne jest tworzone przez ludzi i ich instytucje, może być przez ludzi zmienione i stać się nawet narzędziem rewolucji. Współczesne konstytucje (jako elementy prawa konstytucyjnego) wprowadzają podział władzy i jej związanie prawem, co – zdaniem Schmitta – odbiera władzy państwowej przymiot suwerenności[71]. Myślenie takie, według niemieckiego profesora, charakterystyczne jest dla dominującej liberalnej teorii konstytucjonalizmu, gdzie władza została poddana została procesowi racjonalizacji – powołana jest po to, by realizować określone zadania i tylko te zadania. Zadania te wyznaczone są nie przez suwerenną władzę, ale przez umowę wolnych i równych jednostek. Jednostki te są w założeniu rozumne, co pozwala im artykułować swoje cele i powołać władzę te cele realizującą. W konsekwencji władza ta jest ograniczona, jest "ukonstytuowana przez społeczeństwo" i pozostaje "na służbie społeczeństwa"[72]. Konstytucjonalizm jest więc dla Schmitta nie do pogodzenia z tradycyjną suwerennością. Poza tym, konstytucja liberalnego państwa prawa jest efektem kompromisu partii i stronnictw i innych grup politycznych, które nie mają władzy ani autorytetu. Kompromis taki jest nietrwały. Konflikt sił politycznych doprowadzić może do podważenia konsensusu i w konsekwencji do rozpadu państwa[73]. Konstytucja powinna opierać się na woli podmiotu o trwałym bycie politycznym, który faktycznie kreuje stabilny porządek prawny na określonym obszarze. Schmitt przeciwstawiał liberalne państwo prawne i jego konstytucje (charakteryzowały je: szeroka sfera praw i wolności jednostki, ograniczona i podzielona władza działająca tylko na podstawie prawa, utożsamianie prawa z ustawą, a normy z zasadą ogólną i abstrakcyjną)[74] państwu władzy suwerennej, która zdolna jest podjąć decyzję w sytuacji wyjątkowej. Bez koncentracji władzy przez suwerena w chwili kryzysu państwo nie przetrwa. Demokracja liberalna odbiera możliwość decydowania i wprowadzania stanu wyjątkowego, co skończyć się może bellum omnium contra omnes...

Kwestią istotną (a niedostrzeganą do niedawna w polskiej literaturze polityczno-prawnej, co rodzić mogło pewne nieporozumienia) jest interpretacja najbardziej znanej maksymy Schmitta: Souveran ist, Wer uber den Ausnahmezustand entscheidet, co powszechnie tłumaczone jest: "suwerenem jest ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym". Wydaje się to tłumaczeniem błędnym i nie do końca zgodnym z filozofią konserwatywnego prawnika. Systemy prawne współczesnych państw opisują bowiem procedurę i przesłanki wprowadzania stanów wyjątkowych, a podmiot do tego powołany nie musi być Schmittowskim suwerenem. Stan wyjątkowy u Schmitta nie jest stanem wyjątkowym przewidzianym przez konstytucje (np. stanem klęski żywiołowej lub stanem wojennym). Jest to moment, którego ustrojodawca nie zdefiniował, nie opisał, w ogóle nie przewidział. Przekonujące wydaje się być bardziej dosłowne tłumaczenie niemieckich pism Schmitta mówiące nie o "stanie wyjątkowym", ale "stanie nienazwanym", "stanie poza nazwą", czy "stanie bez nazwy"[75]. Suweren (którym w sytuacji kryzysu może okazać się osoba inna niż wskazany przez prawo podmiot: monarcha, prezydent, szef rządu)[76], decyduje i z tej (i tylko tej) racji jest suwerenem. Ze względu na umiejętność podjęcia decyzji władza suwerena jest legitymowana. Dla jej ważności i skuteczności niepotrzebna jest podstawa prawna, decyzja polityczna stoi ponad obowiązującą normą. To właśnie decyzja suwerena unieważnia system prawa, a prawo pozytywne nie unieważnia decyzji. Decyzja ta jest niczym cud dokonywany przez Boga na ziemi. Tak jak Stwórca zbudował porządek natury, który może być przez niego naruszony w dowolnej chwili dzięki nadzwyczajnej interwencji, tak ziemski odpowiednik Boga – suweren zawiesza prawo w państwie. Nic dziwnego, że jedną z najczęściej pojawiających się myśli w pracach Schmitta jest zdanie: "wyjątek ukazuje jasno istotę władzy państwowej", "wyjątek jest bardziej interesujący niż zasada – zasada nie dowodzi niczego, wyjątek dowodzi wszystkiego". Stąd silna krytyka pozytywizmu (również koncepcji państwa Hansa Kelsena), który opisuje państwo przez pryzmat zasad jego działania (norm abstrakcyjnych i ogólnych), a nie dostrzega sytuacji kryzysu. Prawny pozytywizm absolutyzuje przepisy i normy, lekceważąc decyzję władzy w chwili niebezpieczeństwa.

