A.D.: 25 Listopad 2017    |    Dziś świętego (-ej): Katarzyna, Erazm, Klemens

Patriota.pl

Ptok ptakowi nie jednaki,
człek człekowi nie dorówna,
dusa dusy zajrzy w oczy,
nie polezie orzeł w gówna.

Stanisław Wyspiański, Wesele

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

„…nie partyjna zaciekłość, tylko sumienie i zelżona godność narodu”. Eligiusza Niewiadomskiego droga do nieśmiertelności

Drukuj PDF

Tags: Białe plamy | Dzieje narodowe

Gdy dotarto na cmentarz ktoś zaintonował Kto się w opiekę, a ludzie szybko podchwycili pieśń. W kościele odprawiono żałobną Mszę, w czasie której zaśpiewano jedną zwrotkę Roty. Rodzina Niewiadomskiego była zaskoczona, widząc, że na cmentarzu zebrał się tłum, liczący około 10 tysięcy ludzi. Prawie wszyscy mieli w rękach kwiaty. Po mszy długi szereg wieńców i trumnę zaniesiono drogą cmentarną wyłożoną gałązkami jodły do grobu. Kobiety płakały. Nie było nikogo, kto nie miałby w oczach głębokiego bólu. Gdy trumnę spuszczano do dołu, zapanowała zupełna cisza. Jeden z uczestników odpiął Krzyż Walecznych z własnej piersi i rzucił do grobu. Po dokonaniu pogrzebu publiczność odśpiewała Rotę, na trumnę posypały się setki kwiatów. Na wstędze dużego bukietu z fiołków alpejskich można było przeczytać „Od Polek z Ameryki – cześć Nieśmiertelnemu”. O 9.00 uroczystości dobiegły końca. Ludzie zaczęli się rozchodzić, ale na ich miejsce zaczęli przychodzić nowi, kładąc kwiaty i wieńce…

 

W dniu 31 stycznia 1923 r. od kul plutonu egzekucyjnego zginął Eligiusz Niewiadomski – artysta, krytyk sztuki, działacz konspiracyjny, ochotnik w wojnie o niepodległość. Do historii przeszedł jako ten, który zastrzelił pierwszego prezydenta RP, Gabriela Narutowicza. „Czarną legendę”, którą obóz piłsudczykowski zaczął tworzyć wokół jego osoby od pierwszych dni po zamachu stanu w 1926 r., z uporem i konsekwencją rozbudowywała później historiografia komunistyczna.

Eligiusz Niewiadomski urodził się 1 grudnia 1869 r. Pochodził z rodziny urzędniczej posiadającej szlacheckie korzenie (herbu Prus). Po ukończeniu szkoły realnej odbył studia na Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu, którą ukończył w 1894, a następnie w Paryżu (w latach 1894-1896). Był uczniem m.in. Wojciecha Gersona. Do jego najbardziej znanych dzieł należą Chrystus (Chrystus w Ogrójcu), a także portret Stefana Żeromskiego oraz obraz Anioł miłości. Niewiadomski wykonał też dekoracje wnętrza kościoła farnego p.w. św. Bartłomieja w Koninie. Po powrocie do Polski był wykładowcą rysunku na Politechnice Warszawskiej. Zajmował się również publicystyką i krytyką sztuki. Oddał też ważne zasługi podczas tworzenia w Warszawie Szkoły Sztuk Pięknych. Przygotował statut uczelni, plan prac, a dzięki swoim kontaktom ściągnął do Warszawy wielu wybitnych twórców, m.in. Ferdynanda Ruszczyca, Xawerego Dunikowskiego, Edwarda Trojanowskiego, Kazimierza Stabrowskiego.

Od wczesnych lat angażował się także w działalność polityczną. Brał udział w kolportażu narodowej literatury. Od marca 1918r. pełnił funkcję kierownika wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki, powstałym w rządzie tworzonym przez Radę Regencyjną. W 1920 r. jako ochotnik brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

9 grudnia 1922r. Zgromadzenie Narodowe wybrało na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabriela Narutowicza. Wygrał on rywalizację z kandydatem prawicy, hrabią Maurycym Zamoyskim, choć formalnie był kandydatem bezpartyjnym i nie posiadał własnego zaplecza politycznego. Było to możliwe, gdyż posłowie PPS, PSL Wyzwolenie oraz mniejszości narodowych, jak również środowisko Józefa Piłsudskiego, poparły Narutowicza, chcąc za wszelką cenę zablokować zdobycie fotela prezydenckiego przez polityka związanego z endecją. Należy też wspomnieć o postawie parlamentarzystów PSL-Piast, którzy wbrew wcześniejszym oświadczeniom zamiast poprzeć Maurycego Zamoyskiego, poparli Gabriela Narutowicza. 11 grudnia został on zaprzysiężony.