Poza pracami z zakresu prawa konstytucyjnego, Schmitt dał się poznać jako spostrzegawczy teoretyk polityki, którego koncepcja istoty polityczności przeszła do historii. Polityczność dla Schmitta nie ma definicji ani desygnatów – jest pewną egzystencjalną właściwością albo relacją[77]. "Rozróżnieniem specyficznie politycznym, do którego odnoszą się wszystkie polityczne działania i motywy, jest rozróżnienia między sojusznikiem i nieprzyjacielem"[78]. Trzeba podkreślić, że "nieprzyjaciel nie jest konkurentem lub przeciwnikiem w ogólnym znaczeniu tych słów, (...) w żadnym wypadku nie jest też jakimś osobistym wrogiem, którego darzy się uczuciami antypatii, lecz – przynajmniej potencjalnie, tzn. zgodnie z realną możliwością – walczącym o własną egzystencję ogółem ludzi, który stawia czoła ogółowi ludzi tego samego rodzaju. Nieprzyjaciel jest zatem wyłącznie wrogiem publicznym..."[79]. Schmitt zauważył, że umiejętne rozróżnienie wroga od sojusznika jest zawsze podstawą politycznego działania. Polityczność określa niebezpieczeństwo wybuchu konfliktu. Rewolucja lub wojna domowa jest uzewnętrznieniem polityczności, która doprowadzić może do zniszczenia zbiorowości. Konsekwencją polityczności w sferze zewnętrznej jest wojna między państwami. Polityka (przez którą Schmitt rozumie podejmowanie decyzji) jest wtórna wobec polityczności[80]. Podział my - oni dokonywany jest bez względu na różnice w kwestiach moralnych, estetycznych, czy ekonomicznych. Przeciwieństwo będące istotą polityczności wyraża "najwyższy stopień obcości, dysocjacji w stosunkach społecznych"[81], jest relację grup (zbiorowości) względem siebie, a nie jednostek. Relacja wrogości wystąpić musi na płaszczyźnie publicznej i implikuje ona powstanie swej antytezy – przyjaźni[82]. Dlaczego dane grupy występują wobec siebie jako wrogie? Zdaniem Schmitta, grupy wyznaniowe czy narodowościowe nie muszą występować wobec siebie jako nieprzyjazne podmioty polityczne, ale staną się względem siebie wrogie jeśli dokonają swojej samoidentyfikacji (połączy ich wspólna idea, cel) a na horyzoncie pojawi się inna grupa wyznająca inne wspólne wartości. Jej stosunek może być przyjazny albo nieprzyjazny, ale nieprzewidywalność rodzi stałą groźbę agresji i permanentną obawę przed nią. Polityczność nie oznacza ciągłej wojny, oznacza że cały czas istnieje jej ryzyko. Schmitt wskazuje, że – wbrew liberalnemu przekonaniu – stan pokoju jest krótki, zagrożenie wojną nigdy ostatecznie nie mija[83]. Wojny (domowe i międzypaństwowe) nie wybuchają z powodów różnic religijnych, ideowych czy ekonomicznych. Same różnice nie powodują konfliktu, pozwalają jedynie poczuć przynależność ludzi do określonych grup i poczuć jednocześnie ich odrębność wobec innych zbiorowości. P. Kaczorowski zauważa: "walczą ze sobą nie prawdy same, ale ludzie, którzy je głoszą, i nie walczą oni o ich prawdziwość, lecz o swój byt jako byt orędowników tych prawd, dążeń, interesów"[84]. Jeśli przeciwieństwo religijne, moralne, ekonomiczne lub etyczne jest wystarczająco silne, by pogrupować ludzi na wrogów i sojuszników – przeistacza się w spór polityczny[85]. W Der Begriff des Politischen Schmitt twierdzi, że w skrajnej sytuacji nawet pacyfiści głosząc hasła antywojenne byliby w stanie toczyć wojnę z nie-pacyfistami w imię pokoju[86].