Wydarzeniu temu towarzyszyły żywiołowe protesty. Tradycyjnie nastawione polskie społeczeństwo nie zaakceptowało na stanowisku prezydenta człowieka będącego liberałem i kosmopolitą (32 lata spędził w Szwajcarii) związanym z wolnomularstwem. Należy mieć świadomość, że Narutowicz zdobył funkcję prezydenta nie dzięki poparciu społecznemu, lecz wskutek kuluarowych manipulacji w parlamencie. Warto również przypomnieć, że Gabriel Narutowicz nawet nie ochrzcił swych dzieci, co w ówczesnej Polsce było rzeczą nie do pomyślenia.

16 grudnia 1922 roku, krótko po godz. 12.00 prezydent przyjechał na otwarcie Salonu Dorocznego w Zachęcie. Podczas zwiedzania sali nr I w kierunku stojącego przed obrazem Pejzaż zimowy Teodora Ziomka prezydenta Eligiusz Niewiadomski oddał trzy strzały, w wyniku których Narutowicz zmarł na miejscu. Niewiadomski nie zamierzał uciekać z miejsca zamachu, oddając się w ręce ochrony.

Po 16 grudnia wielu zadawało sobie pytanie, dlaczego ten świetnie wykształcony, powszechnie szanowany, uczciwy obywatel, uczestnik walk o niepodległość z 1920 roku, mąż i ojciec targnął się na życie prezydenta. Wytłumaczenie miał jednak sam Eligiusz Niewiadomski. On czuł się po prostu rozgoryczony faktem, że Narutowicz, mason, ateista, nie rozumiejący interesów państwa został głową polskiego narodu.


„W Sejmie kluby lewicowe w porozumieniu z żydostwem, stojąc na czele jawnych wrogów Polski, postanowiły za wszelką cenę nie dopuścić do prezydentury człowieka niezależnego. Potrzeba im było człowieka chwiejnego, uległego, dającego się powodować. W takim chcieli mieć powolne narzędzie matactw politycznych i gwarancję utrzymania kraju w stanie dotychczasowej anarchii. Udało im się przeprowadzić swojego kandydata głosami żydostwa przeciw większości polskiej. Narutowicz nie zorientował się i wybór przyjął. Przeciwko tym hańbom trzeba było zaprotestować głośno i silnie, bronić majestatu Rzeczypospolitej sponiewieranego przez ciury. Czy miałem do tego prawo? Miałem prawo i obowiązek. Miałem takie prawo jak każdy obywatel, dla którego Ojczyzna nie jest czemś, o czem się dowiaduje z gazet” – to są słowa samego Niewiadomskiego, zapisane w stenogramie z procesu przed warszawskim Sądem Okręgowym.


W trakcie procesu 30 grudnia 1922 roku, ku zaskoczeniu sądu i publiczności zgromadzonej na sali Niewiadomski przyznał się, że początkowo nosił się z zamiarem zabicia Józefa Piłsudskiego, Naczelnika Państwa. Obwiniał go za anarchię w państwie, pusty skarb i wsadzanie swoich towarzyszy na ważne stanowiska państwowe. Zapewnił, że Piłsudskiemu uratowała życie jedynie jego rezygnacja z ubiegania się o fotel prezydenta.

Osobistej urazy Niewiadomski do Narutowicza nie posiadał. Nie znał, nie widział i nie rozmawiał z nim wcześniej, ani on, ani jego rodziną. Co więcej, uważał go za człowieka dobrego, szlachetnego i czcigodnego, ale niestety symbol sytuacji politycznej i symbol hańby. Na sali sądowej dodał: „Nie żałuję niczego, zrobiłem to, co było moim obowiązkiem, moim trudnym, ciężkim obowiązkiem. Spełniłem go twardo i uczciwie. Przez moje ręce przemówiła nie partyjna zaciekłość, tylko sumienie i zelżona godność narodu. Tak jak ja, czują tysiące, tylko nie każdy zrobił to, co stało się moim udziałem”.

Ogłoszenie wyroku przyjął ze spokojem: „Oznajmiam niniejszym, że wyrok przyjmuję. Wszystkie podania o ułaskawienie, o ile by takowe z czyjejkolwiek strony wpłynęły, proszę uważać za złożone bez mojej wiedzy i wbrew mojej woli. O ile na podaniu znalazł się mój podpis, proszę uważać go za nieautentyczny”.