Koncepcja podziału na wroga i związanego z nim konfliktu jest – zdaniem Schmitta – stanem nieuniknionym. Niemiecki prawnik występuje przeciw liberalnym wyobrażeniom konsensusu, który opierać się ma na "odpolitycznieniu, neutralizacji i zdemilitaryzowaniu" i nie wprowadza rozróżnienia między stanem pokoju i wyjątkowym. Wieczne dyskusje (koncentrują się w parlamencie) osłabiają autorytet władzy, a prawo pozytywne związuje jej ręce.

Schmitt podzielał poglądy Hobbesa i de Maistre'a na temat złej natury człowieka. Znany jest jednominutowy wykład "koronnego prawnika": "Adam i Ewa mieli dwóch synów Kaina i Abla, Kain zabił Abla i tak zaczęła się historia świata, i ta historia jeszcze się nie skończyła"[87].

Carl Schmitt jest jednym z najbardziej znanych krytyków liberalnej koncepcji państwa prawa i pozytywizmu prawniczego, które – jego zdaniem – ignorują prawdziwy porządek życia zbiorowego, a prawo sprowadzają do neutralnego ideologicznie aktu. "Koronny prawnik Rzeszy" wpisuje się w nurt realistycznego myślenia o polityce (jaka polityka jest, a nie jaką ludzie chcieliby ją widzieć), mając antenatów w osobach Machiavellego, Hobbesa i Donoso. Tezy głoszone przez Carla Schmitta odpowiadały niemieckim rewolucjonistom krytykującym demoliberalną formę państwa, jako niezgodną z niemieckim charakterem[88]. Co warto zaznaczyć – dominującym wątkiem w pracach Schmitta był nie naród, ale państwo. Wartością nadrzędną – przetrwanie państwa gwarantującego porządek zachowań społecznych na danym obszarze (a nie np. krew narodu, przetrwanie rasy, tradycja ancien regime itp.). Schmitt przedstawiał swe tezy w formie logicznego wykładu i naukowej analizy, a nie za pomocą radykalnych haseł (jak czynił to Ernst Jünger ze słynną konstatacją "nienawidzę demokracji jak zarazy").

Jak zostało już powiedziane, dla rewolucyjnych konserwatystów głównym wrogiem był niezaangażowany politycznie mieszczanin, symbol liberalnej demokracji, która dała mu szeroką sferę wolności prywatnej i nie nakładała obowiązków w sferze publicznej. Mieszczanie mogli być skupieni tylko na zarabianiu pieniędzy i przekonani o własnym niezaangażowaniu politycznym, ale stosując kryterium wroga i przyjaciela – uczestniczyli w realnym konflikcie o charakterze egzystencjalnym. Istota polityczności pozwalała neokonserwatystom niemieckim uznać ich za wroga walczącego o swój byt.

Jedno jest pewne – postać Schmitta jest nie tylko wielce kontrowersyjna, ale ze względu na zajmowane pozycje polityczne i życiowe wybory autora – nigdy jego biografia nie będzie biografią tylko intelektualną. Zawsze będzie to biografia polityczna, niezależnie czy niemiecki profesor potraktowany zostanie jako konsekwentny prawnik o skłonnościach zachowawczych, czy skompromitowany koniunkturalista (który formalnie nie był nawet "koronnym jurystą Trzeciej Rzeszy", ale – jak twierdzą niektórzy – gdyby mógł nim zostać, z pewnością przyjąłby stanowisko[89]).

***

Rewolucja konserwatywna w Niemczech była reakcją elit intelektualnych na kryzys państwa doświadczonego przegraną wojną, jej skutkami i zawirowaniami gospodarczymi. Dochodziły do tego silne od XIX wieku nastroje antyoświeceniowe podzielane przez konserwatystów. Negacja: antydemokratyzm, antyegalitaryzm, antyliberalizm, antysemityzm w połączeniu z radykalnym nacjonalizmem, irracjonalizmem, historyzmem, apologią wojny, pochwałą czynu i wpływami filozofii życia – rzeczywiście dawały polityczną "mieszankę wybuchową"[90]. Ostatecznie, rewolucja konserwatywna opierająca się na negacji dwóch filozofii politycznych mających wspólne korzenie rewolucyjne – liberalnego demokratyzmu i marksistowskiego socjalizmu poniosła, jak się zdaje z perspektywy czasu, klęskę w starciu z tymi systemami.

Dzieje ruchu neokonserwatywnego stanowią przestrogę. Przestrogą nie powinno być jednak uproszczające stwierdzenie, że kontynuacją radykalnego ruchu antydemokratycznego musi być zawsze faszystowska i zbrodnicza dyktatura z tyranem na czele. W przypadku konservative Revolution taki osąd byłby nie tylko niesprawiedliwy, ale i naukowo błędny – wielu wybitnych neokonserwatystów dystansowało się od nazistów uważając ich za przejaw degeneracji znienawidzonego systemu[91].

Analiza pism Schmitta skłania do refleksji. Wnioski płynące z analizy doktryny rewolucyjnego konserwatyzmu wyciągnąć powinni przede wszystkim demokraci przywiązujący dużą rolę do prawa jako czynnika stabilizującego, pacyfiści uważający pokój jako dany na zawsze stan i liberałowie powtarzający slogany o wolności w świecie postępu, jak również i ci wszyscy, którzy fetyszyzują prawo uznając, że najlepsze regulacje ustanowione w przepisach prawa zapewnią sprawne rządy. Republika Weimarska istniała krótko, wiek XX ukazał naiwność pacyfistów i obnażył okrutność wojen toczonych w duchu totalnej mobilizacji.

Eliminowanie konfliktu politycznego w demokracji liberalnej zawęża sferę wolności jednostek i prowadzić może do degeneracji systemu (jak ujęła to Chantal Mouffe: transform antagonism into agonism[92]). Przepisy nie oddalają groźby wybuchu rewolucji, a istniejące we współczesnych, racjonalnie zorganizowanych, państwach instytucje i procedury nie zapewniają neutralizacji grup skrajnych, nie muszą też spowodować stępienia ich radykalizmu.

Demokraci wykazują silne przekonanie, że system zapewnia możliwość podjęcia walki tym, którzy nie akceptują jego podstawowych reguł, a odniesienie zwycięstwa w demokratycznych wyborach jest jedynym czynnikiem legitymizującym władzę. Antydemokratyczni radykałowie nie potrzebują i nigdy nie potrzebować będą uzasadnienia dla dokonania zmiany ustroju. Sam przewrót, dokonany metodą rewolucyjną (z użyciem przemocy czy bez niej) będzie dla nich faktem legitymizującym tę zmianę. Carl Schmitt zauważył (a wcześniejsza i późniejsza praktyka polityczna dowiodła), że jeśli zwyciężą – uzasadnienie władzy nie będzie poszukiwane w normach i zasadach dawnego demokratycznego ustroju, ale w czynniku politycznotwórczym (jakim jest przewrót). Inną grupą osób, którzy powinni zapoznać się z pismami rewolucyjnych konserwatystów są humanitaryści. Zapewniając szacunek dla humanitarnych wartości, nie mogą jednocześnie oczekiwać humanitarnego traktowania po zwycięstwie swych adwersarzy.

Czy konflikt demokracji z jej wrogami jest nieunikniony? Oswald Spengler zauważył: "długą wojnę niewielu znosi bez szkód na duszy, długiego pokoju nie zniesie nikt"[93].