Niewiadomski nie uważał się za pospolitego mordercę, raczej za bohatera narodowego. Ostatnie dni życia, które spędził w więzieniu wypełnił rozmyślaniem i pisaniem. Wtedy powstało jego przesłanie Do wszystkich Polaków:

„Nie chcę aby wyrok na mnie wykonany, stał się powodem zemsty krwi. Był on zgodny z prawem i życzeniem moim, był zatem sprawiedliwy, więcej – był potrzebny. Śmierć moja jest koniecznym uzupełnieniem mego czynu. Bez niej był on nie tylko bezpłodny, ale leżałby na nim cień mordu. Śmierć to zatrze, czyn mój zakwitnie dopiero podlany krwią moją. Zakwitnie to znaczy przemówi do Narodu. Głupcy i hipokryci widzą w nim akt szaleństwa albo fanatyzmu. Tak nie jest! Byłoby źle z Polską, gdyby odrobina charakteru wystarczała, aby być uznanym za wariata, a odrobina uczucia wychodzącego, poza normy przeciętne, dawała kwalifikacje na fanatyka. Czyn był straszny, bo musiałem uderzyć w naród. Nie słowem bezsilnym, lecz gromem. Gromem równym tej hańbie, jaką go opanowała spółka cynicznych hultajów i jawnych wrogów Polski. Musiałem uderzyć gromem, aby zbudzić tych co mniemają, że Polska już się ciałem stała, że minął czas wysiłków i ofiar i że broń można już złożyć. Tak nie jest! To, na co patrzą oczy nasze, nie jest jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia. (…) To Jest dopiero Polska Piłsudskiego, Judeo-Polska. Naród polski do władzy w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobyć i zbudować. W walce o nią niech się hartuje dusza pokoleń. Od udziału w tej walce nie zwalnia nikogo, ani wiek, ani stanowisko społeczne, ani przynależność lub nie przynależność do partii. Trzeba ją zacząć od zwycięstwa nad sobą, od pokonania własnej słabości”.

Oczekując na śmierć napisał Niewiadomski niezwykle ważną książeczkę Kartki z więzienia (Wielkopolska Księgarnia Nakl. K. Rzepeckiego, 1923, 38 ss.) – współcześnie opublikowaną jedynie na łamach „Szczerbca”.

Eligiusz Niewiadomski został stracony 31 stycznia 1923 roku na mocy wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który doszedł do przekonania, że Niewiadomski: „powodowany osobistym poglądem na obecny stan rzeczy w Polsce i swoistym poczuciem Jej honoru rzeczywiście dnia 16 grudnia 1922 roku w Warszawie podczas otwarcia wystawy w gmachu Zachęty Sztuk Pięknych dokonał zamachu na życie wybranego przez Zgromadzenie Narodowe, zgodnie z Konstytucją z dnia 17 marca 1921 roku, obowiązującą w Rzeczypospolitej Polskiej, Prezydenta Gabriela Narutowicza, w trzecim dniu jego urzędowania, dając do niego trzy strzały rewolwerowe i powodując tym natychmiastową śmierć”. Dalej Sąd zawyrokował: „Mieszkańca m.st. Warszawy, Eligiusza Niewiadomskiego, lat 53, skazać po pozbawieniu praw stanu na karę śmierci”.

W dniu wykonania wyroku Niewiadomski był w dobrym humorze, żartował nawet. Parę minut po 6.00 rano zabrano go z więzienia mokotowskiego samochodem wojskowym otoczonym przez straż wojskową do Cytadeli warszawskiej. Samochód psuł się w drodze kilka razy, dlatego Niewiadomski kilkaset ostatnich kroków przeszedł pieszo. Przy nim szli jego obrońca Stanisław Kijeński i duchowny o. Benjamin, kapucyn. Gdy mecenas Kijeński wziął go pod ramię, Niewiadomski z pogodnym i uprzejmym uśmiechem podziękował za pomoc: „Panie mecenasie, niech mnie pan puści, bo pomyślą jeszcze, że mnie pan podtrzymuje, a ja idę z całą pewnością siebie”. Egzekucję wykonać miała szkolna Kompania 30 pułku Strzelców Kaniowskich. Żołnierze ustawili się w czworobok, w środku którego stanął Niewiadomski, przy nim duchowny.

Po odczytaniu sentencji wyroku, skazany pocałował krzyż i został pobłogosławiony. Odezwał się: „Odchodzę szczęśliwy, że przestanę patrzeć na to, co z Polską zrobił Piłsudski. Ufny jestem, że krew moja przyczyni się do zjednoczenia serc polskich”. Po wypowiedzeniu tych słów, podszedł do słupka. Komendant Kompanii podprowadził 6 wylosowanych żołnierzy na odległość 8 kroków przed słupek. Jeden z nich podszedł do Niewiadomskiego, aby przewiązać mu oczy chusteczką. Niewiadomski powiedział: „Nie zawiązujcie mi oczu i nie przywiązujcie do słupka”, po czym zwrócił się do żołnierzy, którzy mieli go rozstrzelać i powiedział: „Proszę, aby mierzono mi w głowę, ja stanę wam wygodnie”. Stanął, zdjął płaszcz i kapelusz, rzucił je obok na ziemię. Do ust podniósł kwiaty, które dostał od rodziny. Dokładnie o 7.19 padła komenda i zabrzmiała salwa. Niewiadomski osunął się na ziemię. Lekarz stwierdził natychmiastową śmierć.

Jak podawała „Gazeta Poranna” z 7 lutego 1923 roku kondukt żałobny z trumną Eligiusza Niewiadomskiego ruszył o 5.45 rano do kościoła na warszawskich Powązkach.

Gdy dotarto na cmentarz ktoś zaintonował Kto się w opiekę, a ludzie szybko podchwycili pieśń. W kościele odprawiono żałobną Mszę, w czasie której zaśpiewano jedną zwrotkę Roty. Rodzina Niewiadomskiego była zaskoczona, widząc, że na cmentarzu zebrał się tłum, liczący około 10 tysięcy ludzi. Prawie wszyscy mieli w rękach kwiaty. Po mszy długi szereg wieńców i trumnę zaniesiono drogą cmentarną wyłożoną gałązkami jodły do grobu. Kobiety płakały. Nie było nikogo, kto nie miałby w oczach głębokiego bólu. Gdy trumnę spuszczano do dołu, zapanowała zupełna cisza. Jeden z uczestników odpiął Krzyż Walecznych z własnej piersi i rzucił do grobu. Po dokonaniu pogrzebu publiczność odśpiewała Rotę, na trumnę posypały się setki kwiatów. Na wstędze dużego bukietu z fiołków alpejskich można było przeczytać „Od Polek z Ameryki – cześć Nieśmiertelnemu”. O 9.00 uroczystości dobiegły końca. Ludzie zaczęli się rozchodzić, ale na ich miejsce zaczęli przychodzić nowi, kładąc kwiaty i wieńce…

Dla wielu Eligiusz Niewiadomski stał się bohaterem narodowym. Kilka dni po egzekucji, w kościołach całego kraju organizowano uroczystości żałobne za jego duszę. Przez kilka najbliższych lat publikowano wiersze jemu poświęcone i urządzano wystawy jego dzieł malarskich.

Wbrew pomówieniom, które nieraz rozsiewane były przez lewicowe środowiska, przypominanie o tragizmie postaci Eligiusza Niewiadomskiego nie jest w żadnym wypadku „sławieniem mordu”, lecz wyręczaniem szkolnictwa w przekazywaniu prawdy na temat historii Polski. Jest to tym bardziej ważne, iż postać Niewiadomskiego została praktycznie zapomniana, a okoliczności związane z wyborem Narutowicza pozostają często na lekcjach historii przemilczane.

Żydostwo nie tylko skazało Eligiusza Niewiadomskiego na śmierć. Nawet po śmierci nie zaprzestano opluwania tego człowieka i choć Niewiadomski nie mógł już się bronić, jakoś nikt nie próbował tym argumentem choć trochę ochronić jego imię. Co więcej, skazano na zapomnienie jego znaczący dorobek artystyczny jako malarza i cenionego przez współczesnych krytyka sztuki. W celi śmierci ukończył syntezę Malarstwo polskie XIX i XX w., uznaną przez krytyków za najlepsze kompendium wiedzy o polskim malarstwie przełomu wieku.

Niewiadomski nie był „szaleńcem”, „mordercą” czy „zbirem na usługach polskich kapitalistów”. Był osobą publiczną nie tylko w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Swoje działania, całe życie poświęcił Polsce. Czy to na niwie zawodowej czy prywatnej – Ojczyzna była dla Niewiadomskiego niekłamaną treścią i istotą Jego życia. Będąc świadkiem tworzenia się chorego u swych podstaw systemu dopiero co niepodległej Polski zareagował. Z całą premedytacją, nie kryjąc się, nie uciekając od odpowiedzialności za swoje działania dokonał czynu, który wstrząsnął całą Polską. Proces przeciwko Niewiadomskiemu stał się procesem wytoczonym przez Niewiadomskiego duchowej i politycznej korupcji tworzącego się nowego państwa. A sam Niewiadomski – symbolem ofiarności i poświęcenia dla następnych pokoleń polskich patriotów.