________________________________________


[1]M. Wąsowicz, Historia ustroju państw Zachodu. Zarys wykładu, Liber, Warszawa 1998, s. 216-219.
[2]M. Bankowicz [red.], Słownik historii politycznej świata 1901 - 2005, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2006, s. 345.
[3]Warto odnotować, że spośród wszystkich państw europejskich, właśnie w Niemczech kryzys był najmocniej odczuwalny. Skutkiem był spadek produkcji przemysłowej o 47 proc., bezrobocie sięgnęło 28 proc. osób czynnych zawodowo (5,6 mln osób), płace realne spadły przeciętnie o 33 proc. (za: Ibidem, s. 533).
[4]T. Gabiś, Publicystyka polityczna pruskiego anarchisty, „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” 1995, Nr 3 (26).
[5]M. Maciejewski, Doktryna rewolucyjnego konserwatyzmu wobec narodowego socjalizmu 1921 - 1945, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1991, s. 3.
[6]Wśród badaczy nie ma zgodności czy można określić rewolucję konserwatywną jako jedną doktrynę, czy zbiór doktryn i zbiór ideologii – twierdził tak W. Kunicki.
[7]Czyni tak np. M. Maciejewski w monografii Doktryna rewolucyjnego.... Należy tu podkreślić, iż tak rozumiany neokonserwatyzm niewiele ma wspólnego ze zjawiskiem o identycznej nazwie od lat siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, do którego najwybitniejszych przedstawicieli zalicza się m.in. Norman Podhoretz, Seymour M. Lipset, czy Michael Novak. Z drugiej strony, rewolucja konserwatywna w latach międzywojennych w Niemczech nie może być utożsamiana z rządami M. Thatcher w Wielkiej Brytanii oraz Ronalda Reagana w USA oraz przeprowadzonymi przez nich zmianami, które zwykło określać się w prasie i naukowych opracowaniach anglojęzycznych jako conservative revolution.
[8]Przytoczyć warto pogląd A. Wielomskiego: "Biorąc pod uwagę mnogość i sprzeczność odmian i definicji, niektórzy naukowcy próbują w ogóle nie definiować tego terminu. Co charakterystyczne, nawet w nielicznych encyklopediach konserwatyzmu nie udało się nam znaleźć dokładnego scharakteryzowania tego terminu. Wieloznaczność określenia konserwatyzm spowodowała pojawienie się – skądinąd dziwacznego postulatu – by przestać go używać w dyskusjach naukowych, ponieważ ta wieloznaczność utrudnia prowadzenia dyskusji." (A. Wielomski, Konserwatyzm. Główne idee, nurty i postacie, Fijor Publishing, Warszawa 2007, s. 11).
[9]R. Gwiazdowski, Amerykański konserwatyzm: neokonserwatyzm, http://konserwatyzm.pl/content/view/3351/111/ stan na 15 kwietnia 2008 r.
[10]R. Nisbet, Przesądy. Słownik filozoficzny, Warszawa 1998, s. 176.
[11]R. Scruton, Słownik myśli politycznej, Zysk i S-ka, Poznań 1996, s. 171.
[12]Ibidem.
[13]http://pl.wikipedia.org/wiki/Konserwatyzm stan na 10 kwietnia 2008 r.
[14]A. Wielomski, op. cit., s. 217.
[15]M. Maciejewski, op. cit., s. 3.
[16]Zdaniem W. Kunickiego termin został po raz pierwszy przez Tomasza Manna w 1921 r. (W. Kunicki [wybór i opracowanie], Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918 - 1933, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1999, s. 14).
[17]A. Wielomski, op. cit., s. 271.
[18]Rozróżnienie takie wprowadza M. Maciejewski, op. cit.
[19]W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit.
[20]A. Wielomski, op. cit., s. 26-29.
[21]M. Maciejewski, op. cit., s. 4-5.
[22]Ibidem.
[23]F. Ryszka, Literatura pod ciśnieniem historii, Katowice 1967, s. 104.
[24]W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit., s. 10.
[25]Ibidem, s. 11.
[26]E. Jünger, Die Geachteten (Ibidem, s. 42).
[27]E. Jünger, Publicystyka polityczna 1919 - 1936, red. tłum. W. Kunicki, wyd. Arcana, Kraków, s. 521.
[28]W. Kunicki, op. cit., s. 55.
[29]T. Gabiś, op. cit., s. 31.
[30] E. Jünger, op. cit., s. 501.
[31]W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit., s. 521.
[32]T. Gabiś, op. cit., s. 31.
[33]M. Maciejewski, op. cit., s. 38 – 41.
[34]Ibidem, s. 89.
[35]A. Tocqueville, Dawny ustrój i rewolucja, wyd. Aletheia, Warszawa 2005.
[36]M. Maciejewski, op. cit., s. 16.
[37]A. Wielomski, op. cit., s. 48.
[38]W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit., s. 15.
[39]A. Wielomski, op. cit., s. 59.
[40]Oswald Spengler (1880 - 1936) – niemiecki filozof i historyk interesujący się kulturą, naukami przyrodniczymi, sztuką i matematyką, które studiował w Uniwersytetach w Halle, Berlinie, Monachium. Pomimo tytułu doktorskiego, który otrzymał w 1904 r., nie zrobił kariery naukowej. Pracował jako nauczyciel, przed I wojną światową przeczytał książkę Otto Seecka Zmierzch i upadek świata starożytnego, która zainspirowała go. Efektem studiów było dzieło Spenglera Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii uniwersalnej (Der Untergang des Abenlandes), w którym dowodzi przechodzenie przez każdą z kultur stadiów rozwoju (młodości, dojrzałości, upadku). Kultura zachodu (europejsko- amerykańska) – zdaniem Spenglera – osiągnęła już fazę ostatnią. Książka (po raz pierwszy wydana w 1917 r.) odniosła sukces, szeroko czytana i dyskutowana miała duży wpływ na atmosferę intelektualną dwudziestolecia międzywojennego w Republice Weimarskiej. Z jednej strony – pozwalała dokonywać samousprawiedliwienia przegranemu społeczeństwu i jednocześnie – występować przeciw racjonalizmowi i europejskiemu porządkowi z jego polityczno-społecznymi instytucjami i zasadami (demokracją, prawami człowieka, egalitaryzmem).
[41]A. Wielomski, op. cit., s. 284.
[42]Czyni tak wspominany w tej pracy wielokrotnie Adam Wielomski.
[43]Tezy tej zdaje się dowodzić nawet publikacja Wielomskiego Konserwatyzm, główne idee, nurty i postacie, w której niemiecki prawnik przedstawiony został zarówno w gronie przedstawicieli decyzjonizmu jak i rewolucyjnych konserwatystów. Poglądy Schmitta na sposób sprawowanie władzy są decyzjonistyczne, bo o rozstrzygnięciu suwerena nie decyduje treść normy kompetencyjnej, ale jego suwerenna decyzja. Z drugiej strony, niechęć do Republiki Weimarskiej, silny katolicyzm, "wołanie o wodza" i pogarda dla instytucji demokratycznych i liberalnych pozwalają określić Schmitta jako pełnoprawnego konserwatywnego rewolucjonistę.
[44]A. Wielomski, op. cit.
[45]R. Wolin, Carl Schmitt: The Conservative Revolutionary Habitus and the Aesthetics of Horror, http://foster.20megsfree.com/470.htm stan na 23 kwietnia 2008 r.
[46]np.: H. Duran, Karol Schmitt – ostatni jurysta Tradycji, http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/523 stan na 20 kwitnia 2008 r.
[47]Odpowiedzi na pytanie, czy Carl Schmitt był rewolucyjnym konserwatystą, próbuje udzielić szwajcarski badacz A. Mohler w opracowaniu zbiorowym Complexio Oppositorum.
[48]A.Wolff-Powęska, Seria Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej, http://www.gazetawyborcza.pl/1,75517,875728.html stan na 23 kwietnia 2008 r.
[49]Ibidem.
[50]E. J. Jung, Deutschland und die koservative Revolution, w: W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit., s. 15.
[51]Powodem odejścia od wspólnoty kościoła katolickiego było nieudzielanie mu unieważnienia małżeństwa z pierwszą żoną. Co ciekawe, druga żona Schmitta (Duška Todorović) była – tak jak pierwsza – serbskiego pochodzenia.
[52]Schmitt nazwał swą skromną rezydencję na cześć Niccolo Machiavellego (którego cenił jako myśliciela) i z powodu św. Kasjana, którego zdradzili uczniowie.