***

W Zachęcie nie tak jeszcze dawno eksponowano, pożal się Boże, wystawę „współczesnej performerki” niejakiej Goshki Macugi (sic!) Bez tytułu, koncentrującą się wokół problemu cenzury w sztuce polskiej po 1989 roku, ataków na obiekty sztuki, artystów, oczywiście przejawów wszelkiego szowinizmu, antysemityzmu, homofobii etc. Pani Goshka wraz z kuratorem wystawy długo zabiegały o możliwość pozyskania na wystawę Chrystusa w Ogrójcu Niewiadomskiego, ale na szczęście bezskutecznie.

Obraz Niewiadomskiego miał spełniać funkcję przypomnienia najgwałtowniejszego aktu agresji w historii galerii. W zamierzeniu autorki pokazanie obrazu Niewiadomskiego miało poszerzyć historyczny zakres wystawy, która dzięki temu miała odnieść się do całego sporu o sztukę współczesną współcześnie oraz w dwudziestoleciu międzywojennym, do jego ideologicznego tła.

O pożądanym przez dewiantów obrazie Chrystus (Chrystus w Ogrójcu) wiadomo było, że latem 2007 roku został on sprzedany przez Dom Aukcyjny "Rempex" (numer katalogowy 249). Poszukiwania przez Zachętę właściciela obrazu przyniosły pewien skutek, choć odezwał się nie właściciel obrazu, ale mediator. Ten jednak zorientowany w przesłaniu „ideologicznym”, jakie miałaby sobą obraz firmować, nie zgodził się na takie nadużycie. Poinformował, że właściciel (dla tego typu działań pozostający anonimem) dzieła zgadza się na wypożyczenie obrazu wyłącznie na wystawy sztuki religijnej.

Należy wspomnieć, że nie jest to pierwszy przypadek, kiedy dzieła Niewiadomskiego wzbudzają w poprawnym politycznie bagnie duże kontrowersje. Na początku 2011 roku głośnym echem odbiła się informacja o tym, że inny obraz malarza Pejzaż tatrzański wisi w gabinecie marszałka Małopolski Marka Sowy. Jak się okazało, obraz wypożyczył z Muzeum Narodowego w Krakowie w 2007 roku poprzedni marszałek. Kontrowersje medialnego motłochu wzbudzało pytanie, czy wypada, aby wysoki urzędnik samorządowy miał na ścianie swojego gabinetu obraz namalowany przez zabójcę Prezydenta RP.

Rozsądnie i merytorycznie, jak przystało na fachowca, wypowiedziała się na ten temat p. Zofia Gołubiew, historyk sztuki, oraz dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie. Wychodząc od elementarnego założenia, od którego należy interpretować dzieła sztuki, że nie powinno się łączyć dzieła z twórcą i jego życiem, stwierdziła, że przejmując się histerycznymi reakcjami poprawnościowych dyletantów należałoby pozbyć się pewnie połowy dzieł sztuki z muzeów na całym świecie (choćby twórczości Caravaggia).


***

Można jeszcze, bez specjalnej euforii, przypomnieć, że wydarzenia w Zachęcie są tematem tendencyjnego, antynarodowego, filmu Jerzego Kawalerowicza Śmierć prezydenta z 1977 roku. Podobnie jak działalność niejakiej Yael Bartana, izraelskiej wideoperformerki (czy jak tam ją zwał), która do problematyki zamachu w Zachęcie sięgnęła w trzeciej części swojej trylogii I zadziwi się Europa, pokazywanej w 2011 roku podczas Biennale w Wenecji. W 2003 roku niejaki Wilhelm Sasnal, malarz i wideoperformer, współpracownik nieocenionego stowarzyszenia „Nigdy więcej” namalował obraz Narutowicz. I wystarczy, Państwu artystom już dziękujemy.

I tradycyjnie odsłuchujemy raz kolejny nieśmiertelnego Asasyna (ś.p. Eligiusz Niewiadomski) nieocenionej kapeli NaRa.


***

Należy tylko jeszcze z żalem stwierdzić, że nie tylko zdegenerowana „brać” artystyczna, ale także praktycznie żaden ruch tzw. prawicy nie wygenerował ze swojego środowiska człowieka klasy Eligiusza Niewiadomskiego, który przypomniałby rządzącej hołocie, że nic nie jest wieczne na tym łez padole.

 


 

Stenogramy z procesu Eligiusza Niewiadomskiego.
Część 1
Część 2
Część 3
Część 4
Część 5

 


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u