[53]W polskiej nauce znana stała się rozmowa Franciszka Ryszki z Carlem Schmittem, która odbyła się w 1973 r. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, uznany badacz faszyzmu i totalitaryzmu, wspomina o niej np. w artykule Carl Schmitt w nauce prawa i polityki XX wieku (w: R. Skarżyński, Carl Schmitt i współczesna myśl polityczna, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 1996).
[54]M. Lilla, Lekkomyślny umysł. Intelektualiści w polityce, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007, s. 61.
[55]http://en.wikipedia.org/wiki/Carl_Schmitt na 23 kwietnia 2008 r.
[56]Zastąpił tam głównego twórcę konstytucji weimarskiej profesora Hugo Preussa, który był żydowskiego pochodzenia, a sama szkoła znana była z dużej liczby pracowników tej narodowości. Ten właśnie epizod życia Schmitta będzie mu wypomniany w 1936 r. w "Schwarzes Korps" przez rywalizujących z nim we władzach NSDAP.
[57]M. Lilla, op. cit., s. 47.
[58]W 1932 r. niemiecki rząd wyznaczył komisarza Rzeszy do spraw Prus, by powstrzymać rosnących w siłę socjaldemokratów. Carl Schmitt bronił tej decyzji przed Trybunałem Stanu, gdzie co prawda sprawę przegrał, ale jego argumentacja na rzecz uprawnień nadzwyczajnych zrobiła wielkie wrażenie na nazistowskich dygnitarzach. Kilka miesięcy później, zaproponowano mu funkcję radcy prawnego reżimu.
[59]Koncepcje te zawarł Schmitt w pracy Der Huter der Verfassung (Obrońca konstytucji) i Lagalitat und Legitimat, pracował też nad skróconymi tekstami, które miałyby być propagandową bronią instytucji państwowych przeciw nazistom.
[60] C. Schmitt, Teologia polityczna i inne pisma, tłum. M. Cichocki, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2000, Wstęp, s. 9.
[61]J. Baszkiewicz F. Ryszka, Historia doktryn politycznych i prawnych, PWN, Warszawa 1984, s. 439.
[62]Lilla, op. cit., s. 48.
[63]W październiku 1936 r. Schmitt wypowiadał się na konferencji poświęconej "Niemieckiej nauce prawa w walce z duchem żydowskim". Nawoływał do "oczyszczenia bibliotek z dzieł autorów żydowskich, a gdy jest to nieuniknione – do ujawniania, że są Żydami". Dodał, że "Żydowski autor nie jest dla nas autorytetem", "logiczna przenikliwość Żydów jest bronią przeciwko nam", zakończył cytując Hitlera: "Powstrzymując Żydów, walczę o dzieło Pana". (M. Lilla, op. cit., s. 48). Poza tym, już po wojnie ukazały się notatki Schmitta (Glossarium), w których nie tylko próbował usprawiedliwić swój sojusz z nazistami, ale umieścił też fragmenty: "Żydzi pozostaną Żydami, podczas gdy komuniści mogą się poprawić i zmienić na lepsze. (...) Prawdziwy wróg to zasymilowany Żyd", "Lepsza wrogość Hitlera niż przyjaźń tych powracających emigrantów i humanitarystów" i antysemicki wierszyk: "Wszyscy mówią, że elity, lecz nikt wiedzieć nie chce, że to tylko Izrae – elity. zajmują kosmiczną przestrzeń". (za: Ibidem).
[64]A. Wielomski, Schmitt (Carl), http://konserwatyzm.pl/content/view/1437/111/ na 20 kwietnia 2008 r.
[65]Marek A. Cichocki twierdzi, że "Schmitt jako zaangażowany uczestnik politycznych wydarzeń sam wpadł w pułapkę stworzonych przez siebie pojęć, do których najwyraźniej brakowało mu dystansu (...) Paradoksalnie to nie konformizm go zawiódł, lecz konsekwencja którą w obliczu konkretnego zła stała się intelektualną i moralną odpowiedzialnością". Tym tłumaczyć można zaangażowanie na rzecz obrony Republiki Weimarskiej (kiedy to jeszcze na początku lat trzydziestych można było wprowadzić stan wyjątkowy i autorytarną decyzją odsunąć niebezpieczeństwo) oraz zmianę po 1933 r., kiedy to "najwyraźniej Schmitt uznał, że chociaż skończyła się Republika, to jednak nie przestała istnieć niemiecka wspólnota polityczna". Profesor uznał prawdopodobnie, że lojalność wobec niemieckiej wspólnoty politycznej (którą po 1933 r. reprezentowała hitlerowska Rzesza, a nie Republika Weimarska) wymaga zmianę frontu. Poza tym, nacjonalizm Schmitta wpłynął na jego wybór postawy "dobrego niemieckiego patrioty", ale już nie "dobrego człowieka".
[66]R. Skarżyński, Od chaosu do ładu, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa, s. 13-14.
[67]M. Lilla, op. cit., s. 50.
[68]Ibidem, s. 50.
[69]A. Wielomski, Schmitt (Carl), http://konserwatyzm.pl/content/view/1437/111/ na 20 kwietnia 2008 r.
[70]Ibidem, s. 68.
[71]P. Kaczorowski, My i oni. Państwo jako jedność polityczna. Filozofia polityczna Carla Schmitta w okresie republiki weimarskiej, Szkoła Główna Handlowa, Warszawa 1998, s. 203.
[72]Ibidem. s. 203 i n.
[73]Ibidem. s. 210.
[74]Ibidem, s. 218.
[75]Ibidem.
[76]Roger Scruton twierdzi, że wg Schmitta: "rzeczywisty suweren niekoniecznie zatem jest tożsamy z parlamentem, monarchą czy jakimkolwiek innym podmiotem, któremu prawo przypisuję tę rolę. Rzeczywisty suweren ujawnia się w chwili kryzysu, a zadaniem polityki jest wiedzieć, kto to jest." (R. Scruton, op. cit., s. 365-366).
[77]M. Karwat, Cecha polityczności i dziedzina teorii polityki. Uwagi o formalizmie pojęciowym (w: R. Skarżyński [red.], Carl Schmitt i współczesna myśl polityczna, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 1996), s. 133 .
[78]C. Schmitt, Pojęcie polityki, „Zdanie” 1979, nr 3, s. 4.
[79]Ibidem.
[80]R. Skarżyński, Od chaosu do ładu..., s. 173.
[81]P. Kaczorowski, op. cit., s. 59.
[82]M. Maciejewski, op. cit., s. 104.
[83]P. Kaczorowski, op. cit., s. 63.
[84]Ibidem, s. 63.
[85]"Każde przeciwieństwo religijne, moralne, ekonomiczne, etniczne lub jakiekolwiek inne przekształca się ostatecznie w przeciwieństwo polityczne, o ile jest dostatecznie silne, by faktycznie podzielić ludzi na przyjaciół i wrogów" (s. 208).
[86]"Nie można uwolnić się od konsekwencji polityczności. Jeżeli sprzeciw pacyfistów wobec wojny okazałby się na tyle silny, że doprowadziłby do wypowiedzenia wojny przeciwnikom pacyfizmu, a więc do 'wojny przeciwko wojnie', byłby to wystarczający dowód, że ich postawa ma charakter polityczny, w jej wyniku bowiem ludzie jednoczyliby się według różnicy między przyjacielem i wrogiem"; C. Schmitt, op. cit., s. 207.
[87]T. Gabiś, Nowe Państwo nr 3/2007, rubryka "Surfując pod prąd".
[88]M. Maciejewski, op. cit., s. 91.
[89]R. Skarżyński, op. cit., s. 8.
[90]A. Wielomski, Rewolucja tradycjonalistyczna. Juliusz Evola a faszyzm, http://konserwatyzm.pl/content/view/1182/111/ stan na 20 kwietnia 2008 r.
[91]Nie tylko pozycje naukowe z lat PRL zawierają jednoznacznie krytyczne oceny konserwatystów rewolucyjnych jako faszystów, również najnowsza publicystyka powtarza tezy tyleż upraszczające, co naiwne. Np. "Gazeta Wyborcza" z dnia 17 kwietnia 2006 r. w artykule A. Kaczorowskiego Czy intelektualistom wolno angażować się w politykę przedstawia czytelnikom postać Carla Schmitta, jako "ojca duchowego antyliberalnych partii w rodzaju Prawa i Sprawiedliwości".
[92]Articulated Power Relations – Markus Miessen in conversation with Chantal Mouffe, http://www.wmin.ac.uk/sshl/pdf/csd_mouffe_interview_with_miessen_ArticulatedPowerRelations.pdf stan na 23 kwietnia 2008 r.
[93]O. Spengler, Jahre der Entscheidung. Erster Teil... (w: W. Kunicki [wybór i opracowanie], op. cit., s. 25).

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u